Jan II Kazimierz Waza (urodzony w Wilnie 22 marca 1609 roku, zmarł w klasztorze Św. Marcina w Nevers we Francji 16 grudnia 1672 roku) herb

Syn Zygmunta III Wazego króla Polskiego, Szwedzkiego i wielkiego księcia Litwy i Anny Habsburżanki, córki Karola Habsburga arcyksięcia na Styrii, Karinie, Karyntii i Gorycji.

Od 1643 roku wstąpił do jezuitów i w 1644 roku został mianowany przez papieża Innocentego X kardynałem. Od 17 listopada 1648 do swojej abdykacji 27 sierpnia 1668 roku był królem polski i wielkim księciem Litwy, tytuł ten utrzymał do swojej śmierci w 1672 roku. Od 1648 do 1668 roku nosił tytuł króla Szwecji. W 1668 roku został opatem komendatariuszem paryskiego opactwa benedyktynów w Saint-Germain-de Prës i úw. Marcina w Nevers.

Tytuły: Ioannes Casimirus Dei gratia rex Poloniae, magnus dux Lithuaniae, Russiae, Prussiae, Masoviae, Samogitiae, Livoniaeque, Smolenscie, Severiae, Czernichoviaeque necnon Suecorum, Gothorum Vandalorumque haereditarius rex, etc. (Jan Kazimierz z Bożej łaski król Polski, wielki książę Litwy, książę ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, infancki, smoleński, siewierski i czernihowski, a także dziedziczny król Szwedów, Gotów i Wandalów, itd.).

30 maja 1649 roku poślubił w kolegiacie świętego Jana w Warszawie wdowę po bracie Władysławie IV, Ludwikę Marię Gonzagę de Nevers (urodzona w Paryżu 18 sierpnia 1611 roku, zmarła w Warszawie 10 maja 1667 roku), córkę Karola I Gonzagi księcia de Nevers.

Władca prywatnie.

Jan Kazimierz Waza urodził się w niedzielę 22 marca 1609 roku ja­ko drugie dziecko Zygmunta III i Konstancji Habsburżanki. W żyłach przyszłego polskiego monar­chy płynęła krew Wazów, Jagiello­nów, Habsburgów i bawarskich Wit­telsbachów. W trakcie podróży do Wilna Konstancja ofiarowała sześcio­miesięczne niemowlę Bogu i św. Kazi­mierzowi, stąd w młodości nazywano go głównie Kazimierzem. Królewicz, wychowany pod czujnym okiem och­mistrzyni dworu Urszuli Meierin oraz jezuitów wg swego biografa Wassen­berga: "odznaczał się biegłością w sztukach gimnastycznych, jeżdże­niem konno, tańcem, używaniem broni, tak wojennym, jak i szermier­skim obyczajem". Królowa Konstan­cja chciała widzieć na tronie jako na­stępcę po Zygmuncie III właśnie Ka­zimierza, a nie swego pasierba Wła­dysława, o branego cara Moskwy.

Miał pięcioro rodzeństwa (w tym przyrodniego, starszego brata Władysława). Był ulubieńcem matki. Wychowywano go, podobnie jak i jego braci, w dużej izolacji od społeczeństwa. Zgodnie z etykietą, chłopca otaczał cudzoziemski dwór. Wychowywała go matka i zaufana ochmistrzyni, Urszula Meyerin. Jego nauczycielami byli jezuici. Królewicz w dzieciństwie mówiąc po polsku robił błędy. Uczył się długo (do 23 roku życia), ale bez określonego planu.

Interesował się teologią, znał dobrze łacinę i niemiecki, gorzej włoski i francuski. Był dość zdolny. Podobno królowa Konstancja rozpuszczała dzieci, ale wychowawcy traktowali je surowo. Jan Kazimierz przez wiele lat mieszkał w jednym pokoju z braćmi i nie miał oddzielnej służby.

Jan Kazimierz od dziecka miał niezrównoważony charakter, był znerwicowany, brak mu było równowagi emocjonalnej. Okresowo popadał w apatię, depresję, którą przeplatały okresy aktywności i przypływu energii. Szczególnie uwidoczniło się to w czasie potopu szwedzkiego, kiedy w pewnym okresie król był kompletnie bierny, zniechęcony, myślał o abdykacji, a innym razem świetnie dowodził wojskiem i organizował opór społeczeństwa przeciw Szwedom. Brak mu było wytrwałości.

