Bolesław II "Rogatka, Łysy, Okrutny, Srogi, Cudaczny" Piast (urodzony między 1220 roku a 1225 roku, zmarł między 26 a 31 grudnia 1278 roku) herb

Syn Henryka II "Pobożnego" Piasta wielkiego księcia krakowskiego i sandomierskiego i księcia wrocławskiego i Bł. Anny Przemyślidówny, córki Przemyśla Ottokara I Przemyślida króla Czech.

Książę wrocławski i legnicki od 1241 roku do 1248 roku, książę kaliski od 1241 roku do 1249 roku, wielki książe krakowski i sandomierski oraz zwierzchni książe Polski od 9 kwietnia do 10 lipca 1241 roku, ziemi lubuskiej od 1241 do 1249 roku, Wielkopolski od 1241 do 1242 roku, legnicko-głogowski od 1248 do 1251 roku, legnicki od 1251 roku.

Między 8 maja a 18 października 1242 roku ożenił się z Jadwigą Welf (zmarła 21 grudnia 1259 roku), córką Henryka I Welfa hrabiego Anhaltu i Irmgardy, córki Hermana I landgrafa Turyngii, hrabiego palatynatu saskiego. Około 1260 roku ożenił się powtórnie z Eufemią (Alentą?) Sobiesławcówną (urodzona między 1231 a 1245 roku, zmarła między 22 lutego 1296 roku a 15 lutego 1309 roku), córką Sambora II księcia Pomorza Gdańskiego i Matyldy Nikloting, córki Henryka Borwina II Nikloting księcia meklemburskiego, z którą rozwiódł się przed 1274 rokiem. W 1277 roku (morganatyczny związek) poślubił Zofią von Dyhrn (Doren) (urodzona miedzy 1255 a 1257 rokiem, zmarła w 1323 roku), córką Konrada Dyhrn (Doren) i Elisabeth von Haugwitz.

Bolesław, zwany z powodu swej hardości i zuchwalstwa Rogatką. Nie pomogły różne zabiegi, już od niemowlęctwa podejmowane przez najbliższych dla zaszczepienia chłopcu chrześcijańskiej pokory. Bolesław przejmował raczej od otoczenia, wszystko, co najgorsze. Pod opieką ascetycznych, zapatrzonych w niebo kobiet wyrastał młodzieniec o gwałtownym charakterze, cynik, lubieżnik, człowiek bez żadnych zasad.

Urodził się około roku 1224. Ponieważ od najmłodszych lat zdradzał złe skłonności, księżna Jadwiga przepowiadała mu jak najgorszą przyszłość i ostrzegała przed nim swego dworzanina Lutaolda, że Bolesław skrzywdzi go kiedyś i "z wszelkich dóbr obrabuje". Nie tylko ona zresztą dostrzegała niepokojące cechy charakteru wnuka. Widziała je także rodzona matka i mocno trwożyła się o przyszłość tego syna, który z racji starszeństwa miał przejąć po ojcu władzę nad państwem.

Kiedy pewnego razu Anna rozmawiała z Jadwigą o swym pierworodnym, teściowa rzekła do niej: "Oj, twój Bolesław stanie się kiedyś nieszczęściem dla kraju". Także Jadwidze, księżniczce Anhaltu, którą Bolesław jako szesnastoletni młodzieniec pojął za żonę, powiedziała stara księżna, że dozna od męża wielu przykrości. Te opinie rozgłaszane o wnuku nie były zresztą czymś wieszczym, bo znając charakter młodego księcia, łatwo można było przewidzieć, do czego będzie zdolny.

W chwili śmierci ojca przebywał on na zamku legnickim wraz z braćmi. Prawdopodobnie niewiele się przejął tragedią rodzinną, skoro niedługo potem, w dniu św. Macieja - mimo trwającej jeszcze w kraju powszechnej żałoby - urządził wesoły turniej rycerski w Lwówku (nawiasem mówiąc, był to pierwszy turniej na Śląsku, o którym wspominają źródła). Naśladował swego wuja, króla Czech Wacława, który podejmował na swym dworze gości z Francji i od nich przejął ten zwyczaj. Śląscy rycerze jednak, wstrząśnięci niedawną klęską, zebrali się w Lwówku i poczęli księciu tłumaczyć, że nie godzi się w takim momencie wyprawiać turniejów. Dopiero rycerz Wojciech z Brodą wysunął projekt, aby Bolesław uczynił jakąś darowiznę na rzecz klasztoru w Henrykowie, który doznał ogromnych zniszczeń w czasie tatarskiego najazdu. Skoro książę zgodził się na to i nadał braciom z Henrykowa Worowice, rycerze przystąpili do rycerskich gonitw mimo wielkiego zimna, jakie wówczas panowało.

Bolesław miał dziewięcioro rodzeństwa: czterech braci - Mieszka, Henryka, Konrada i Władysława - oraz pięć sióstr. Do roku 1242 rządy w imieniu małoletniego jeszcze księcia sprawowała matka, a potem on przejął całą władzę. Z innych braci jedynie Mieszkowi przyznano lubuski gród, co było wypełnieniem woli zmarłego ojca. Mieszko jednak zmarł niedługo po objęciu rządów przez Rogatkę i gród przeszedł znowu w ręce najstarszego z braci.

Henryk Brodaty nie szczędził wysiłków i dyplomatycznych zabiegów, aby swoje wpływy rozszerzyć na Wielkopolskę i Małopolskę. Nie mniej trudu kosztowało to jego syna, aby tę luźno spojoną całość podporządkować swej władzy. Nie udało się to jednak wnukowi Henryka Brodatego, lekkomyślnemu Bolesławowi Rogatce.

