Francisco Serrano y Domínguez Cuenca y Guevara Vasconcellos (urodzony w San Fernando w 1810 roku, zmarł na Kubie 26 listopada 1885 roku) herb

Syn Francisca Serrano y Cuenca, hrabiego de San Antonio, księcia de la Torre i Isabel Dominguez Guevara Vasconcellos y Albuquerque, córki Miguel Domínguez y Pérez de Vargas.

Książe de la Torre, hrabia de San Antonio. Prezydent Rady Gubernatorów Hiszpanii od 8 października 1868 roku do 18 czerwca 1869 roku. Rengent Królestwa Hiszpanii i "Jej Wysokość" od 25 lutego 1869 roku do 2 stycznia 1871 roku. Gubernator Hiszpanii od 23 lipca do 10 listopada 1843 roku. Prezydent Republiki Hiszpanii od 3 stycznia do 30 grudnia 1874 roku.

W Madrycie 29 września 1850 roku poślubił Jej Wysokość Antonia Dominguez Borrell Guevara y Lenuy (urodzona na Kubie La Habana 19 marca 1831 roku, zmarła w Biarritz w styczniu 1917 roku) hrabinę de San Antonio od 1858 roku, córkę Miguela Dominguez Guevara Vasconcellos y Albuquerque, I hrabiego de San Antonio, rajcy miejskiego i Maríi Isabel Borrell Lemus Lara y Iznaga, córki José Maríi Borrell.

Zrobił wspaniałą karierę wojskową i cieszył się sławą czło­wieka przystojnego, pełnego galanterii. Królowa Izabela II w prezencie ślubnym darowała panu młodemu pięćdziesiąt tysięcy duro, co było kwotą ogromną w owych czasach, jako dowód - o czym szeptali złośli­wi - wdzięczności za wyświadczone usługi...

Serrano był odważnym żołnierzem, zuchwałym, pełnym brawury i od początku służby w wojsku zbierał zasłużone nagrody. Urodzony w San Fernando koło Ka­dyksu rozpoczął karierę jako adiutant generałów Miny i Valdesa na pół­nocy kraju. Szybko wspinał się po szczeblach awansów, wyróżniając się szczególnie w akcjach przeciwko powstańcom karlistowskim. Gdy w 1839 roku podpisano pakt w Vergarze, był już pułkownikiem, a w 1840 roku został mianowany marszałkiem polnym. Trzy lata później, kiedy Izabela II doszła do pełnoletności, Serrano objął tekę ministra wojny, a także - wedle wiarygodnych plotek - zajął miejsce w łożu zmysłowej, przedwcześnie rozbudzonej władczyni. Nazywano go żartobliwie Ge­nerał Banito (Piękny), a on śmiał się, zadowolony z tej nazwy. Miał wiele zalet, był niezwykle uprzejmy i zjednywał sobie natychmiast sym­patię ludzi, z którymi się zetknął. Lepiej znał język prostych ludzi, niż ten z Królewskiej Akademii Hiszpańskiej. Nigdy nie wyróżniał się elokwencją ani szczególną inteligencją, ale miał cechy polityka, co pomo­gło mu wspiąć się na szczyty.

W 1847 roku chorowity król małżonek, Franciszek de Asis de Bur­bon, mąż Izabeli II, zaczął okazywać tak gwałtowną zazdrość, że rząd poczuł się w obowiązku oddalić pięknego Serrano z dworu. Król zagro­ził, że w przeciwnym wypadku to on odejdzie. "Albo on, albo ja!" ­powiedział podobno nieszczęsny rogacz. I Serrano został mianowany generałem-kapitanem w Granadzie. Po kilku miesiącach zrezygnował z tego stanowiska, wymawiając się słabym zdrowiem, by usunąć się do posiadłości, jaką miał w okolicach Jaen.