Zarzucano mu, że w życiu nie zdobył się na przeczytanie do końca ani jednej książki. Podobnie nużyło go rządzenie. Przez kilkanaście lat marzył o porzuceniu Rzeczypospolitej i życiu na obczyźnie z dala od swoich. Jednocześnie potrafił wysiedzieć po 34 godziny jednym ciągiem w sali sejmowej aby nie dopuścić do zerwania sesji parlamentu. Charakter miał więc chwiejny i kapryśny, usposobienie dziwaczne i drażliwe. Często zmieniał zdanie. Kochał teatralne sytuacje, a będąc bardzo religijnym uwielbiał składać uroczyste śluby. W czasie swego panowania Jan Kazimierz odbył co najmniej dziewięć pielgrzymek do samej tylko Częstochowy. Podobne zachowanie w dobie kontrreformacji nie było niczym niezwykłym. Mając tak chwiejny charakter, łatwo ulegał wpływom. Był szczególnie psychicznie uzależniony od żony, kobiety o silnej osobowości. Był też inteligentny, odważny, miał talent wojskowy i miał uzdolnienie dowódcze. Lubił malarstwo i muzykę, otaczał się chętnie karłami, psami, małymi ptaszkami i małpami. Lubił samotność. Jan Kazimierz sprawiał rodzinie wiele kłopotów. Jego sytuacja w Rzeczypospolitej była zupełnie nieokreślona, co sprzyjało powstawaniu u niezrównoważonego królewicza nieodpowiedzialnych reakcji. Zakochał się w dwórce swej siostry i, ku przerażeniu Władysława IV, chciał się z nią żenić. Brat uniemożliwił to małżeństwo i zawiedziony Jan Kazimierz pokłócił się z nim i wkrótce opuścił Polskę. Wyruszył w podróż do Wiednia, potem do Hiszpanii, gdzie spodziewał się dostać atrakcyjne stanowisko wicekróla Portugalii. W drodze został aresztowany przez Francuzów (miało to dotknąć, związanego z Habsburgami, Władysława IV). Pobyt na dworze francuskim nie był przyjemny. Nie traktowano go jak równego sobie. W Paryżu Jan Kazimierz poznał swoją późniejszą bratową i żonę - Ludwikę Marię. W pewnym momencie swego życia Jan Kazimierz powziął myśl zostania jezuitą. Władysław IV odmówił wydania na to zgody, więc w 1643 roku królewicz wyjechał do Rzymu, gdzie wstąpił do nowicjatu. Wkrótce otrzymał kapelusz kardynalski, mimo że nie posiadał jeszcze święceń kapłańskich. W 1646 roku wrócił do Warszawy, występując nieoczekiwanie z zakonu. Godności kardynalskiej nie lubił i nosił się po świecku, wreszcie na żądanie brata zrzekł się kapelusza kardynalskiego. Królowa zyskała ogromny wpływ na Jana Kazimierza i wytypowała go na swego następnego męża. Po śmierci brata został wybrany królem. Uzyskawszy dyspensę, ożenił się z wdową po bracie, Ludwiką Marią (rok 1649). Miał wtedy 41 lat, królowa zaś 38. Jan Kazimierz był z żoną bardzo związany, odnosił się do niej dobrze, mimo częstych kłótni. Niektórzy historycy uważają, że był bezwolnym narzędziem w rękach swej małżonki. Z pewnością stanowiła dla niego oparcie. Dwoje dzieci, które urodziło się w tym małżeństwie, zmarło w niemowlęctwie. Przez cały okres trwania tego małżeństwa Jan Kazimierz zdradzał żonę. Główną siedzibą króla Jana Kazimierza i jego małżonki był zamek w Warszawie i Pałac Kazimierzowski. W czasie potopu szwedzkiego Warszawa została zniszczona i obrabowana. Szczególnie ucierpiał Zamek, gdzie Szwedzi zdzierali ze ścian kosztowne obicia, wywozili kominki, meble, obrazy i posadzki, a nawet szyby, wyskrobywali złoto z listew ozdobnych. Do Sztokholmu wywieziono całą bibliotekę królewską. Zamek nie nadawał się zupełnie do zamieszkania. Po wojnie Zamek odbudowano, a środki na to uzyskał król zastawiając u gdańskich bankierów arrasy Zygmunta Augusta. Apartamenty królewskie odbudowywano najdłużej i do końca panowania nie nadawały się do zamieszkania. Gdy król dowiedział się o śmierci żony, zareagował bardzo gwałtownie i zdecydował się na abdykację (miał na to ochotę już wcześniej) (rok 1668) Jan Kazimierz wyjechał do Francji, gdzie, zgodnie z wcześniej zawartą umową, otrzymał od króla Ludwika XIV siedem opactw. Zamieszkał w Nevers. Podobno ożenił się z Marią Mignot, wdową po marszałku Francji, dawną praczką z Grenoble. Przed śmiercią zamierzał wrócić do Polski. W 1672 roku, na wieść o upadku Kamieńca Podolskiego, zachorował. Prosił papieża o udzielenie Polsce pomocy przeciw Turkom.

Zmarł w 1672 roku w wieku 63 lat w Nevers. Jego ciało przewieziono do Polski i złożono na Wawelu. Serce króla znajduje się do dziś w kościele Saint - Germain des Pres w Paryżu.

Działalność publiczna.

Publicznie Kazimierz pojawił się dopiero w 1629 roku, kiedy z ojcem wy­ruszył na wyprawę przeciwko Szwedom do Prus Królewskich. Śmierć matki w lipcu 1631 roku ograniczyła do minimum jego szanse w przyszłej elekcji - jedynym kandydatem do tronu Rzeczypospolitej po Zygmun­cie III był jego pierworodny syn Wła­dysław zrodzony z arcyksiężniczki Anny. Jan Kazimierz i jego trzej młod­si bracia solidarnie poparli w trakcie sejmu elekcyjnego kandydaturę Wła­dysława' towarzysząc mu w uroczy­stościach publicznych i manifestując jedność dynastii polskich Wazów.

Razem z bratem wziął Jan Kazi­mierz udział w kampanii smoleń­skiej, dowodząc jednym z regimen­tów piechoty zaciągu cudzoziem­skiego. Faktycznie komendę sprawo­wał doświadczony ppłk Henryk Den­hoff. Pod Smoleńskiem królewicz odbył chrzest bojowy, zaznajamiając się z arkanami sztuki wojennej.

Po zakończeniu zwycięskiej kam­panii w czasie pobytu we Lwowie ciężko zachorzał na ospę, której śla­dy pozostały mu na całe życie na twa­rzy. Według Albrychta Stanisława Radziwiłła miał wówczas zarazić choro­bą swego brata, królewicza Aleksan­dra, który w drodze do Warszawy zmarł.