Wielkie zniszczenie Śląska przez najazd tatarski zubożyło skarb książęcy, a szczodra ręka księżnej Anny, która jako regentka na lewo i prawo rozdawała różnym klasztorom dobra i dochody, też znacznie umniejszyła zasoby książęce. Osłabienie władzy w czasie jej rządów sprzyjało odrywaniu się poszczególnych prowincji, zjednoczonych niegdyś przez Henryka Brodatego. Najpierw odpadła Małopolska, którą, korzystając z zamieszania spowodowanego najazdem tatarskim, zajął zbrojnie stary Konrad Mazowiecki. Odebrał mu potem tę dzielnicę przy pomocy rycerstwa krakowskiego książę sandomierski, Bolesław Wstydliwy, ale dla księcia śląskiego Bolesława ta prowincja senioralna została na zawsze .stracona. Za przykładem Małopolski poszła Wielkopolska. Tutaj jednak Bolesław Rogatka miał wielu stronników, którzy pragnęli pozostać nadal pod rządami Piastów śląskich, gdyż mieli uzasadnione uprzedzenia do Władysława Odonicza i obawiali się, że małoletni jego synowie, Przemysł i Bolesław, pójdą w ślady ojca. Ufając zapewnieniom tych stronników, podjął Bolesław Rogatka w roku 1248 wyprawę do Wielkopolski, pragnąc przywrócić swą władzę na tym terenie. Ale młodociani książęta wielkopolscy odkryli spisek i Rogatka, zdany na własne siły, nic nie wskórał. Nie chcąc jednakże zrezygnować z tej dzielnicy, wszedł w ścisłe przymierze z księciem Przemysłem I i dla umocnienia sojuszu oddał mu za żonę swą siostrę Elżbietę, którą wbrew woli całej rodziny przemocą porwał z klasztoru w Trzebnicy, wywołując tym czynem powszechne zgorszenie.

W miarę dorastania do lat męskich Bolesław Rogatka bynajmniej nie nabierał rozsądku, a chłopięca ochota do figlów i grubych żartów nie przeszła mu nawet w latach podeszłych. Trzeci z kolei syn Henryka Pobożnego i Anny, imiennik ojca, stanowił zupełne przeciwieństwo Rogatki pod względem charakteru. Inni też byli młodsi bracia, Konrad i Władysław, których jeszcze za życia ojca przeznaczono do stanu duchownego i w tym celu wysłano na studia uniwersyteckie - jednego do Paryża, drugiego do Padwy.

Henryk żadnych studiów nie kończył i bynajmniej nie zamierzał robić kariery duchownej, wręcz przeciwnie - pragnął władzy i domagał się od starszego brata wyznaczenia mu osobnej dzielnicy. Bolesław Rogatka oponował początkowo, ale wreszcie - prawdopodobnie pod naciskiem matki, która zawsze posiadała wielki wpływ na niego - ustąpił i przydzielił bratu okręg legnicki. Po utracie Wielkopolski i Małopolski mógł dzielić tylko śląską ojcowiznę. Nie udało mu się nawet utrzymać Kalisza, który przejął od swego kuzyna, Władysława opolskiego. Jeszcze w roku 1248 należało to miasto do Rogatki, skoro wobec biskupa Tomasza zobowiązywał się odbudować jeden z kościołów kaliskich. Ale już w kwietniu 1249 władał miastem książę wielkopolski Bolesław, który wystawiał tam swe dokumenty. Z okręgu lubuskiego, który tuż po śmierci Henryka Pobożnego przeszedł częściowo w posiadanie arcybiskupa magdeburskiego, pozostał Bolesławowi Rogatce jedynie gród w Lubuszu, ale w wyniku sporów z braćmi i stamtąd go wyparto. Tym bardziej nie udało mu się utrzymać terytorialnych nabytków dziada na terenie Łużyc. Ostatecznie władza księcia i jego braci ograniczyła się do Dolnego i Średniego Śląska.

Szybko postępującej ruinie państwa Henryków - Brodatego i Pobożnego - nie mógł przeciwdziałać młodszy brat Rogatki, Henryk, którego faktycznie już w roku 1247 dopuścił Bolesław do władzy jako współregenta. Rządy braci pełne były konfliktów i waśni, toteż przy czynnym pośrednictwie biskupa wrocławskiego Tomasza, który stanął w obronie interesów młodszego brata, doszło do podziału Śląska Dolnego na dwie części. Konrad i Władysław - na wypadek, gdyby im stan duchowny nie odpowiadał - mogli także upomnieć się o odpowiednie działy z ojcowizny. I tak Konrad miał dostać ziemie Rogatki, wydzielone z księstwa wrocławskiego, a Władysław - z księstwa Henryka III, początkowo pana na Legnicy.

Gdy jednak Konrad zdecydował się nagle zrzucić suknię duchowną i przybył na Śląsk upominać się o swój dział, Bolesław nie chciał dotrzymać umowy. Czuł się bardzo pokrzywdzony, bowiem w tym czasie zamienił już był Wrocław na Legnicę, licząc na to, że brat rychło zostanie biskupem wrocławskim.

Konrad nie dawał jednak za wygraną i nadal nalegał na wydzielenie mu osobnego księstwa. W tych staraniach popierał go Henryk III wrocławski, u którego początkowo przebywał Konrad. Bolesław Rogatka, nie czekając, aż obaj młodsi bracia zaatakują księstwo legnickie, sprowadził saskie oddziały zaciężne i najechał ziemie księstwa wrocławskiego. Nie przygotowani do wojny bracia nie mogli stawić mu czoła w otwartej walce i bronili się jedynie w murach miast.

Żądne łupu obce zaciągi Rogatki zniszczyły wówczas znaczną połać księstwa wrocławskiego. W Środzie Śląskiej ludność schroniła się do miejscowego kościoła i tam rozbestwieni żołdacy sascy, prawdopodobnie za wiedzą Rogatki, dokonali potwornej zbrodni, paląc żywcem około 500 mieszkańców. Zachęcony zdobyciem Środy, podstąpił Bolesław pod mury Wrocławia, ale tutaj miasto było dobrze przygotowane.

Daremnie Rogatka oblegał je przez długie tygodnie. Wrocławia nie zdobył, a sam poniósł tak wielkie straty, że w końcu musiał zaniechać oblężenia. Walki trwały przez cały rok 1249 i obie strony zabiegały o pomoc u obcych książąt. Bolesław Rogatka, pragnąc za wszelką cenę zdobyć pieniądze na opłacenie swych zaciężnych oddziałów, nawiązał kontakt z arcybiskupem Magdeburga. Również Henryk III wrocławski szukał obcej pomocy, gotów nawet sprzedać część swego księstwa.

Były już wszczęte pertraktacje z margrabią Miśni o sprzedaż ziemi krośnieńskiej lub obszaru położonego między Kwissą a Bobrem. Ta transakcja nie doszła jednak do skutku i tylko warownia Szydłów przeszła wówczas w ręce margrabiego, Henryka Dostojnego.