Właśnie wówczas, gdy żył sobie spokojnie na wsi, wydarzyło się coś, co miało wpłynąć decydująco na dalsze życie tego niezbyt już młodego donżuana.

Serrano zbliżał się do czterdziestki i uznał, że nadeszła pora, by się ustatkować. Rodzina powtarzała ustawicznie: "Curro, nie jesteś już dzieckiem", "Curry - zdrobnienie od imienia Francisco. Istnieje również inne zdrobnienie od tego imienia - Paco (przyp. tłum.), powinieneś się ożenić"... Pewnego dnia chytrze przedsta­wiono go kuzynce Antofiicie, "perle dopiero co przybyłej z Antyli".

Pewien człowiek opisał ją następująco:

Była olśniewającą pięknością; nosiła się dumnie, miała włosy koloru agatu i oczy bystro patrzące. Jej glos byt dźwięczny. Głęboko-słodki; a zachowanie pełne rozkosznej ospałości. która pozwalała wyobrażać ją sobie wyciągniętą w hamaku. pozwalającą się wachlować niewolni­kowi, a wszystko to na tropikalnym tle plantacji trzciny cukrowej i awokado.

Serrano był zafascynowany. 29 września 1850 roku Antofiita została już jego żoną.

W 1855 roku został wysłany do Fran­cji w swoją pierwszą misją dyplomatyczną. Pyszałkowatość żony, przeradzała się czasem w jawną impertynencję, co odwołanie Serrano z ambasadury we Francji.

Pewnego dnia jakiś dworzanin spytał z galanterią: "Czy wszystkie Hisz­panki są tak piękne, jak cesarzowa i jak pani?" Na co Antonia odpowiedziała z naciskiem: "Niech pan będzie pewny, że tylko dlatego nie zasiadam na tronie Francji, bo urodziłam się za późno". Ta bezczelna odpowiedź zapewne dotarła do uszu Eugenii, ponieważ parę tygodni później Serrano został odesłany do Madrytu. Jego misja ambasadora trwa­ła dziesięć miesięcy.

W czasie tego krótkiego czasu, spędzonego w Paryżu, Serrano nie nabrał ochoty do dyplomacji. Interesowała go bardzo wówczas zagma­twana raczej polityka wewnętrzna na Półwyspie Iberyjskim. Ale jego oponenci woleli widzieć go z dala od pałacu. W 1859 roku mianowano go generałem-kapitanem Kuby. Wyobraźcie sobie Antonitę, niemal te­raz wicekrólową, na rodzinnej ziemi.

Wyższe sfery Hawany składały się wówczas z ludzi znakomitych ro­dów, bogatych, wykształconych, o pańskich manierach. Przyjęli oni chłodno zarozumiałą wieśniaczkę. Za to Serrano natychmiast zaskarbił sobie sympatię wszystkich dzięki swojej wyjątkowej uprzejmości, ła­twości nawiązywania kontaktów, prostocie i otwartości. Kiedy na po­czątku 1862 roku został uhonorowany przez króla tytułem księcia de la Torze (nazwa księstwa nawiązuje do Torre del Vigfa w fortecy Ozama u wejścia do portu Santo Domingo), arystokracja hiszpańska urządziła wielką manifestację na jego cześć. Antonita, oszalała z radości, urządziła w pałacu Kapitanatu nocą 23 lutego bal kostiumowy. O wspaniałości tej imprezy napisała szczegółowo pewna gazeta z Hawany, dając nagłówek:

"Opis bajki z Królestwa Wróżek".

Wybucha rewolucja w 868 roku. Izabela II udaje się na wygnanie. Serrano, Prim, Topete i inni wyżsi wojskowi ogłaszają słynny manifest Hiszpania z honorem. Burbonowie, jak głosi proklamacja, nie wrócą nigdy, nigdy, nigdy... Madryt przyjmuje księcia de la Torre jak bohatera po jego zwycięstwie nad siłami rojalistów pod Alcoleą. Ósmego października konstytuuje się rewolucyjny Rząd Tym­czasowy, a Serrano zostaje prezydentem. Większość ludzi w kongresie ma ciągle nastawienie monarchistyczne i proponuje wybór króla, który nie byłby Burbonem, zanim proklamuje się republikę.