Tymczasem Kazimierz wyzdrowiał i został wysłany przez Władysława IV z misją do Wiednia, aby reprezento­wać dwór warszawski na chrzcinach wnuka cesarskiego Ferdynanda IV Habsburga. Wkrótce królewicz wró­cił do Austrii, gdzie przejął regiment lutershemski konny i w randze pułkownika walczył przeciwko Francu­zom i Szwedom pod Worms i Frankfurtem n. Menem. Znad Renu odwo­łał go Władysław IV po zawarciu w Sztumskiej Wsi 12 września 1635 roku ro­zejmu ze Szwedami. Kazimierz odegrał ważną rolę w negocjacjach polskiego monarchy z Habsburgami; obiecywano mu księstwo na Śląsku, Order Złotego Runa, a w trakcie ne­gocjacji ze Szwedami nawet księstwo Finlandii. Z tych planów oczywiście nic nie wyszło, a w zamian Habsbur­gowie werbowali w Koronie chęt­nych pod sztandary cesarskie. W grudniu 1635 roku Kazimierz po­wrócił do Polski i po odebraniu ekonomii kobryńskiej ruszył w podróż morską do Holandii, zapewne z misją Władysława IV do książąt orańskich. Jak widać, królewicz nie mógł zna­leźć sobie miejsca w Rzeczypospolitej. Wobec perspektyw roztaczanych przez Filipa N snuł kolejne plany po­dróży dci Hiszpanii. Gdywreszcie doszło do małżeństwa Cecylii Renaty z Władysławem IV, właśnie Kazimierz udał się do Wiednia, aby poślubić Habsburżankę per procura w imie­niu brata. Po uroczystościach ślub­nych, które odbyły się w Warszawie 12 września 1637 roku, królewicz ponow­nie znalazł się w depresji, nie wie­dząc, co dalej począć. Efektem tego był romans z dwórką swej siostry Anny Katarzyny Konstancji - Lukrecją Anną Guldersztem i zamysły ożenku. Wobec braku zgody brata Jan Kazi­mierz ponownie rozpoczął zabiegi o uzyskanie ekspektatywy po bez­dzietnym Fryderyku, księciu Kurlan­dii. Odrzucenie tej propozycji przez sejm tak wzburzyło królewicza, że od razu chciał opuścić "niewdzięczną ojczyznę". Do dziś nie są jasne cele po­dróży Jana Kazimierza do Hiszpanii, którą rozpoczął w styczniu 1638 roku wbrew zda­niu swego królewskiego brata. Król Hiszpanii Filip IV miał mu ofiarować honorowe stanowisko admirała swej floty i wicekróla Portugalii. Niefraso­bliwość królewicza sięgnęła zenitu, gdy się zdecydował odbyć podróż na genueńskiej galerze "Diana", z której zszedł na ląd francuski i został aresz­towany przez agentów kardynała Ri­chelieu. Uwięzienie królewskiego brata miało zmiękczyć dwór polski w sympatiach do Habsburgów i ograni­czyć ich możliwości werbunkowe w Polsce. Za sprawą poselstwa wojewo­dy smoleńskiego Krzysztofa Korwina Gosiewskiego królewicz wyszedł na wolność, ale poseł musiał podpisać deklarację w imieniu swego monarchy i Rzeczypospolitej, że nie wejdzie on w sojusz z żadnym państwem, któ­re prowadzi wojnę z Francją i jej sprzymierzeńcami. Było to poważne ograniczenie suwerennej polityki za­granicznej państwa polskiego. 30 ma­ja 1640 roku Kazimierz wrócił do Polski. Jednak długo nie zagrzał miejsca w oj­czyźnie: w maju 1643 roku wyjechał do Loreto we Włoszech, gdzie rozpoczął nowicjat w zakonie jezuitów. Władysław IV z nieukrywaną niechęcią przy­jął samowolną decyzję brata i czynił wszystko, aby wydostać go z zakonu, a samych jezuitów wyrzucił z zamku królewskiego. W końcu król pogodził się z decyzją Jana Kazimierza, gdy ten w drugim roku nowicjatu opuścił za­kon, uzyskawszy od papieża Innocen­tego X kapelusz kardynalski.

Na tym tle doszło w Rzymie do wielu awantur z udziałem nowego kardynała, który zamiast używać ty­tułu eminencji rościł sobie prawo do tytułu świeckiego Jego Najjaśniejszej Wysokości. Co więcej, królewicz miał powiedzieć, że "da w gębę każdemu, kto by go inaczej tytułował". W poło­wie września 1646 roku "niedonoszony kardynał" opuścił Rzym, kierując się ponownie do ojczyzny. Tymczasem jak grom z jasnego nieba spadła na dwór warszawski tragedia - 9 sierp­nia 1647 roku zmarł jedyny syn Włady­sława IV - królewicz Zygmunt Kazimierz, a jedynym kandydatem do ko­rony był królewicz Kazimierz. Śmierć syna załamała schorowanego Włady­sława IV. Król zmarł w maju 1648 roku w chwili, gdy armia koronna została rozbita przez siły kozacko-tatarskie Bogdana Chmielnickiego. Na Ukra­inie rozpoczęło się powstanie, w Rzeczypospolitej bezkrólewie.

W chwili wybuchu powsta­nia Chmielnickiego Kazi­mierz był w Wiedniu, za­jęty sprawą ożenku z ar­cyksiężniczką Izabelą Klarą, siostrą arcyksięcia Karola Ferdynanda.

Śmierć brata przerwała dalsze roz­mowy matrymonialne, a królewicz nie­zwłocznie przybył do Warszawy. Po drodze dowiedział się, że o koronę przyjdzie mu walczyć ze swoim bratem Karolem Ferdynandem, biskupem płockim i wrocławskim. Wiedząc, iż Habsburgowie i papież Innocen­ty X poprą Karola, związał się z frakcją francuską, obiecując poślubienie wdo­wy po Władysławie - Ludwiki Marii Gonzagi. Tymczasem na sejmie kon­wokacyjnym podkanclerz koronny Andrzej Leszczyński zjednał dla kan­dydatury królewicza Karola większość senatorów i posłów, w tym walczącego z powstaniem kozackim księcia Jere­miego Wiśniowieckiego, mającego du­że poważanie u szlachty. Zanosiło się na trudną do przewidzenia walkę o ko­ronę. Z raportów francuskiego posła d'Arpajona wynika, że Jan Kazimierz był zdecydowany wszcząć wojnę do­mową, licząc na pomoc Francji i Szwecji. Miał nawet mówić, że wolałby wi­dzieć na tronie elektora Fryderyka Wil­helma czy księcia siedmiogrodzkiego Jerzego I Rakoczego niż swego brata!

Gdy 6 października rozpoczął się sejm elekcyjny, nie było pewności, który z kandydatów zwycięży. Zwa­śnionych braci pogodził przywódca powstania kozackiego - Bohgdan Chmielnicki, który jednoznacznie poparł Jana Kazimierza. Tym samym wynik elekcji został przesądzony.

17 listopada 1648 roku wybrano Ja­na Kazimierza na nowego monarchę Rzeczypospolitej. 1 stycznia 1649 roku nastąpiła koronacja Jana Kazimie­rza, a już kilka dni później, podczas sejmu koronacyjnego' doszło do istotnych rozdźwię­ków pomiędzy nowym panującym a jego poddanymi.