W roku 1250 Konrad, nie widząc możliwości zaspokojenia swych pretensji, gdyż każdy z braci chciał dać mu część z dzierżaw drugiego, zbiegł ze Śląska i udał się na dwór księcia Przemysła I do Poznania. Książa przyjął go z otwartymi rękoma i obiecał daleko idącą pomoc. Na Śląsku tymczasem walki między Henrykiem a Bolesławem Rogatką nie ustawały. Próbowano mediacji najpierw biskupa wrocławskiego Tomasza I, potem króla Czech Wacława I, ale nie wywarły one skutku. Długotrwałe wojenne zapasy przyniosły wielkie zniszczenia, malały dochody braci, a rosły wydatki. Dla sprostania im obaj książęta popadli w długi, szczególnie Bolesław Rogatka, który w roku 1250 znalazł się w sytuacji krytycznej. Niepłatne oddziały zaciężne nie tylko odmawiały mu posłuszeństwa, ale - co gorsza - same sobie wypłacały żołd przez łupieskie zajazdy dóbr książęcych.

Kiedy podczas ostatniej wyprawy na Wrocław Bolesław mimo wielkich wysiłków miasta nie zdobył, rozżalone rycerstwo ziemi legnickiej pojmało księcia, gdy wrócił do Legnicy, i osadziło w więzieniu. Trzymano go w zamknięciu dopóty, dopóki nie przyrzekł, że "się w swych sprawach porachuje z sumieniem". Ale wypuszczony na wolność, bynajmniej nie zmienił postępowania i dalej brnął w swych błędach. Ważniejsze warownie oddawał teraz w ręce różnych niemieckich rycerzy, aby za uzyskane w ten sposób pieniądze zaciągać nowe oddziały, z którymi potem najeżdżał dobra swych poddanych, mszcząc się za uwięzienie. Wezwał też pomocy arcybiskupa magdeburskiego, nadając mu w zamian gród lubuski. Ten szalony krok rozgniewał mocno księcia Przemyśla wielkopolskiego, gdyż Lubusz był od wieków ważną bramą do Wielkopolski. Kazał on swym wojskom pojmać Rogatkę i trzymał go czas jakiś pod strażą "z przystojnym jednak obejściem", jak mówi Długosz. Ta relacja Długosza nie znajduje potwierdzenia w innych źródłach historycznych.

Wojna z bratem doprowadziła Rogatkę do skrajnej nędzy. Wyprzedał konie, broń, klejnoty, lecz w sumie starczyło to zaledwie na częściową wypłatę dla najemnego wojska. Zawiedzeni niemieccy rycerze owładnęli niektórymi grodami księcia i stamtąd czynili wyprawy łupieskie.

Bolesław próbował z kolei oddać Lubusz w zastaw margrabiom brandenburskim, ale i uzyskane od nich pieniądze nie na długo starczyły. Napastowany nieustannie przez wierzycieli, opuszczony przez własnych rycerzy, wzgardzony przez poddanych, którym zaciężni żołdacy mocno dawali się we znaki, Rogatka znalazł się w takiej biedzie, że częściej chodził pieszo niż jeździł konno, gdyż stracił nawet ostatniego konia. Zwolnił też całą służbę i tylko z wiernym sobie grajkiem Surrianem tułał się po kraju.

Nie mógł ścierpieć tej kompromitacji rodu Piastów jego brat, Henryk III, kazał więc swym żołnierzom pojmać Bolesława i na zamek wrocławski przywieźć. Tam trzymał go czas jakiś, a potem zbrojnie do zamku legnickiego wprowadził, likwidując po drodze kupy swawolnego hultajstwa. Nawet wtedy Rogatka, zamiast być bratu wdzięcznym, nadal przeciw niemu i Konradowi różne knuł intrygi.

W tym czasie Konrad znalazł bardziej wydatne poparcie i w roku 1251 przy zbrojnej pomocy księcia Przemyśla rozpoczął walkę o śląskie dziedzictwo. Wojska księcia wielkopolskiego zajęły wówczas zbrojnie Bytom Odrzański, a jeszcze przed końcem tego roku w ręku Konrada znalazł się cały kraj na prawym brzegu Odry wraz z Głogowem, aż po granice z księstwem wrocławskim. Ta interwencja księcia wielkopolskiego na terenie zniemczałego częściowo Śląska wzmogła antagonizm polsko-niemiecki. Ożywiły się polskie nastroje, a ludność rodzima, zwłaszcza zagrożone przez Niemców rycerstwo polskie tym bardziej opowiedziało się po stronie Konrada, który przy pomocy Polaków pragnął odzyskać swą ojcowiznę. Niektórych miast i grodów nie musiał nawet zdobywać, gdyż sympatyzujący z nim polscy rycerze sami mu je oddawali, jak na przykład Krosno.

Książę wielkopolski nie tylko wspierał zbrojnie Konrada. Pragnął też pozyskać go jako sojusznika na terenie Śląska, związał się więc z nim więzami rodzinnymi, oddając mu za żonę swą siostrę Salomeę. W roku 1252, podczas świąt Bożego Narodzenia, pasował on uroczyście Konrada na rycerza w Poznaniu w obecności arcybiskupa gnieźnieńskiego Pełki i poznańskiego biskupa Boguchwała. Pomoc i opieka wielkopolskiego księcia umożliwiły Konradowi objęcie w posiadanie ziemi głogowsko-krośnieńskiej. Nastąpił teraz kilkumiesięczny okres pokoju na Śląsku.

Jednakże już pod koniec roku 1253 doszło do nowych zatargów i krwawych konfliktów. Nie znamy ich przyczyny, ale wiadomo, że książęta wielkopolscy wraz z księciem Konradem wpadli wówczas zbrojnie na teren księstwa wrocławskiego, niszcząc okolice Trzebnicy i Cerekwicy. Ich oddziały zapuściły się nawet w pobliże Wrocławia, przy czym spalone zostało miasteczko Leśnica. Henryka III wrocławskiego pokonano i wzięto do niewoli. Więziony w Głogowie przez Konrada, uzyskał wolność dopiero pod warunkiem uznania zajętych już przez młodszego brata ziem - wołowskiej i głogowskiej, które odtąd miały stanowić Konradowe księstwo. Poza tym musiał wypłacić znaczną sumę pieniędzy i dla zagwarantowania warunków umowy pozostawić w Głogowie swych zakładników. Czynnym mediatorem w tych trudnych dla niego rokowaniach był biskup wrocławski Tomasz I.

Mimo bezprawnego wymuszenia na Henryku III tak znacznych ustępstw na rzecz Konrada nie doszło do całkowitego zerwania między braćmi. W rok potem widzimy na dworze wrocławskim Rambolda, kanclerza księcia Konrada. Podczas Bożego Narodzenia w 1254 roku, gdy do Wrocławia zjechał król czeski, Przemysł-Ottokar II, ciągnąc na wyprawę krzyżową do Prus, znaleźli się w gościnie u Henryka III dwaj jego bracia - Rogatka i Konrad. Formalną ugodę zawarł Bolesław z Konradem w roku 1255 i odtąd Konrad był prawnym posiadaczem księstwa głogowskiego. Z niego też wywiodła się głogowska linia Piastów Śląskich.

Ugoda głogowska nie przyniosła jednak trwalszego pokoju, Rogatka bowiem bynajmniej nie rezygnował z dalszej walki. Nie mogąc pokonać braci i ustąpiwszy Konradowi część swych dzierżaw, zapragnął powetować swe straty terytorialne dobrami biskupa wrocławskiego Tomasza I. W dniu 6 października 1256 roku napadł na dostojnika kościelnego, który dla poświęcenia świątyni we wsi Górka (w pobliżu Sobótki), należącej do opactwa Marii Panny na Piasku (de Arena), zjechał tam wraz z proboszczem Boguchwałem i kanonikiem wrocławskim Hekardem. Z grupą najemnych Niemców porwał go nocą, rozbudzonego ze snu, w samej tylko bieliźnie, na konia wsadził i kazał mu jechać z sobą. Wszelkie rzeczy osobiste biskupa i jego ludzi, konie, odzież, ozdoby, zrabowano. Marna szkapa, na której jechał Tomasz, wlokła się noga za nogą, zadając ból choremu starcowi. Szczękał zębami z zimna i dopiero jeden ze sług księcia Rogatki zlitował się nad nim i "kazał mu wdziać szorstką szatę, bardzo lichą i stare buty". Spod góry Sobótki uprowadził Bolesław swego jeńca daleko, aż do zamku we Wleniu koło Lwówka. Tam biskupa, jak i resztę duchownych zakuto w żelaza i wsadzono do ciemnicy. Zmaltretowanego długą podróżą i ciężkim więzieniem począł następnie przymuszać Rogatka do poważnych ustępstw, a przede wszystkim do zamiany dziesięcin kościelnych snopowych, tak jak to było przyjęte w całej Polsce, na dziesięciny pieniężne, wiardunkowe. Początkowo biskup odmawiał zgody na taką zamianę, licząc na szybką interwencję innych polskich książąt, arcybiskupa gnieźnieńskiego, a nawet samego papieża. Tymczasem jednak pozostawał w całkowitej mocy nieobliczalnego w swym postępowaniu Bolesława Rogatki.

Na wieść o napadzie i uwięzieniu Tomasza I zawrzało w całej Polsce, tym bardziej że biskup wrocławski należał do jednego z możniejszych rodów w Polsce. Zaczęły się zjazdy i protesty, ale do bezpośredniej interwencji nikt się nie kwapił. Najbliższy tym wypadkom księże wrocławski, Henryk III, wezwany przez kapitułę wrocławską do walki w obronie biskupa, rzecz całą zbył milczeniem, przez co u wielu powstało podejrzenie, czy nie był on w cichej z Rogatką zmowie, jako że zamiana dziesięcin leżała i w jego interesie.

Inaczej zareagował na ten gwałt arcybiskup gnieźnieński Pełka. Zwoławszy wszystkich biskupów polskich na zjazd, wydał po naradach specjalną odezwę do wiernych w imieniu całego duchowieństwa polskiego i wysłał odpowiednie pisma do papieża Aleksandra IV, powiadamiając go o dokonanym gwałcie i radząc się, co ma dalej czynić. Jednocześnie rzucił klątwę kościelną na Bolesława Rogatkę i wszystkich uczestników jego zbrodni, a diecezję wrocławską obłożył interdyktem. W czasie nabożeństw kościelnych, po komunii i odśpiewaniu psalmu, duchowni całej rozległej diecezji gnieźnieńskiej upadali w tym momencie na twarz i odmawiali głośno następującą modlitwę: "Wysłuchaj prosimy, Panie, modlitwy Kościoła nie tylko prześladowaniem pogan, ale chrześcijan nieprawością uciśnionego i zasmuconego", przy czym uderzano w dzwony, obwieszczając wiernym o czynie legnickiego księcia i rzuconej na niego klątwie. Rychło potem i papież przysłał pismo, w którym żądał w imieniu stolicy apostolskiej natychmiastowego uwolnienia biskupa wrocławskiego z rąk Bolesława.

Tymczasem Rogatka nakazał przewieźć Tomasza z Wlenia do Legnicy, gdzie bynajmniej nie w lżejszym trzymał go więzieniu, lecz - jak pisze Długosz - "jeszcze cięższymi kazał go spętać okowy". Kościelna klątwa niewielkie zrobiła na księciu wrażenie, przeciwnie - tym bardziej go rozsierdziła. Biskup wrocławski, widząc, że nieprędko doczeka się pomocy ze strony Henryka III lub arcybiskupa gnieźnieńskiego, postanowił pójść na ustępstwa wobec Bolesława. Po długich targach, nie porozumiawszy się z Gnieznem i wbrew woli kapituły biskupiej we Wrocławiu, zawarł z Rogatką umowę, przyrzekając zamianę dziesięcin snopowych na wypłatę dwóch tysięcy grzywien srebra nie tylko ; w legnickim księstwie, ale i w całej wrocławskiej diecezji. Poza tym więzieni z nim duchowni, Boguchwał i Hekard, zobowiązali się dostarczyć księciu odpowiednie ilości szkarłatnego sukna. Po uiszczeniu połowy ustalonej kwoty i zapewnieniu, że druga połowa zostanie wypłacona w najbliższym czasie - na co biskup, dał zakładników w osobach synów szlacheckich i synów sołtysów ze swych dóbr - wypuszczono go w dzień Wielkanocy wraz z towarzyszami z niewoli.

Pragnąc teraz umniejszyć w oczach ludzi swój występek, Rogatka zaczął rozpuszczać wieści, że i jego bracia, książę Henryk wrocławski i książę Konrad głogowski, ponoszą winę. Zamiana dziesięciny snopowej na pieniężną w ich księstwach świadczyłaby o tym, że tak było istotnie.