Od chwili, gdy jej mąż 25 lutego 1869 roku został wyniesiony na stanowisko regenta królestwa z prawem do tytułu "Jego Wysokości", księżna - obecnie królowa bez korony - nie przestaje na­rzucać swojej woli jako pierwsza dama w kraju, nawet w sprawach po­litycznych, które absolutnie nie należały do jej kompetencji. Nie usatys­fakcjonowana najwyższą pozycją męża, który wydawał się zadowolony, zamknięty w "złotej klatce" regencji, dwukrotnie próbowała usunąć z rzą­du generała Prima, jednego z twórców rewolucji, którego serdecznie nienawidziła. Miała wręcz obsesję na punkcie takich walk i wtrącała się w sprawy dotyczące rządzenia państwem, usiłując nagradzać lukratyw­nymi stanowiskami swoich stronników, a pozbawiać ich swoich wro­gów, często z błahych powodów. Wspaniałe kwalifikacje Serrano nieraz schodziły na dalszy plan wobec kaprysów "Regentki". Markiz de Villa­-Urrutia stwierdził: "Ów człowiek, który nie bał się niczego ani nikogo, nie miał dość silnej woli, by przeciwstawić się żonie".

Regencja skończyła się z chwilą znalezienia przez rząd hiszpański księcia Amadeusza z Sabaudii, który zgodził się objąć tron. Naturalnie, Antofinita nie mogła przebaczyć nigdy temu Włochowi, że pozbawił ją dawnej pozycji. Niebawem po przybyciu sabaudzkiego monarchy księżna, robiąc dobrą minę do złej gry, jako "abdykująca pierwsza dama" zorganizowała na jego cześć wielki bal kostiumowy. Król jednak uznał za ciekawsze spędzenie nocy na karnawałowej imprezie w teatrze de la Zarzuela. Antonita nigdy nie zapomniała mu tego nietaktu, który uzna­ła za umyślną zniewagę. Odpłacała mu tą samą monetą: jej nietakty wobec nowej rodziny królewskiej nie miały końca. W uroczystościach pałacowych brała udział tylko na wyraźny rozkaz męża. Ponieważ liczba dam wysokiego rodu, biorących udział w takich spotkaniach, zwykle nie prze­kraczała siedmiu (arystokracja generalnie pozostawała wierna zdetroni­zowanym Burbonom), Antonia mówiła potem, że przyjęcia pałacowe zostały zredukowane do "ścisłych grup rodzinnych". Kiedy zapropono­wano jej stanowisko starszej damy dworu królowej Mari i Wiktorii, żach­nęła się:

- Dziękuję bardzo - odpowiedziała przybyłej delegacji - ale proszę powiedzieć tej pani, że kto rządzi we własnym domu, nie powinien być służącą u obcych.

Urzędnicy dworscy długo wahali się powtórzyć te słowa małżonce Amadeusza I, która, zdziwiona, kilkakrotnie jeszcze próbowała namó­wić księżnę na to stanowisko. Ambasador Włoch pisał w jednym ze swoich raportów dyplomatycznych:

Król osobiście wyjaśnił księciu de la Torre plany, jakie królowa miała w stosunku do jego żony, proponując jej objęcie stanowiska pierwszej damy dworu. Książę odparł, że spróbuje poszukać jakiegoś skutecznego sposobu, że skonsultuje się z żoną i wówczas da ona odpowiedzi.