Rację miał biograf monarchy Ta­deusz Wasilewski, pisząc, iż "król drażnił społeczeństwo szlacheckie niemal każdym swym posunięciem i brakowało mu autorytetu". Tymcza­sem rozmowy poselstwa polskiego z Chmielnickim w Perejasławiu nic nie dały. Na Ukrainie rozpoczęły się działania wojenne, a regimentarze z kasztelanem bełskim Firlejem na czele zaniknęli się w obozie zbara­skim, oblężonym przez wojska ko­zacko-tatarskie. Na odsiecz ruszyły szczupłe siły prowadzone przez Ja­na Kazimierza. Pod Zborowem pod­czas przeprawy przez rzekę Strypę siły polskie zostały otoczone przez sprzymierzoną armię tatarsko-kozacką pod dowództwem Chmielnic­kiego i chana Islama Gereja. Armię królewską uratowały rozmowy z cha­nem podjęte przez Ossolińskiego, które doprowadziły do ugody z Ko­zakami. Mimo to konflikt na Ukrainie narastał; tym bardziej że Chmielnicki rzucił hasło tworzenia państwa ko­zackiego opartego na sojuszu z Cha­natem Krymskim. Jan Kazilnierz po­nownie stanął na czele armii koron­nej w 1651 roku, prowadząc tym razem niemal 30 tys. zaciężnych i drugie tyle oddziałów szlacheckich I nadwor­nych złożonych z pocztów magnac­kich. W trzydniowej batalii berestec­kiej (28 - 30 czerwca 1651 roku) monarcha stanął na wysokości zadania, wyka­zując się talentem operacyjnym i zna­jomością zachodnioeuropejskiej sztuki wojennej. Kozacy zostali rozbi­ci. Jednak opozycja uniemożliwiła królowi kontynuowanie wyprawy. 18 lipca Jan Kazimierz zawrócił do Lwo­wa, pozostawiając armię pod komendą hetmanów. Król popadł w konflikt z marszałkiem wielkim koronnym Jerzym Lubomirskim. Jednocześnie monarcha nie był w stanie zapano­wać nad obradami sejmu stycznio­wego 1652 roku, który został zerwany przez posła upickiego Władysława Sicińskiego, za którym miał stać sam hetman polny litewski Janusz Radziwiłł.

Ponowne porozumienie chana z królem ponad głowami Koza­ków skłoniło Chmielnickiego do poddania się Moskwie, na mocy ugody zawartej w Perejasławiu 18 stycznia 1654 roku. Kolejna wojna z Moskwą rozpoczynała się w chwili, gdy wakowała buława wielka litewska po śmierci Janusza Kiszki 13 stycznia 1654 roku. Monarcha nie tylko wstrzymał się z nominacją obu buław wielkich, chcąc mieć bez­pośredni wpływ na prowadzenie działań wojennych, ale mianował wbrew Januszowi Radziwiłłowi na wojewodę smoleńskiego Filipa Kazimierza Obuchowicza. Król wo­bec wojny z Moskwą i Kozakami zde­cydował się zerwać sejm, aby nie do­puścić do dania buławy wielkiej Je­rzemu Radziwiłłowi, co wobec nieopłacenia armii źle rokowało rozpo­czętym działaniom na Białorusi i Ukrainie. Wielu historyków uważa, że właśnie wówczas w obawie przed wzmocnieniem władzy kró­lewskiej i oburzeni postawą Jana Ka­zimierza podczas sejmu główni przy­wódcy opozycji magnackiej zawiąza­li spisek przeciwko monarsze. Mieli doń naleźeć Jerzy Radziwiłł, Jerzy Lubomirski, wojewoda poznański Krzysztof Opaliński oraz wojewoda łęczycki Jan Leszczyński. Sukcesy Moskwy na Białorusi i Ukrainie bacznie obserwo­wano w Sztokholmie, gdzie od 1654 roku nowy panujący Ka­roI X Gustaw szukał pretekstu do roz­poczęcia działań na Wschodzie, zaskoczony sukcesami oręża Aleksego Michajłowicza na Litwie.

Tymczasem przybyły do Sztokhol­mu poseł Jana Kazimierza Jan An­drzej Morsztyn nie został dopuszczo­ny przed oblicze szwedzkiego mo­narchy na skutek uchybień w listach uwierzytelniających, w których Jan Kazimierz użył tytułu przysługujące­go monarchom szwedzkim. Choć był to tylko pretekst, Polacy powinni wy­ciągnąć wnioski o nadchodzącej bu­rzy ze Skandynawii. W sytuacji, gdy groził kolejny atak wojsk moskiew­skich, które po zdobyciu Smoleńska w 1654 roku przygotowywały się do ofensywy na Wilno, nie zrobiono niemal nic, aby odwrócić ostrze ata­ku szwedzkiego. Wysłanie nowego poselstwa do Szwecji w osobach Ja­na Leszczyńskiego i Aleksandra Na­ruszewicza było spóźnione - oddzia­ły szwedzkie właśnie ładowano na okręty.

Do wojny ze Szwecją dwór był zu­pełnie nieprzygotowany, a złośliwi twierdzili, że Jan Kazimierz bardziej interesował się panną Anną Sch6nfeld z fraucymeru jego mał­żonki, niż pogarszającą się z dnia na dzień sytuacją militarną Rzeczy­pospolitej. Ofensywa wiosenna Je­rzego Radziwiłła utknęła pod mura­mi Mohylewa, a na Ukrainie 29 stycznia 1655 roku armia koronna poniosła poważne straty pod Ochmatowem. Nowej ofensywy moskiewskiej spodziewano się latem. Stąd na sejmie majowym 1655 roku uchwalono pospoli­te ruszenie. O upadku autorytetu władcy podczas obrad sejmu świad­czył incydent z 12 czerwca, gdy w obecności wszystkich stanów Rze­czypospolitej Jakub Krasiński, staro­sta nowomiejski, spoliczkował miecz­nika wyszogrodzkiego Olbrachta La­sockiego. Jedyną reakcją króla było opuszczenie obrad wraz z senatora­mi, Krasiński wyszedł z tej sprawy bez szwanku.

Konflikty króla ze społeczeń­stwem szlacheckiej Rzeczypospolitej (zerwane sejmy 1652, 1654) oraz brak wzajemnego zaufania doprowadziły do tragedii w 1655 roku. Kapitulacja pospolitego ruszenia pod Ujściem i układ ze Szwedami zawarty w Kiej­danach przez Radziwiłłów były widomym znakiem, że drogi ostatniego Wazy na tronie polskim i społeczeń­stwa się rozeszły. Szlachta zaczęła się skłaniać do koncepcji zastąpienia chimerycznego Jana Kazimierza pa­nem wojennym Karolem X Gusta­wem. Opuszczenie Warszawy, a na­stępnie nieudane próby powstrzy­mania wojsk szwedzkich pod Piąt­kiem, Przedborzem i Wojniczem za­łamały dyscyplinę i morale wojska, a zaraźliwy przykład elit politycz­nych i szlachty masowo poddających się Szwedom wpłynął na postawę wojska komputowego - obydwie dy­wizje poddały się Szwedom.