Rogatka ciągle jeszcze nie mógł zapomnieć utraty ziem przekazanych Konradowi i jego również zamierzał podstępnie uwięzić. Zaprosił go przeto niby na rokowania do Legnicy, by tym łatwiej pochwycić brata. Konrad, przeczuwając, co go może spotkać z ręki Bolesława, nie odmówił wprawdzie osobistego udziału w legnickim spotkaniu, przygotował się jednak odpowiednio do tych odwiedzin.

Wyjeżdżając z Głogowa, zabrał ze sobą znaczny poczet wiernych sobie rycerzy, których pozostawił w pobliżu miasta, a sam z małym, ale dzielnym zastępem wkroczył do Legnicy. Bolesław przyjął brata nadzwyczaj gościnnie i zaprosił na zamek. Spostrzegłszy, że wieże, mury i wszystkie obronne punkty zamku obsadzone były żołnierzami, upewnił się Konrad w swoich podejrzeniach. Nie dając po sobie poznać, że przejrzał zamiary Rogatki, przygotował swoich ludzi do akcji i w momencie, gdy wszyscy mieli już wchodzić na zamek, chwycił nagle brata i popchnął ku swoim. Stało się to tak niespodziewanie, że nim najemnicy Bolesława zdążyli w większej liczbie zeskoczyć z murów, by biec na pomoc swemu księciu, już grupa odważnych rycerzy Konrada ruszyła co prędzej z jeńcem ku bramom miasta. Stąd już blisko było do lasu, gdzie stały siły księcia głogowskiego.

Początkowo najemni żołnierze Rogatki rzucili się w pogoń, pragnąc go odbić, ale zobaczywszy wojsko Konrada, rychło się wycofali z nierównej walki i powrócili w mury miasta. W ten sposób Bolesław, pragnąc uwięzić brata, sam się stał jego jeńcem. Konrad przewiózł go do swego zamku w Głogowie i dopóty trzymał pod silną strażą, póki mu Rogatka nie wydał wszystkich pieniędzy, wymuszonych na biskupie Tomaszu. Nie skończyły się na tym kłopoty Bolesława. Z Rzymu i Gniezna szły coraz bardziej niepokojące wieści. Papież Aleksander IV, obawiając się, aby przykład księcia śląskiego nie podziałał zaraźliwie na innych książąt polskich, którzy równie chętnie byliby zamienili dziesięcinę snopową na pieniężną, wysłał specjalne listy do acrybiskupa gnieźnieńskiego i magdeburskiego, aby za zbrodnię dokonaną na biskupie ogłosili w swych krajach wyprawę krzyżową przeciw Bolesławowi Srogiemu, taki bowiem epitet nadano wówczas w Rzymie i w kołach kościelnych księciu śląskiemu.

Otrzymawszy pismo od papieża, arcybiskup Pełka zwołał synod prowincjonalny do Łęczycy i tam zgromadzonym biskupom polskim, w tej liczbie i Tomaszowi, odczytano list papieski, nakazując ogłoszenie wyprawy krzyżowej we wszystkich diecezjach. Na owym synodzie atakowano też ostro biskupa wrocławskiego, że dla swej wygody, nie chcąc dłużej znosić trudów niewoli, zbyt pochopnie zgodził się na ustępstwa wobec Bolesława, przez co wielce zaszkodził Kościołowi w całej Polsce. Tomasz tłumaczył się i bojaźnią, której nawet najstarszego umysłu mąż może ulec, i rozlicznymi cierpieniami, jakie znosił w więzieniu. Na koniec, broniąc się przed niesprawiedliwymi atakami, oświadczył, że przyrzekł tylko księciu zamienić dziesięciny snopowe na pieniężne, ale obietnicy nie dotrzymał i "nigdy nie dotrzyma".

Według Długosza oryginał pisma papieskiego znajdował się za jego czasów w kościele Panny Marii w Sandomierzu. Papież ubolewał nad dolą nieszczęsnego biskupa, srogą cierpiącego mękę i potępiał czyny szalonego księcia, wydając następnie szereg rozkazów i zaleceń biskupom polskim. Tym wszystkim, którzy mieli wziąć udział w wyprawie przeciw Bolesławowi, obiecywał przy tym rozgrzeszenie, takie samo, jakiego sobór powszechny udzielał rycerzom wyruszającym na obronę Ziemi Świętej.

Plan powszechnej krucjaty zagrażał wszystkim książętom śląskim i dlatego z inicjatywy Henryka III doszło do nowych pertraktacji z biskupem wrocławskim, Tomaszem I. Za krzywdę wyrządzoną mu domagano się od braci, Henryka i Konrada, wysokiego odszkodowania pieniężnego. Oni w zamian żądali uznania układu z Rogatką.

Początkowo Bolesław nie chciał słyszeć o żadnej ugodzie, ale gdy sam się znalazł w niewoli u Konrada, musiał zmienić taktykę, tym bardziej że doszła go wieść o postanowieniach synodu biskupów polskich w Łęczycy, którzy obok klątwy dążyli do zwolnienia wszystkich poddanych księcia od przysięgi wierności.

Nad tym smutnym położeniem księcia bolała najbardziej jego matka, księżna Anna, a wraz z nią żona Jadwiga, która po piętnastu latach małżeństwa z trudnym do współżycia mężem mogła w całej pełni skonstatować prawdziwość przepowiedni św. Jadwigi, gdyż Bolesław nie tylko źle ją traktował, ale jeszcze, nie krępując się, zdradzał z niskiego stanu dziewką. Kościelne źródła śląskie notują, że tę zatwardziałość Rogatki, której nie mogły zwalczyć ani groźby braci, ani namowy matki, ani klątwy biskupów polskich i papieża, przełamał wreszcie ubogi mnich franciszkański, sławny wówczas z wymowy Bertold z Regensburga. Pod wpływem kazań tego zakonnika Rogatka zmienił rzekomo postępowanie, uznał pokornie swe błędy i za swe czyny pokutował publicznie, o czym tak mówił w wystawionym, przez siebie dokumencie:

"My, Bolesław, z Bożej łaski książę śląski, powiadamiamy w tymże liście wszystkich, że na usilne upomnienia czcigodnych ojców - brata Bertolda z Regensburga, siewcy boskich słów, brata Szymona, kustosza we Wrocławiu, i brata Herborda - na cześć Boga ł jego świętego Kościoła, przeciw któremu ciężko wykroczyliśmy, biskupowi Tomaszowi z Wrocławia, naszemu Panu i Chrzestnemu, obiecujemy i przyrzekamy we wszelkiej pokorze i wierności dać takie zadośćuczynienie:

"Chcemy z naszego miasta Złotoryj! ze stu rycerzami i pachołkami aż do kościoła św. Jana we Wrocławiu, któremuśmy zaszkodzili, w pełnym pokutnym stroju i boso iść, aby wyprosić rozgrzeszenie. Za chorych, obrabowanych i za te od nich wyciśnięte pieniądze chcemy się starać o przebaczenie według określonych przez wspomnianych braci sposobów. Przyrzekamy także, że w przyszłości nigdy już nie wyciągniemy rąk po majątek kościelny. Chcemy również pięciu zakładników, których mamy jeszcze w swej mocy, bez żadnych przeszkód puścić wolno. Obiecujemy także na znak czci naszej każdą przyszłą jego [biskupa wrocławskiego] krzywdę przebaczyć, spodziewamy się też, że i on, jak to zwykł był czynić, okaże pobłażliwość i łagodność.

Ów dokument miał Rogatka wystawić dnia 2 grudnia 1258 roku w klasztorze minorytów w Złotoryi, a obecnych przy tym było, oprócz mnichów, dziewięciu rycerzy.

Cała ta sytuacja nie znajduje zresztą potwierdzenia w innych źródłach. Można tylko dodać, że obietnice Rogatki daleko wykraczały poza jego możliwości i że biskup nie mógł zbytnio ufać jego przyrzeczeniom. Zależało mu z pewnością więcej na poręce ze strony braci, Henryka III i Konrada głogowskiego, posądzonych również o współudział w intrygach Rogatki, oraz Władysława, który był podówczas proboszczem w wyszehradzkim kościele w Pradze.

Wiadomo, że 8 marca 1260 roku Henryk III wystawił dokument, w którym przyrzekał biskupowi w imieniu Rogatki i pod gwarancją wszystkich braci, że zwróci sumę 2 tysięcy grzywien srebra w ciągu najbliższych dwóch lat, zapewni wolność poddanym w dobrach kościelnych, zwolni ich od wszystkich podatków z wyjątkiem nagłego zagrożenia ze strony nieprzyjaciela i uzna wolność jurysdykcji duchownych z wyjątkiem spraw gardłowych, zastrzeżonych dla sądów książęcych. Wiele dochodów książęcych miało też przejść w ręce biskupa. Dopiero po przyjęciu tych warunków przez Henryka i jego braci papież Urban IV, znany osobiście Rogatce jako legat papieski, Jakub z Liege, zgodził się na prośbę biskupa wrocławskiego zdjąć klątwę z Bolesława Rogatki i znieść ciążący nad Śląskiem interdykt. Pełnomocnikami papieża w tej sprawie zostali: Jan - arcybiskup gnieźnieński, Stefan - opat z klasztoru Panny Marii na Piasku, i prowincjał dominikanów Szymon.

Cały proces absolucji ciągnął się dwa lata i dopiero w grudniu 1262 roku przyjęto księcia Bolesława na powrót do społeczności wiernych.

Odbyło się to niezwykle uroczyście, przy udziale wielkich tłumów ludności, gdyż Kościołowi bardzo zależało na tym, aby wszyscy mogli się przekonać o jego potędze i aby nikt, nawet książę, nie ośmielił się ograniczać praw Kościoła albo porywać się na osoby duchowne.

Wymienieni tu pełnomocnicy otrzymali swe uprawnienia już 13 października w Yiterbo, ale właściwe uroczystości przyjmowania zatwardziałego grzesznika na łono Kościoła odbyły się dopiero w grudniu 1262 roku we wrocławskiej katedrze św. Jana. Przed głównym portalem zebrało się prawie całe duchowieństwo wrocławskie i pospolity lud, aby widzieć zbliżającego się księcia. Czy książę faktycznie wystąpił boso i w pokutnej szacie, nie wiadomo. W każdym razie współczesne źródła, głównie kościelne, starały się ukazać akt skruchy w jak najbardziej dramatycznym świetle, choć z innych źródeł wiemy, że nie ów akt był głównym punktem uroczystości, lecz pertaktacje z braćmi Rogatki - Henrykiem III i praskim proboszczem Władysławem. W obecności dwunastu dostojników musieli oni przyrzec, za siebie i za Bolesława, że wypłacą biskupowi dwa tysiące srebrnych grzywien.

W samej ceremonii zdjęcia klątwy biskup Tomasz udziału nie brał, gdyż byłoby to dla niego zbyt bolesnym przypomnieniem doznanych w niewoli u Bolesława upokorzeń i cierpień. Absolucji udzielił księciu arcybiskup gnieźnieński Janik, a towarzyszyli mu komes Jan z Wierzbna, Michał z Oleśnicy, wojewoda Michał, sędzia nadworny Racław, dziekan katedry Mikołaj, członkowie kapituły - Zdzisław, Leonard i Mikołaj, opat z Lubiąża, dominikanin Przybysław i spowiednik księżnej Anny, Herbord. Przed nimi to zjawił się Bolesław legnicki ze swym orszakiem, prosząc pokornie o rozgrzeszenie. Przed wejściem głównym do katedry czekał nań arcybiskup ze swoją świtą, nim jednak zdjął klątwę z księcia, musiał Rogatka przysiąc, że dotrzyma wszelkich warunków umowy. Obiecał ponadto wpłacać przez sześć lat po jednej grzywnie złota na budowę kościoła katedralnego, którą wskutek uwięzienia biskupa na dłuższy czas wstrzymano. Spowiedź księcia była publiczna. Dopiero potem, już w godzinach popołudniowych, mógł przystąpić do stołu pańskiego.

Zobowiązanie, jakie wziął na siebie książę Henryk III wrocławski wobec biskupa i Kościoła śląskiego, było ogromne, sam Rogatka bowiem pieniędzy nie miał, a i Konrad głogowski nie kwapił się do płacenia tak wielkich długów. Toteż sprawa szła niezwykle opornie i gdy w roku 1266 Henryk III zamknął na zawsze powieki, z dwóch tysięcy grzywien srebra wypłacono biskupowi zaledwie 1/4 część tej sumy. Wszyscy jednakże książęta śląscy skorzystali z zamiany dziesięciny snopowej na pieniężną.

Na rok przed śmiercią Henryka III zmarła jego matka, Anna czeska. Z wielką boleścią patrzyła ona na postępowanie swego najstarszego syna, Bolesława, a zwłaszcza ciężko przeżywała jego wyłączenie z Kościoła. Ostatnie lata spędziła głównie we Wrocławiu, na dworze Henryka III, zaskarbiwszy sobie ogromną wdzięczność biednych i chorych, którym ofiarnie udzielała pomocy. Księżna Anna osiągnęła ogromny kunszt w tkactwie. Swoje ręcznie tkane, bogato zdobione ornaty darowywała różnym instytucjom kościelnym. Jej arcydzieła pokazywano nie tylko w Krakowie, ale nawet w dalekim Rzymie. Zmarła w dniu 23 czerwca 1265 roku w klasztorze żeńskim klarysek, który sama. we Wrocławiu ufundowała. Okoliczności jej śmierci nie są tak dobrze znane, jak jej teściowej, św. Jadwigi. Wiemy tylko, że przy łożu konającej zebrali się wówczas - syn Hneryk III z córką Jadwigą i synem, dwunastoletnim wówczas Henrykiem IV, córka księcia Konrada głogowskiego, Jadwiga, i prawdopodobnie wnuk Bolesława Rogatki, Bernard, którego przysłał wtedy ojciec do Wrocławia z pięcioma grzywnami srebra dla biskupa wrocławskiego. Nie byli natomiast obecni ani Rogatka, ani Konrad, ani najmłodszy syn Anny, Władysław, przebywający wówczas w Rzymie.

W rok po śmierci Anny, dnia 3 grudnia 1266 roku, zmarł jej syn, Henryk III wrocławski, w wieku zaledwie 40 lat. Pochowano go również w klasztorze klarysek obok matki. Brat Władysław, podówczas biskup Salzburga, przyrzekł konającemu zaopiekować się jego małoletnim synem Henrykiem, zwanym później Probusem. Jakie były prawdziwe przyczyny śmierci księcia, trudno dociec. Powszechnie mówiono o truciźnie, podanej mu przez możnych księstwa wrocławskiego. Inni zwalają winę na Rogatkę. W każdym bądź razie ta nagła śmierć stosunkowo młodego jeszcze a sprawiedliwego księcia wzbudziła w całym księstwie powszechną żałobę.

Władysław doczekał jeszcze podniosłej uroczystości wyniesienia babki Jadwigi na ołtarze przez papieża w dniu 26 marca 1267 roku w Yiterbo. Sama uroczystość w Trzebnicy odbyła się w rok później, 17 sierpnia. Uczestniczyli w niej, obok króla Czech Przemysła-Ottokara II, książęta polscy - Przemysł I z Poznania, Leszek mazowiecki, Bolesław Wstydliwy z Krakowa, książę Konrad z Głogowa ze swymi synami Przemysłem i Konradem, duchowieństwo i mnogie rzesze ludu. Nie było tylko wśród obecnych księcia Bolesława Rogatki, który nigdy nie przepadał za uroczystościami kościelnymi.

W dwa lata potem zmarł we Wrocławiu książę Władysław, również w sile wieku. Prawie wszystkie źródła śląskie zaznaczają, że został otruty z poduszczenia Bolesława Rogatki, któremu chodziło o przejęcie opieki nad małoletnim Henrykiem IV. W sprawie tego oskarżenia jednak trzeba zachować pełną ostrożność, wszystkie te relacje bowiem pochodzą z kręgów kościelnych, które nigdy nie darzyły Bolesława sympatią. Książę Władysław, najmłodszy syn Henryka Pobożnego, został pochowany w Salzburgu. Sarkofag tego śląskiego Piasta, któremu babka Jadwiga zawdzięczać może w głównej mierze swą kanonizację, przetrwał do dziś w tamtejszej katedrze.

Zgon Konrada głogowskiego nastąpił z kolei w roku 1273. Z nim to Bolesław Rogatka toczył spory przez całe niemal życie. Nie mógł mu zwłaszcza zapomnieć oderwania księstwa głogowskiego, które kiedyś należało do dzielnicy Rogatki, a potem niewoli w Głogowie. Kilkakrotnie zasadzał się na młodszego brata, aby go pojmać, ale Konrad zawsze potrafił ubiec na czas jego zamiary.

W roku 1271, kiedy książę głogowski po śmierci swej pierwszej żony Salomei, córki Władysław Odonicza, poślubił niezwykle posażną córkę margrabiego miśnieńskiego, zawistny Rogatka dokonał napadu na miasto Bolesławiec, gdzie właśnie nocował Konrad. Nie udało mu się jednak schwytać brata, gdyż ten, wcześniej ostrzeżony, zdołał uciec. W każdym bądź razie ta nienawiść Rogatki sprawiła, że posądzano go o otrucie Konrada.

Podobnie jak Bolesław, starał się również Konrad nie dopuścić do uszczuplenia swych książęcych praw na rzecz Kościoła. Opierając się na umowie z biskupem wrocławskim w sprawie zamiany dziesięcin, przejął książę wiele opłat kościelnych w swe ręce, czym się wielce naraził duchowieństwu i rychło doczekał klątwy. Na krótko jednak przed śmiercią postarał się u biskupa wrocławskiego, Tomasza II, za cenę 800 grzywien srebra, by zdjęto zeń klątwę. Pochowano go w kościele katedralnym w Głogowie, a całe jego księstwo podzielili między siebie synowie. Przemko został panem Ścinawy, Konrad - Żagania, a najstarszy Henryk - okrojonego księstwa głogowskiego.

Wraz ze śmiercią Konrada wymarli wszyscy synowie księcia Henryka Pobożnego z wyjątkiem najstarszego Bolesława. Gdyby młodsi jego bracia pomarli bezpotomnie, byłby może Rogatka skupił w swym ręku cały Śląsk. Jeśli jednak nawet przyczynił się on w jakiś sposób do przedwczesnej śmierci braci, co nie jest takie pewne, to i tak jego nadzieje na powiększenie swego księstwa kosztem ziem braci lub ich synów nie ziściły się.

Następcą księcia Henryka III został jego syn, Henryk Probus, w chwili objęcia władzy niepełnoletni. Jako dziecko wychowywał się u swego bliskiego krewnego, króla Czech Ottokara. W roku 1271 towarzyszył Ottokarowi w wyprawie na Węgry. Kiedy zmarł jego formalny i prawny wychowawca, stryj Władysław, biskup Salzburga, wówczas król czeski, aby związać ze sobą bliżej siostrzeńca, zażądał od niego uroczystej przysięgi w obecności biskupów wrocławskiego i lubuskiego, że bez wiedzy i woli króla nie podejmie żadnych decydujących kroków. Gdy wkrótce potem Henryk Probus objął samodzielne rządy, reprezentował w swej polityce kierunek całkowicie proczeski.

Sprzeciwiał się temu jego stryj Bolesław, uważający się za seniora całego rodu i dążący do uznania swych praw do części księstwa wrocławskiego, które mu się rzekomo należały po śmierci brata Władysława. Oczywiście Henryk IV, mając poparcie polityczne króla Czech, lekceważył sobie pretensje i pogróżki Rogatki. Tymczasem stryj czyhał tylko na dogodną okazję, aby - podobnie jak to było z Henrykiem III - pojmać teraz syna i wymusić na nim znaczne ustępstwa terytorialne. Okazja nadarzyła się wreszcie, bo wśród ludzi księcia Henryka znalazł zdrajców, gotowych za pieniądze sprzedać swego pana.

Stało się to 18 lutego 1277 roku. Najęci przez Rogatkę ludzie napadli młodego księcia w nocy, podczas snu, związali i wywieźli do zamku we Wleniu, jak niegdyś biskupa Tomasza, trzymanego potem długie miesiące w srogiej niewoli.

Bolesław coraz to innych chwytał się metod, aby złamać opór Henryka Probusa, ale daremnie. Za młodym księciem ujęło się miasto Wrocław, organizując razem z trzema książętami głogowskimi i księciem Wielkopolski Przemysłem II wyprawę przeciw Bolesławowi. Niestety, mimo zgromadzenia znacznych sił nie powiodła się ona, Rogatka bowiem przygotował się na taką ewentualność i jego zaciągi pod wodzą najstarszego syna, Henryka Grubego, rozbiły sprzymierzone oddziały w dniu 24 kwietnia 1277 roku. Wprawdzie sam Bolesław uciekł z pola bitwy, ale jego syn pomimo ran odniósł zwycięstwo w pobliżu Ząbkowic.

Po tej klęsce król czeski Ottokar, nie chcąc się zbytnio angażować w sprawy śląskie, postanowił w drodze pertraktacji skłonić Bolesława Rogatkę do uwolnienia bratanka. Za jego pośrednictwem podpisano wstępne warunki umowy, ale równocześnie wystąpił także w roli mediatora książę krakowski, Bolesław Wstydliwy. W wyniku nowych układów za trzecią część posiadłości zmarłego księcia Władysława, obejmujących dzisiejsze powiaty Strzegom i Środę, zgodził się Bolesław wypuścić swego bratanka z niewoli,, co nastąpiło w 1278 roku.

Był to już ostatni występek Bolesława II, zwanego Rogatką. W roku 1278 umarł i pochowany został w kościele dominikanów w Legnicy, gdzie także złożone były zwłoki najmłodszej jego córki, Katarzyny. Pozostawił po sobie trzech synów (czwarty zmarł w dzieciństwie), którzy podzielili się ojcowizną. Najstarszy Henryk otrzymał księstwo legnickie, Bernard, zwany Skoczkiem (gdyż - jak mówi Długosz - mógł wskoczyć bez trudu na wysokość 14 leżących jedna na drugiej belek), otrzymał Lwówek, a najmłodszy Bolko, zwany Wielkim, panował na Jaworze i Świdnicy. Obok synów pozostawił Rogatka także trzy córki - Agnieszkę, Jadwigę i Annę, która była przełożoną klasztoru w Trzebnicy. Wszystkie dzieci pochodziły z pierwszego małżeństwa księcia Bolesława z Jadwigą, księżniczką Anhaltu. Pożycie z nią księcia nie było zgodne, zwłaszcza w późniejszych latach i, jak podają niektóre źródła, Jadwiga przedwcześnie zmarła ze zgryzoty. Drugą żoną Rogatki była Alenta (Eufemia), córka księcia pomorskiego Sambora. Również ona nie mogła ścierpieć swego losu, zmuszona dzielić prawa legalnej żony z kochanką księcia, toteż po krótkim pobycie u jego boku, ponoć pieszo uszła z powrotem na Pomorze. Rogatka nie zmartwił się takim obrotem rzeczy i żył ze swą nałożnicą, niejaką Zofią Doren, którą prawdopodobnie na krótko przed swą śmiercią poślubił, skoro ją jako szanowną osobę w sześć lat po śmierci księcia wymieniają dokumenty klasztoru św. Klary we Wrocławiu.

Bolesław Rogatka złej dosłużył się sławy na Śląsku. W walkach ze swymi braćmi, a głównie z Henrykiem III, posługiwał się najemnymi żołnierzami niemieckimi, przez co zrażał sobie do reszty polskie rycerstwo śląskie. Stopniowo coraz bardziej oddalał się od Polaków i otaczał wyłącznie Niemcami. Mimo obcowania z nimi nigdy się dobrze nie nauczył ich mowy, kalecząc ją straszliwie i pobudzając do śmiechu niemieckich słuchaczy. Szydzili też z niego i zwali go „der wunderliche Flirst" (książę dziwak). Prowadząc liczne wojny, popadał często w długi i wówczas łupił niemiłosiernie własnych poddanych.

Wesoły, skłonny do żartów, nie znał w niczym miary, posuwając się często do okrucieństwa. Nieraz dla zabawy potrafił ponoć ścinać spotkanych na drodze ludzi. Na starość dziwaczał coraz bardziej, tak że nie traktowano go poważnie. Krążyły o nim liczne anegdoty.

W dwieście lat później Jan Długosz taką o tym księciu wydał opinię: "Mąż umysłu gwałtownego, dla swoich i obcych srogi, w sprośnych miłostkach z nierządnicą uwikłany aż do śmierci, mowę miał tak prędką i wadliwą, że często w słuchających śmiech wzbudzał. "We wszystkim krzywymi chodzący drogami i w sądzeniu skory, zwykle bez rozeznania słuszności, zwłaszcza w sprawach gardłowych, wyrokujący, zwany był z tej przyczyny od wielu Srogim albo Rogatką, co w polskiej mowie znaczy człeka zuchwałego i jakby bodzącego rogami." W starszym wieku najczęściej zwano księcia Łysym.


Tekst:

"Książęta piastowscy Śląska" - Zygmunt Boras