Po siedmiuset siedemdziesięciu dniach panowania sabaudzkiego za­kończonego abdykacją monarchy, po zaledwie jedenastu miesiącach republiki, zlikwidowanej przez wysokich wojskowych, Hiszpania znalazła się ponownie w okresie chaosu. O świcie, 3 stycznia 1874 roku generał Pavfa siłą rozwiązał kongres, a następnego dnia ukonstytu­ował się rząd pod wodzą księcia de la Torre, który, chociaż oficjalnie opowiadał się za republiką, nie przestał być instrumentem w rękach oli­garchii przygotowującej restaurację dynastii Burbonów.

W każdym razie generał Serrano, kierujący władzą wykonawczą, po­nownie stal się panem sytuacji. A Antonita, oszalała ze szczęścia, znów została wyniesiona na najwyższą pozycję w państwie...

Jeśli nawet tym razem jej mąż nie miał prawa do tytułu "Jego Wysokości" - nie rządząc królestwem - to jednak ponownie był szefem państwa (używając niemal królewskich atrybutów, generał przyznał osiem Orde­rów Złotego Runa podczas swej regencji), a ona, naturalnie, spodziewała się do­dać blasku jego prezydenturze. Co prawda żałowała bardzo, że jej Curro nie zdecydował się zająć pałacu królewskiego (obecnie "narodowego") i zamiast tego zainstalował się w pałacyku na ulicy Alcala, nieodpo­wiednim, według niej, na uroczystości dworskie (czy choćby "rządo­we")...

Sytuacja polityczna w dalszym ciągu była zagmatwana i nieustabili­zowana. Generał Serrano w ciągu roku musiał zmienić cztery razy ekipę rządzącą. Wydaje się, że nie był w żadnej zmowie z Canovasem, co wynika z listu jednego z członków rządu do ekskrólowej Izabeli II:

Celem księcia de la Torre jest skonsolidowanie republiki pod swoją dożywotnią prezydenturą. Dlatego zachowują wobec niego rezerwę. Gdybym uważał, że książę skłania się ku rządom księcia Alfonsa, popie­rałbym go; nie możemy jednak zaoferować Serrano niczego podobnego do tego, co ma teraz i czego oczekuje od republiki.

Ani Canovas, ani wygnana królowa nie przestawali mieć na uwadze "Kubanki". Przywódca restauracji królestwa doskonale zdawał sobie sprawę, że aby dotrzeć do księcia de la Torre, trzeba to zrobić za pośred­nictwem księżny; Antonita jednak w 1874 roku znajdowała się u szczy­tu potęgi i, pewna swojej siły, nie wybaczała członkom arystokracji najłaskawszą obecnością sesję akademicką i dodać ceremonii splendoru swoim pojawieniem się na niej. Zwolennikom Alfonsa przede wszystkim - obraz, jakich od nich dozna­ła Villa-Urrutia twierdzi:

Serrano był patriotą i może zyskałby szacunek księcia Alfonsa, gdyby nie miał przy sobie tej lady Makbet. To ona postawiła weto wobec kandydatury młodego księcia. Bardziej z powodu swojej urody niż wysokiej pozycji męża uważała, że należy jej się zawsze pierwsze miejsce. A ponieważ musiała ścierpieć wiele obelg ze strony szlachetnych dam, przy­sięgła im zemstę, zabraniając księciu, który był posłusznym mężem, bojącym się Boga i żony, kroków wiodących ku przywróceniu księciu korony.

Antonia Domfnguez y Borrell doznała tego na własnej osobie. Zgro­madziłem ponad tuzin epigramów przeciwko niej, w tonie ostrym, nie­kiedy wręcz plugawym. Są to anonimowe pamflety, wymawiające jej pociąg do młodych oficerów, wykpiwające wściekłość, w jaką wpadała, jeśli jakiś dziarski młodzian, na którego zwróciła piękne oczy, okazywał się nieczuły na jej wdzięki. Przyzwyczajeni do Izabeli II "paparazzi" tamtych czasów węszyli wytrwale za jakimś skandalem. Ale Antonia - królowa bez korony - nie przypominała swojej poprzedniczki w tym, co się tyczy spraw erotycznych. Księżna de la Torre była kobietą ambitną, ale nic nie wskazuje na to, by można było wierzyć w obelżywe paszkwi­le skierowane przeciw jej godności osobistej. Z zabawnych anegdot, jakie zebrałem na temat "prezydentowej", przytoczę dwie, opisane w pa­miętnikach przez dziennikarza Alfredo Escobara.