Jana Kazimierza nie stanął na wysokości zadania, choć decyzję opuszczenia Krakowa i powierzenia jego obrony Stefanowi Czarnieckie­mu musimy uznać za słuszną. Szwe­dzi stracili niemal miesiąc na podporządkowanie sobie dawnej stolicy Rzeczypospolitej, dając czas na zor­ganizowanie oporu. Jan Kazimierz, zamiast schronić się choćby we Lwo­wie lub Kamieńcu, udał się do Gło­gówka pod skrzydła Ferdynanda III, szukając pomocy u Habsburgów za cenę przekazania korony polskiej. Tym właśnie tłumaczyło wojsko swą decyzję podporządkowania się no­wemu panu Karolowi X Gustawowi. W znanym liście do szwedzkiego mo­narchy grupa pułkowników z Janem Sobieskim. Dymitrem Wiśniowiec­kim i Aleksandrem Koniecpolskim na czele jasno stwierdzała. aby: "król szwedzki nie rozumiał, iż się poddają z konieczności. gdyż tej nie mają. tyko tę jedną. Że król, pan ich onych dese­ruit wyjazdem swoim za granicę". W chwili wybuchu powsta­nia Chmielnickiego Kazi­mierz był w Wiedniu, za­jęty sprawą ożenku z ar­cyksiężniczką Izabelą Klarą, siostrą arcyksięcia Karola Ferdynanda.

Śmierć brata przerwała dalsze roz­mowy matrymonialne, a królewicz nie­zwłocznie przybył do Warszawy. Po drodze dowiedział się, że o koronę przyjdzie mu walczyć ze swoim bratem Karolem Ferdynandem, biskupem płockim i wrocławskim. Wiedząc, iż Habsburgowie i papież Innocen­ty X poprą Karola, związał się z frakcją francuską, obiecując poślubienie wdowy po Władysławie - Ludwiki Marii Gonzagi. Tymczasem na sejmie kon­wokacyjnym podkanclerz koronny Andrzej Leszczyński zjednał dla kan­dydatury królewicza Karola większość senatorów i posłów, w tym walczącego z powstaniem kozackim księcia Jere­miego Wiśniowieckiego, mającego du­że poważanie u szlachty. Zanosiło się na trudną do przewidzenia walkę o ko­ronę. Z raportów francuskiego posła d'Arpajona wynika, że Jan Kazimierz był zdecydowany wszcząć wojnę do­mową, licząc na pomoc Francji i Szwecji. Miał nawet mówić, że wolałby wi­dzieć na tronie elektora Fryderyka Wil­helma czy księcia siedrniogrodzkiego Jerzego I Rakoczego niż swego brata!

Gdy 6 października rozpoczął się sejm elekcyjny, nie było pewności, który z kandydatów zwycięży. Zwa­śnionych braci pogodził przywódca powstania kozackiego - Bohgdan Chmielnicki, który jednoznacznie poparł lana Kazimierza. Tym samym wynik elekcji został przesądzony.

Rabunki, grabieże, kontrybu­cje oraz atak na sanktuarium częstochowskie skłoniły wszystkie stany Rzeczypo­spolitej do powstania przeciwko Szwedom. W tej sytuacji, pod naci­skiem królowej i Czarnieckiego, Jan Kazimierz zdecydował się powrócić do ojczyzny. Witano go jako prawowi­tego pana z dużymi nadziejami na poważniejsze zmiany w Rzeczy­pospolitej.

Do szlachty musiała dotrzeć smut­na prawda, że Rzeczpospolita zajęta przez Szwedów, Moskwę i Kozaków Chmielnickiego rozpadła się na ich oczach. Powszechny był pogląd o konieczności reform ustrojowych, choć pierwszoplanową sprawą było poko­nanie Szwedów. Powrót lana Kazi­mierza stwarzał przed nim w nowej sytuacji ogromne możliwości rozliczenia części elity dygnitarskiej Rze­czypospolitej, która oficjalnie zwią­zała się ze Szwedami, nie wyłączając hetmanów. Król odebrał im dowo­dzenie, powołując regimentarzy w osobach Czarnieckiego i Lubomir­skiego. Jednak Jan Kazimierz nie zdecydował się na odebranie buław hetmanom, odsuwając na później rozliczenie się z wiarołomną elitą. Zdając sobie sprawę z dysproporcji sił i szwedzkiej przewagi w ślubach lwowskich, a następnie warszawskich, rzucił hasło powszechnej woj­ny ze Szwedami, obiecując polepsze­nie losu stanu trzeciego. Tym samym przejął osobiste kierowanie działa­niami w wojnie. Potwierdził swe woj­skowe zdolności w batalii warszaw­skiej trwającej od 28 do 30 lipca 1656 roku. Nie był jednak w stanie zsynchronizować szarż kawalerii z działaniami innych rodza­jów broni. Wycofanie taborów nocą z 29/30 lipca oraz podjęcie decyzji opuszczenia Warszawy bez walki by­ły słuszne, gdyż przewaga w artylerii i sile ognia szwedzko-brandenbur­skich regimentów niwelowała prze­wagę liczebną sił polsko-litewskich w kawalerii.

Z przegranej batalii Jan Kazimierz wyciągnął słuszne wnioski, gdyż przyjmując wariant dalszej wojny szarpanej, rozbudował siły zaciągu cudzoziemskiego, które umożliwiły wraz z posiłkami cesarskimi odzy­skać wielu twierdz i miast zajętych przez wroga, jak choćby Kraków czy Toruń. Wkład monarchy w odbudo­wę armii po 1655 roku jest nie zaprzeczal­ny, a osobisty nadzór nad działaniami regimentarzy zauważalny, choćby w długotrwałych przygotowaniach i oblężeniu Torunia w 1658 roku. Król osobiście uczestniczył w działaniach wojennych, choćby w trakcie oblęże­nia Warszawy w czerwcu 1656 roku czy oblężenia Krakowa od 24 czerwca do 23 sierpnia 1657 roku.

Gorzej wygląda sprawa zmian ustrojowych. Pod tym względem do­konania lana Kazimierza były mizer­ne, a wraz z zakończeniem wojny szwedzkiej modernizacja systemu ustrojowego Rzeczypospolitej odda­liła się. Tym bardziej że dwór zastąpił kwestię reformy ustrojowej sprawą elekcji vivente rege. Brak następstwa po lanie Kazimierzu oraz obawa o los Rzeczypospolitej po wygaśnięciu dy­nastii Wazów skłoniły parę monarszą do skoncentrowania uwagi na następstwie tronu szukania kandyda­tóww Austrii (Karol Józef Habsburg) czy Francji (Wielki Kondeusz i jego syn Henri-Jules d'Enghien), zarazem odsuwając na plan dalszy prace zwią­zane z reformą systemu sejmowania i ustroju Rzeczypospolitej.

Nie sposób pominąć roli Jana Ka­zimierza w neutralizacji Moskwy w 1656 roku, gdy wyraził zgodę na teore­tyczne objęcie po sobie władzy przez cara Aleksego Michajłowicza, na mocy zawartego traktatu w Niemieży 3 listopada 1656 roku, co uchroniło do 1658 roku. Rzeczpospolitą od działań na dwa fronty. Także suk­cesem dworu zakończyły się próby nawiązania dialogu z Kozaczyzną po śmierci Chmielnickiego. Ugoda hadziacka z 16 września 1658 roku, dopro­wadziła do ponownego odzyskania Ukrainy. Jednak na dokonania dy­plomatyczne pary królewskiej pada cień utraty lenna pruskiego w 1657 roku. Za zdradę Rzeczypospolitej został bowiem elektor Fryderyk Wilhelm nagrodzony, gdyż uzyskał suwerenne prawa w Prusach Książęcych, Drahim tytułem zastawu, Lębork i Bytów jako lenno oraz Elbląg z zastrzeżeniem możliwości wykupu. W zamian przy­stępował do sojuszu wojskowego z Rzecząpospolitą przeciw Szwecji.

Lata 1660 - 1662 to przede wszystkim próby zreformo­wania państwa i jednocześnie czas istotnych zwycięstw oręża polsko-litewskiego na Wschodzie. Polonka, Cudnów, Slobodyszcze, Ba­sia i Kuszliki to piękne karty oręża, które jednak nie doprowadziły do odzyskania utraconych wschodnich prowincji. Na sejmach 1661 - 1662 Jan Kazimierz i jego małżonka Lu­dwika Maria, która była autorką planu osadzenia na tronie polskim Fran­cuza (elekcja vivente rege) , starali się drogą nadań, pensji francuskich przekupić dygnitarzy Rzeczypospo­litej, aby poprzez swe wpływy skłoni­ła brać młodszą do poparcia tych pla­nów. Na sejmie 1661 roku projekt elekcji vivente rege został utrącony, choć w mowie od tronu Jan Kazimierz rozto­czył przed zebranymi stanami wizję upadku Polski i jej rozbioru, jeśli cho­ry organizm państwa nie zostanie uzdrowiony. Mówił bowiem: "Moskwa i Ruś odwołają się do ludów jednego z niemi języka i Litwę dla sie­bie przeznaczą; granice Wielkopolski staną otworem dla Brandenburczy­ka, a przypuszczać należy, iż o całe Prusy certować zechce [ ... ] wreszcie Dom Austriacki, spoglądający łako­mie na Kraków, nie opuści dogodnej dla siebie sposobności i przy po­wszechnym rozrywaniu państwa nie wstrzyma się od zaboru".

Były to prorocze słowa, ale monar­cha zamiast skupić się na przekona­niu szlachty do programu naprawy państwa, postawił na senatorów, z których nawet ci, co podpisali skrypt elekcyjny Francuza, się wycofali (Jan Leszczyński czy Jerzy Lubomirski). N a następnym sejmie zamiast skupić się na obmyśleniu zapłaty dla skonfe­derowanego wojska, dwór ponownie stoczył, przegraną zresztą, batalię o elekcję. Gorzej, że obronę złotej wol­ności i wolnej elekcji poparło także wojsko; obie konfederacje przeszły do jawnej opozycji wobec dworu, co skupiło się także na wojewodzie ru­skim Stefanie Czarnieckim, twórcy prokrólewskiego Związku Pobożne­go.

Czystka w wojsku przeprowadzo­nalatem 1663 roku, a wymierzona w Lu­bomirskiego i jego adherentów nie przyniosła spodziewanych efektów - przykładem bunt piechoty pod Mikulińcarni w trakcie kampanii przeciw Moskwie. Zgodnie z oczeki­waniami dworu Jan Kazimierz miał wejść w głąb państwa moskiewskie­go i rozbić siły przeciwnika, zmusza­jąc Aleksego Michajłowicza do za­warcia traktatu pokojowego, a na czele zwycięskiej armii wrócić do Warszawy i przeprowadzić elekcję Francuza nawet za pomocą zbrojne­go zamachu stanu. Plany od począt­ku nierealne zostały zweryfikowane w trakcie kampanii źle dowodzonej przez króla, który zamiast dążyć do szybkiego kontaktu z głównymi siła­mi rosyjskimi, zgodził się na oblega­nie poszczególnych twierdz. Nie ma­jąc odpowiedniej artylerii oblężni­czej, wojsko wykrwawiało się przy kolejnych szturmach, nie osiągając zakładanych celów. Rajdy kawalerii w głąb państwa moskiewskiego nie zmieniły już wyniku tej kampanii. Jej rezultatem był wybuch antypolskie­go powstania na Zadnieprzu, a na­stępnie Ukrainie Prawobrzeżnej. Trwałą konsekwencją kampanii mo­skiewskiej był podział Ukrainy na dwie części - polską prawobrzeżną i moskiewską lewobrzeżną. Dla pary królewskiej główną przeszkodą w promowaniu elekcji okazał się marszałek wielki korony Jerzy Lubomirski. Dzięki królowej dumny ma­gnat otrzymał buławę po zmarłym hetmanie Lanckorońskim, ale w 1663 roku uchylił się od udziału w kampanii zadnieprzańskiej, agitując szlachtę przeciwko planom dworu obioru na­stępcy tronu za życia króla. Stanął tym samym na czele opozycji wystę­pującej przeciwko ograniczeniu zło­tej wolności, oskarżając dwór o absolutum dominium.

Proces sejmowy 1664 roku zakończył się skazaniem Lubomirskiego na "utratę czci, życia i wszystkich dóbr". Tymczasem eks marszałek, korzysta­jąc z protekcji Habsburgów i Hohen­zollernów, rozpoczął zaciągi. Szukał pomocy także w Moskwie, z którą Rzeczpospolita prowadziła wciąż wojnę. Jego adherenci dotarli do wojska przebywającego na Ukrainie i pobuntowali wiele chorągwi zaciągu narodowego. W końcu maja zawiąza­no konfederację, do której weszło 38 chorągwi, manifestując swe poparcie dla Śreniawity. Dla Jana Kazimierza tragedią była śmierć Czarnieckiego, który miał stanąć na czele wojsk kró­lewskich. Schorowany i mający za so­bą najłepsze lata dowodzenia w polu monarcha sam musiał poprowadzić siły królewskie przeciwko buntowni­kom. Przybycie Litwinów pod ko­mendą Aleksandra Hilarego Połu­bińskiego poprawiło nastroje wśród regalistów. Plan króla związania przeciwnika poprzez działanie wysu­niętej szpicy przedniej (Połubiński) do czasu nadejścia sił głównych z pie­chotą i artylerią został pogrzebany pod murami Jasnej Góry. Tu 4 wrze­śnia 1665 roku Lubomirski rozbił Litvvi­nów i tym samym dopadnięcie armii Śreniawity złożonej niemal z samej kawalerii było dla króla nieosiągalne. Klęska sił JKM pod Częstochową skłoniła szlachtę wielkopolską do po­parcia eksmarszałka, co stanowiło istotne wzmocnienie jego sił. Gdy monarcha dopadł wreszcie rokoszan, o bitwie nie było mowy ­roty królewskie nie chciały się bić z braćmi. "Kiedy tedy kazano brać ko­pie jmp. hetmana koronnego [S. Potockiego] chorągwiom, nie chcieli te­go uczynić. W czym zaraz JKM po­znał, że się nie chcieli wiernie bić". Rozejm zawarty pod Palczynem w listopadzie 1665 roku nie zakończył rokoszu.

W następnym roku, 13 lipca 1666 roku w bitwie pod Mątwami doszło do krwawej bi­twy - szlachta i konfederaci wycięli do borowe regimenty króla. Jan Kazi­mierz nie zdołał przyjść z pomocą swym żołnierzom. Sława bohatera spod Zborowa, Beresteczka i Warsza­wy znikła w odmętach wojny domo­wej. Klęska sil królewskich i ogrom strat otrzeźwiły obie strony konfliktu. 31 lipca 1666 roku w Łagonicach podpi­sano ugodę z rokoszanami: król mu­siał na zawsze wyrzec się promowania elekcji vivente rege, przyrzec amnestię rokoszanom oraz wypłatę żołdu konfederatom walczącym po stronie Jerzego Lubomirskiego. Sam Śreniawita miał za granicą, oczekiwać restytucji na sejmie walnym. Była to pełna kapitulacja dworu wobec opo­zycji. Mątwy i wynik wojny domowej, która kończy się kompromitacją Jana Kazimierza także w sferze militarnej, to koniec snów o modernizacji syste­mu ustrojowego Rzeczypospolitej.

Śmierć królowej Ludwiki Marii 10 maja 1667 roku, zała­mała monarchę, gdyż to ona była motorem działań zmierzających do wzmocnie­nia władzy królewskiej i planów elekcyjnych.

Osamotniony, bezsilny, popadł w apatię, oddając się ucie­chom stołu i łoża. Jan Sobieski pisał w liście do Marysieńki, że: "się teraźniejszy królowi nie mo­że przykrzyć żywot, bo o niczym na świecie nie myśli, a żyje sobie jako w seraju tureckim". Główną metresą króla została podkomo­rzyna koronna Katarzyna Den­hofowa, "ona rozdziela łaski, ona decyduje o tym, kogo przypu­ścić do tronu, ona kieruje nawet w porozumieniu z posłem fran­cuskim sprawami dyplomatycz­nymi". Gorzej, że Jan Kazimierz przestał się interesować sprawa­mi państwa, a nawet przestała go interesować sprawa elekcji Francuza na tron polski. Pierre de Bonzy, poseł Ludwika XIV, donosił, że król "nie troszczy się o nic, nie podpisuje nic, nie udziela audiencji [...], a zaczy­na nawykać do gnuśnej bez­czynności". Odrzucając powtór­ny ożenek, Jan Kazimierz decy­dował się na abdykację, a rokosz Lubomirskiego i śmierć małżon­ki tylko przyspieszyły jego decyzję.

Ostatni sejm przed abdykacją był przykry dla monarchy, gdyż szlachta chciała wbrew jego woli wymóc nie tylko odprawienie posłów państw obcych z Warszawy, ale żądała zwołania sejmu konnego. Oburzony Jan Kazi­mierz miał powiedzieć: "Podob­no tęskno Wmciom, że tak długo na tym tronie siedzę; wierzcie mi, że i mnie drugie tyle z wami! Wielką mi rzecz uczynicie, gdy mnie uwolnicie, że będę miał spokój". Dwa dni po zakończeniu obrad sejmu 9 marca 1668 roku podpisano traktat pomiędzy Ja­nem Kazimierzem, Ludwi­kiem XIV i Filipem Wilhelmem Neuburgiem, który precyzował warunki abdykacji polskiego monarchy na rzecz Neuburga.16 września był ostatnim dniem pa­nowania Wazy na tronie polskim; wygłosił on wówczas mowę prze­powiadającą upadek Rzeczypospolitej. Po abdykacji Jan Kazi­mierz przebywał blisko rok w granicach Rzeczypospolitej, polując i bawiąc się.

Na wieść o wyborze Michała Korybuta Wiśniowieckiego opuścił kraj, nie życząc sobie żyć pod władcą, który był jego pod­danym. W lipcu 1669 roku na za­wsze opuścił ojczyznę, kierując się na dwór francuski Ludwi­ka XIV.

17 listopada 1669 roku Jan Kazi­mierz przybył incognito do Saint-Germain-en­-Laye i złożył wizytę Lu­dwikowi XIV, aby wkrótce zostać wprowadzonym do opactwa świętego Germana jako 76. jego opat. Mimo nie najlepszego zdrowia przeszły monarcha nosił się z zamiarem ponownego ożenku ożenku z Armą Gonzagą de Cleves, wdową po palatynie reńskim Edwardzie Wittelsbachu (rodzoną siostrą zmarłej Ludwiki Marii). Cie­szył się jednocześnie dużym wzię­ciem u kobiet. Jak donosiła jed­na z dam francuskich w marcu 1670 roku: "Król polski interesuje tu żywo nasze damy. Ma kosztowności, które stano­wią ponętę dla nich wszystkich, i cho­ciaż nie jest już młody ani piękny, ani nawet bardzo dowcipny, jest przecie wielce poszukiwanym". Mimo starań o rękę Anny Gonzagi Waza nawiązał romans z piękną Marią de l'Hopital, marszałkową Francji. Diuk de Saint Simon twierdził nawet, że Jan Kazimierz poślubił marszałkową w jej do­mu przy Fosses- Montmartre 14 grudnia 1672 roku, dwa dni przed śmier­cią!