Podobno pewnego dnia książę de la Torre, zazdrosny oswoją piękną połowicę, zaskoczył ją w sytuacji ryzykownej i trudnej do wyjaśnienia. U stóp księżny klęczał jakiś adorator, całujący w uniesieniu jej ręce. Nie zmieszana nagłym wejściem męża boska Antonia zwróciła się do niego ze słowami:

- Oto masz tu pana Mantillę. Taki rozanielony, bo obiecałam mu po­średniczyć w staraniach o rękę mojej przyjaciółki, Manolity.

Ta idylla księżnej z panem Mantilla de los Rfos, wydawcą dziennika "La Polftica", który później został ministrem w Waszyngtonie, mogła mieć pewne pozory prawdy i, oczywiście, była gorąco komentowana na salonach. W dodatku pewnej nocy, z powodu niespodzianego pożaru w pałacu prezydenckim, księżna musiała wybiec pośpiesznie z pałacu, uciekając przed ogniem. I już następnego dnia opozycyjne pisma anon­sowały wielkimi literami "że była w mantyli, nie spodziewając się tego wydarzenia... ".

29 grudnia 1874 roku generał Martfnez Cam­pos proklamował wobec uzbrojonego wojska restaurację monarchii w osobie Alfonsa XII, syna Izabeli II. Prezydent Serrano, znajdujący się na froncie północnym, ogłosił rezygnację z władzy i udał się do Francji. Do Madrytu wysłał swego pełnomocnika, by uspokoił księż­nę, który zastał balkony domów w stolicy przystrojone wstęgami i fe­stonami przez radujący się lud.

Antonita zorientowała się, że nieuchron­nie utraciła swoją pozycję polityczną. Chociaż w gruncie rzeczy nie było tak źle. Jej małżonek dla zachowania pozorów trzymał się z dala od monarchii przez kilka miesięcy, ale w końcu pogodził się z faktami i postanowił poznać syna swojej dawnej kochanki. "Przecież mógł to zrobić już rok temu!" - wykrzyknęła podobno Izabela II, gdy dowie­działa się o tym.

Powrót monarchii potwierdził koniec władzy małżonków Serrano.

Generał przez pewien czas zachował przywództwo partii liberalnej, ale potem król powierzył liberałowi Sagacie utworzenie rządu. Książę de la Torre poczuł się znieważony i postanowił utworzyć grupę pod nazwą Lewica Dynastyczna. Ciągle jeszcze widać po nim było chwiejność rewolucyjną. Niezdecydowana postawa ideologiczna naraziła go na pre­tensje ze strony członków jego partii. Antonita rozpoczęła kampanię "osładzania atmosfery", jak to wyjaśniała bliskim. Próbowała zdobyć utraconą ludzką życzliwość. Hołubiła Canovasa del Castillo, by zyskać dla nowego monarchy sympatię tych, którzy z przyczyn osobistych lub politycznych pozostawali z dala od dworu. Sprawiła, że ambasador, markiz de Molins, wydał na jej część w ambasadzie Hiszpanii w Paryżu bankiet, na który, by nie spotkać się z żoną byłego szefa państwa, nie stawiła się ani jedna z dam hiszpańskich. Ambasador bywał też na kola­cjach urządzanych przez Antonitę w jej rezydencji w Madrycie. Na jed­nej z takich kolacji, kiedy generał Serrano długo nie pojawiał się z po­wodu jakiejś niedyspozycji, księżna powiedziała, siadając do stołu:

- Tej nocy pan zastąpi mojego męża.