Przebywał często w zamku Mo­ulins, własności Bourbonów: Henryk Juliusz de Bourbon książę d'Enghien 13 grudnia 1670 roku scedował nań prawa do połowy sum neapolitańskich wynoszących 430 tysięcy talarów w zamian za rezyden­cję w Moulins i pensję w wysokości 75 tysięcy liwrów. Czę­ste podróże i pogarszający się stan zdrowia oraz złe nowiny nadchodzą­ce z Rzeczypospolitej przykuły do ło­ża ostatniego Wazę w Nevers w pała­cu opackim. Zmarł 16 grudnia 1672 roku, dotknięty wieścią o zdobyciu przez Turków Kamieńca Podolskiego.

Król mocno przeżywał ostrą walkę stronnictw politycznych w Polsce w dobie panowania Michała Korybu­ta Wiśniowieckiego, a w sprawie udzielenia pomocy pisał do papieża Klemensa X. W spisanym testamen­cie główną spadkobierczynią i wyko­nawczynią ostatniej woli uczynił szwagierkę - Armę Gonzagę de Cle­ves.

Według "Gazette de France" przy­czyną śmierci króla polskiego było zapalenie płuc. Jan Kazimierz w te­stamencie wyraził życzenie, aby ciało jego pochowano w kościele jezuitów w Nevers. Spoczywało ono tam aż do dnia eksportacji do Polski. Serce króla, zwycięzcy spod Beresteczka, złożono w kaplicy Świętego Kazimie­rza w kościele Saint-Germain des Pres w Paryżu. W 1675 roku Jan III Sobie­ski wysłał Wojciecha Opackiego, podkomorzego warszawskiego, aby przywiózł ciało do Rzeczypospolitej. Wraz ze zwłokami Michała Korybuta Wiśniowieckiego zostało pochowane na Wawelu 31 stycznia 1676 roku.

Bilans panowania.

Jan Kazimierz już w okre­sie swoich rządów budził wiele kontrowersji, prze­ważały opinie negatyw­ne. Ostatnie lata panowania. rokosz Lubomirskiego oraz nieszczęsna abdykacja przyćmiły dokonania króla z doby potopu.

Nawet ludzie blisko z nim związani krytycznie odnosili się do zmarłego monarchy. Podkreślano jego zdolności jako wodza, odwagę wykazaną pod Zboro­wem, Beresteczkiem i Warszawą. Podkreślano również niesta­łość, brak konsekwencji, liczne błędy towarzyszące w polityce wewnętrznej (nietrafne nomina­cje na najwyższe urzędy pań­stwowe).

Jan Kazimierz nie był wybit­nym mężem stanu. a ponad in­teres państwa stawiał często swój własny czy dynastii Wazów (prawa do korony szwedzkiej). Dlaczego Jan Kazimierz po potopie nie odwołał się bezpo­średnio do szlachty, próbując wykorzystać popularność i wzrost swego autorytetu - nie wiemy. Wydaje się, że lansowany przez królową francuski model władzy nie mieścił się w koncep­cji współpracy władcy z samorządem szlacheckim. Przenoszenie siłą wzorów absoluty­stycznych Francji na grunt Rze­czypospolitej musiało przynieść opłakane rezultaty.

Miał również władca niepo­spolity dar zrażania do siebie najbliższego otoczenia, preferu­jąc tak w dyplomacji, jak i na dworze cudzoziemców. Stąd tak negatywny osąd o nim wielu pamiętnikarzy epoki.

Jednak wypada w tym miej­scu oddać głos krytycznemu wo­bec Jana Kazimierza wybitnemu historykowi Władysławowi Ko­nopczyńskiemu, który stwier­dzał, iż: "Serce [władcy] spoczęło w Paryżu, w kościele Saint-Ger­main-des-Pres, z dala od naro­du, który zamiast ocenić jego serdeczne troski i trudy w dniach ťpotopuŤ i jego zba­wienne późniejsze przestrogi, odpłacił mu buntem", a inicjały nieszczęśliwego monarchy JCR figurujące na monetach Tymffa, wytłumaczył złośliwie jako ťmi­tium Calamitatis RegniŤ.

Jan Kazimierz, nie powinien w ogóle zakładać korony na swoją głowę. Był niestabilny psychicznie, jego poczynania były zupełnie nieprzemyślane, a jego panowanie, przy­niosło naszemu krajowi więcej szkody niż pożytku. On sam zresztą nie palił się do rządzenia, wyręczając się swoją żoną, królową Ludwiką Marią, a po jej śmierci - abdykował.


Żródła:

Multimedilana Encyklopedia Władców Polski gif">


Żródła:

Multimedilana Encyklopedia Władców Polski y, próbując wykorzystać popularność i wzrost swego autorytetu - nie wiemy. Wydaje się, że lansowany przez królową francuski model władzy nie mieścił się w koncep­cji współpracy władcy z samorządem szlacheckim. Przenoszenie siłą wzorów absoluty­stycznych Francji na grunt Rze­czypospolitej musiało przynieść opłakane rezultaty.

Miał również władca niepo­spolity dar zrażania do siebie najbliższego otoczenia, preferu­jąc tak w dyplomacji, jak i na dworze cudzoziemców. Stąd tak negatywny osąd o nim wielu pamiętnikarzy epoki.

Jednak wypada w tym miej­scu oddać głos krytycznemu wo­bec Jana Kazimierza wybitnemu historykowi Władysławowi Ko­nopczyńskiemu, który stwier­dzał, iż: "Serce [władcy] spoczęło w Paryżu, w kościele Saint-Ger­main-des-Pres, z dala od naro­du, który zamiast ocenić jego serdeczne troski i trudy w dniach ťpotopuŤ i jego zba­wienne późniejsze przestrogi, odpłacił mu buntem", a inicjały nieszczęśliwego monarchy JCR figurujące na monetach Tymffa, wytłumaczył złośliwie jako ťmi­tium Calamitatis RegniŤ.

Jan Kazimierz, nie powinien w ogóle zakładać korony na swoją głowę. Był niestabilny psychicznie, jego poczynania były zupełnie nieprzemyślane, a jego panowanie, przy­niosło naszemu krajowi więcej szkody niż pożytku. On sam zresztą nie palił się do rządzenia, wyręczając się swoją żoną, królową Ludwiką Marią, a po jej śmierci - abdykował.


Żródła:

Multimedilana Encyklopedia Władców Polski.


Silva Rerum - "Abdykacja i co z niej wynikło"; autor: Maria Babnis "PASAŻ WIEDZY"


Silva Rerum - "Ostatnie lata Jana Kazimierza"; Tadeusz Wasilewski źródło: "Mówią wieki", nr 2, 1987 "PASAŻ WIEDZY"