A Canovas, ze swoją zwykłą błyskotliwością, spytał: - Do której godziny?

Oprócz pierworodnej Conchity, urodzonej podczas pobytu generała Serrano na Kubie, księstwo mieli jeszcze drugą córkę i syna: Venturę i Franciszka. Ślub tego ostatniego z siostrą hrabiego de Santovenia oka­zał się pomyłką. Po kilku dniach nowo zaślubiona zażądała separacji pod pretekstem, że małżeństwo nie zostało skonsumowane. To wyda­rzenie zatruło ostatnie lata życia Serrano, "zabijając go moralnie", jak to określił jego najbliższy przyjaciel i biograf, Andres Borrego. Człowiek, który dwa razy był szefem państwa hiszpańskiego i miał prawo do tytu­łu "Jego Wysokości", zmarł 26 listopada 1885 roku, następnego dnia po śmierci Alfonsa XII. Śmierć króla sprawiła, że odej­ście z tego świata księcia de la Torre przeszło niemal niezauważone. Na jego pogrzebie zabrakło honorów, należnych dawnemu szefowi państwa, ani nawet tych, które należały mu się jako wojskowemu.

Zamieszka­ła w Paryżu w apartamencie przy Polach Elizejskich. Nie chciała, by cały Madryt liczył jej zmarszczki. Jej córka, Ventura, która wyszła za mąż za rosyjskiego arystokratę, zmarła nagłe. Wydarzenie to wstrząsnę­ło Antonią. Od tego czasu zaczęła wieść inne życie. Znalazła ucieczkę w religii i szczodrze wspomagała potrzebujących. W 1892 roku opubli­kowała swoje pamiętniki pod tytułem "Choses vraies" (Prawdziwe histo­rie). Początkowo chciała je podpisać Madame la Marechale Serrano (Pani Marszałkowa Serrano), a w prologu do tego dziełka zaznaczyła:

Postanowiłam przywołać z przeszłości niektóre wydarzenia, które wy­dają mi się interesujące, z jednym tylko celem: by czytelnicy wspomnieli generała Serrano, mego męża, któremu tym samym pragnę wystawić godny jego imienia pomnik. Ufam, że moja niewielka książeczka dopo­może lepiej zrozumieć jego postać i że hiszpańska opinia publiczna uczci jego imię tak, jak na to zasłużył.

Śmiertelne szczątki Franciszka Serrano y Domfngueza, księcia de la Torre, dwukrotnie szefa państwa hiszpańskiego, zostały ekshumowane niedługo potem z grobowca rodzinnego i przeniesione z wszelkimi na­leżnymi honorami do kaplicy królewskiego kościoła Świętego Hieroni­ma w Madrycie. Był to ostatni, największy triumf Antonity.

Ostatnie lata życia spędziła w Biarritz. "Dzieliła czas pomiędzy ko­ściół i kasyno: była uśmiechniętą, uprzejmą i miłą babcią; bardzo lubiła grać w bakarata, co nas, jej wnuki, niezmiernie bawiło" - przy jakiejś okazji opowiedział mi jeden z wnuków, akademik Carlos Martfnez de Campos, wychowawca dziś panującego króla Jana Karola I.

Kiedy księżna de la Torre zmarła w 1917 roku, miała osiemdziesiąt sześć lat i ciągle jeszcze zachowała ślady dawnej legendarnej urody. W bardzo skromnym grobie na cmentarzu w Biarritz śpi teraz ta kobie­ta, która całą epokę naznaczyła swoją obecnością, pełna żywotności, dumy i wspaniałego blasku.


Żródła:

"Puste korony. Zapomniani królowie i królowe" - Juan Balansó, przekład Ewa Morycińska-Dzius


Francisco Serrano y Domínguez tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk