Jan "Sobiepan" Zamoyski herbu Jelita (urodzony w Zamościu, 9 kwietnia 1627 roku, zmarł w Zamościu, 2 kwietnia 1665 roku)

Syn Tomasza Zamoyskiego herby Jelita, II hrabiego-ordynata Zamościa, wojewody podolskiego, wojewody kijowskiego, starosty generalnego krakowskiego, podkanclerzego koronnego, kanclerza wielkiego koronnego i Katarzyny księżnej Ostrogskiej herbu własnego, córki Aleksandra księcia Ostrogskiego herbu własnego.

III hrabiego-ordynata na Zamościu od 1638 roku do 7 kwietnia 1665 roku, generał ziem podolskich od 1637 roku, krajczy koronny od 1653 roku, podczaszy koronny od 1655 roku, wojewoda kijowski od 1658 roku, wojewoda sandomierski od 1659 roku, starosta kałuski, starosta rostocki.

3 marca 1658 roku w Warszawie zawarł związek małżeński z Marią Kazimierą "Marysieńka" d'Arquien de la Grange (urodzona w Nevers, 28 czerwca 1641 roku, zmarła w Blois, 30 stycznia 1716 roku), córkę Henryka Alberta de la Grange, markiza d'Arquien i Franciszki de la Chátre, córki Baptiste de la Chátre i Gabrielli Lamy.

Wnuk wielkiego hetmana Jana Zamoyskiego. Uwodziciel (niektórzy twierdzą, że nawet gwałciciel) powabnych biagłów swojego czasu. Potomek niedorównujący dziadowi pod względem intelektu.

Jan Zamoyski zwany "Sobiepanem", po raz pierwszy pojawił się na kartach "Potopu" zimą 1656 roku. Miał wówczas niespełna 29 lat, który to wiek dzisiaj oznacza człowieka stojącego u progu życia, wówczas znamionował dojrzałość.

Przydomek "Sobiepan" oznacza, iż Jan Zamoyski cenił sobie niezależność; nie znosił, gdy ktoś narzucał mu własna wolę czy zasady postępowania. Można powiedzieć, że był panem dla samego siebie.

Z przydomkiem "Sobiepan" wiąże się ciekawa anegdota. Otóż Zamość, jako jedna z trzech twierdz w Polsce, oparł się najazdowi wojsk szwedzkich, zwanego Potopem, na ziemie polskie w 1656 roku. Podczas gdy wrogie wojska podchodziły pod mury Zamościa i do miasta przybyło poselstwo szwedzkie z propozycją kapitulacji twierdzy, Jan III ordynat Zamoyski miał powiedzieć "Jam tu sobie Pan i Zamościa Szwedom nie oddam".

Dzieciństwo przyszłego "Sobiepana" upływało według wzoru powielanego w domach magnackich, to jest pod znakiem wytężonej nauki. Podstawowy zasób wiadomości zwykle zdobywano w kraju. Następnie wyruszano w podróż po Europie, aby poznawać i pogłębiać znajomość języków, konfrontować system rządów w Rzeczypospolitej oraz w państwach zachodnich, nabywać ogłady na dworach panujących. Wiek w którym taką podróż podejmowano podobnie jak i trasa były różne.

Edukacja Jana Zamoyskiego, a nawet i jego późniejsze życie nie odbiegałyby od ojcowskich wzorów, gdyby nie tragiczne wydarzenia w rodzinie. Gdy miał lat 11 zmarł Tomasz Zamoyski (8 stycznia 1638 roku), gdy 15 - matka Katarzyna Ostrogska Tomaszowa Zamoyska. W tym względzie stanowiło to jak gdyby powtórzenie losów ojcowskich, ponieważ i Tomasz Zamoyski utracił rodziców mając odpowiednio 11 i 16 lat. Już jednak w roku 1639, a zatem, gdy Jan miał 12 lat, opiekunowie, wśród nich, Stanisław Koniecpolski, Albrycht Stanisław Radziwiłł, Jakub Sobieski oraz biskup krakowski Jakub Zadzik poczęli się zastanawiać, czy chłopca nie wysłać za granicę, zapewne do któregoś z kolegiów jezuickich. Zdecydowali przecież, aby jeszcze przez kilka lat przebywał w Ojczyźnie.

Jan Zamoyski wyjechał u schyłku 1644 roku czy też w roku 1645. Był we Włoszech i Francji. Wziął udział w uroczystym wjeździe do Paryża posłów Władysława IV: wojewody poznańskiego Krzysztofa Opalińskiego i biskupa warmińskiego Wacława Leszczyńskiego, którzy przybyli w październiku 1645 roku po przyszłą królową, Ludwikę Marię. Jak zauważono, Jan Zamoyski, starostą kałuskim zwany, występował w stroju francuskim. Jak pisała po latach królowa: był przedstawiony u Dworu, tańczył na balu w Palais Royal - zapewne z okazji jej ślubu - i zrobił dobre wrażenie.

Podróż Zamoyskiego jeśli czemuś służyła, to miłosnej edukacji młodego magnata. Zresztą, nie zawsze przebiegającej fortunnie. W 1654 roku Bogusław Radziwiłł nawiązując do przeszłości i teraźniejszości, pisał do "Sobiepana": "Dałby to Pan Bóg, żebyś mnie Wasza Miłość rektorem w swej uczynił akademii. Czytałbym Waszej Miłości, memu Kochanemu Bratu takie lekcje, żebyś wkrótce w świątobliwego sługę im meditatiomibus fututori (w pilnej służbie Wenerze) przeszedł, byle przyrodzenie w piernatach Waszej Miłości służyło lepiej niż na strychu paryskim".

W kraju, na arenie politycznej Jan Zamoyski pojawił się w listopadzie 1648 roku. Przybył wówczas do Warszawy na elekcję, złożył podpis na paktach konwentach i wraz ze szlachtą województwa krakowskiego na akcie elekcji Jana Kazimierza. W 1649 roku był na sejmie koronacyjnym w Krakowie. Latem tegoż roku podejmował monarchę w Zamościu, gdy król szedł na wyprawę zborowską i - jak zapisał w pamiętniku litewski kanclerz, Albrycht Stanisław Radziwiłł - monarsze ofiarował wystawione swym kosztem jakieś oddziały jazdy i piechoty. Nie był jednak jeszcze w pełni samodzielny. Rządy ordynacją przejął dopiero w roku 1651 kiedy skończył 24 lata, to jest, gdy po ukończeniu "lat sprawnych" wszedł w "lata dojrzałe".

Latem 1651 roku Jan Zamoyski wziął udział w letniej kampanii króla, którą uwieńczyło zwycięstwo beresteckie. A na drogę urzędów wstąpił w 1653 roku, kiedy został krajczym koronnym a dwa lata później, podczaszym koronnym. Oba te urzędy były zresztą w istocie czysto tytularne.

Gdy na Rzeczpospolitą spadł najazd szwedzki - potop, Jan Zamoyski początkowo zajął stanowisko analogiczne jak ogromna większość magnatów i szlachty. Przebywając w obozie hetmańskim został wybrany jednym z siedmiu deputatów, którzy 22 października 1655 roku ruszyli do Karola Gustawa omawiać warunki kapitulacji. Czy raczej - jak obłudnie głoszono - przejścia na służbę nowego króla Polski. Pisze o tym Władysław Czapliński. Szybko jednak ochłonął. Już u schyłku tego roku, Jan Kazimierz w wysłanym do niego liście wyrażał nadzieję, że nie odda najeźdźcy Zamościa. W grudniu "Sobiepan" uczestniczył w naradach senatorów, którzy schronili się na Spiszu. Nie wiadomo, kiedy miał otrzymać od Jana Kazimierza urząd generała piechoty. Król miał go oddać Zamoyskiemu gdy Bogusław Radziwiłł jawnie przeszedł na stronę szwedzką. Mogło to być zatem w końcu roku 1655 lub w początkach roku 1656. W każdym razie, jak pisze Bohdan Baranowski, Zamoyski najpierw nominację przyjął - co dziwi, jeśli się pamięta o jego poglądach, o niechęci do życia publicznego - później zrezygnował, podobno aby nie drażnić hetmanów i żołnierzy nową w hierarchii wojskowej Polski funkcją. Być może była to jednak tylko wymówka. Urząd generała piechoty czy ściślej, gwardii królewskiej, został utworzony w 1649 roku, pełnił go Bogusław Radziwiłł i akurat z tego powodu nie spotykał się z nim wówczas, ani później z poważniejszymi zarzutami.

Powszechnie najbardziej znanym posunięciem "Sobiepana" w tej wojnie i w całej jego działalności, była odmowa otwarcia bram Zamościa przed głównymi siłami Karola Gustawa w lutym 1656 roku. Odpowiadając na wezwanie do kapitulacji, za którą obiecywano mu 200 tysięcy talarów, województwo lubelskie, wreszcie, co zapowiadał szwedzki feldmarszałek Arvid Wittenberg, namiestnictwo całej Polski, oświadczył, że temu stoi na przeszkodzie złożona królowi przysięga. Aby zaś nadać swym słowom piętno ostateczności dodał, że będzie bronił Zamościa "choćby to miało kosztować ruinę ojcowizny a nawet utratę życia".

Latem 1656 roku Jan Zamoyski wziął udział w oblężeniu Warszawy, przy czym jego rola była o tyle znacząca, że ze sobą przyprowadził ciężkie działa. Później zaś, gdy po zdobyciu twierdzy rozjuszony wcześniejszymi łupiestwami Szwedów tłum groził życiu wziętych do niewoli dowódców, w tym Arvida Wittenberga, wziął ich pod swoją opiekę. Jeńców odprowadzono do Zamościa - Arvid Wittenberg przebywał tu aż do śmierci. Zmarł w październiku 1657 roku a w 1664 roku ciało przewieziono do Sztokholmu.

Ordynat brał również udział w 3-dniowej bitwie pod Warszawą (28-30 lipca 1656 roku), tym razem i dla Rzeczypospolitej i dla niego samego, niepomyślnej. Oto, gdy w toku walki poczęły brać górę połączone siły szwedzko-brandenburskie, uciekający w panice tłum zepchnął go z mostu do Wisły, gdzie ledwo nie stracił życia. Wreszcie, kończąc sekwencję wojenną, wspomnieć należy o jeszcze jednym czynie Zamoyskiego, który wystawia mu świadectwo jak najlepsze. Mianowicie wraz z Jerzym Lubomirskim zagwarantował wojsku na całości swych dóbr dziedzicznych wypłatę należnego żołdu. Podziękuje im za to i przejmie to zobowiązanie na rzecz skarbu koronnego sejm walny 1659 roku.

Jedno z wydarzeń doby potopu, które sprawiło że imię Jana Zamoyskiego odbiło się w kraju głośniejszym echem, miało przecież związek nie z wojną lecz z miłością. Nie ze służbą Marsowi lecz Wenus. Właśnie wówczas bowiem, choć może nie bez udziału Marii Ludwiki, doszło do zafascynowania się Zamoyskiego śliczną ulubienicą królowej, jej damą dworu Marią Kazimierą de la Grange d'Arquien, która do historii przejdzie jako Marysieńka.

Wspaniały ślub odbył się w Warszawie w pierwszych dniach marca 1658 roku. Jak się zdaje, pan młody, o którym powiadano, że "zakochany jak kot", nie tylko obsypywał narzeczoną prezentami lecz poważnie myślał by zmienić dotychczasowy tryb życia. Jan Andrzej Morsztyn - poeta, dworak i minister - wymieniał w obscenicznym "paszporcie" danym nałożnicom ordynata, "uczennicom" wspomnianej przez Bogusława Radziwiłła "akademii", imiona wygnanych podówczas z Zamościa dziewczyn: Zośka z Zamościa, Baśka z Turobina, Jewka z Zwierzyńca, z Krzeszowa Maryna. Niestety małżeństwo okazało się całkowicie nieudane. Bogusław Radziwiłł przypisywał to czarom jakie rzucono na młodą parę w chwili ślubu, stąd, szykując się do własnego, nakazywał by udzielenie go "zlecono głupiemu jakiemu plebanowi, bo się dalibóg boję, żeby przy wielkich ceremoniach nas nie poczarowano albo potruto!" Listy Marysieńki dowodzą, że nie trzeba było szukać nadnaturalnych przyczyn, że wina obciąża samego Zamoyskiego, że ordynat nie wytrwał w szlachetnych zamiarach. "Wesoły kompan, hojny, rozrzutny nawet, niedbały, kochający się w grubym zbytku, popularny, ordynarny, klnący rubasznie, pijak i podagryk i niestety „coś więcej", nie był pan Jan Zamoyski miłym towarzyszem dla wykwintnej kobiety" zauważy Tadeusz Żeleński-Boy w słynnej biografii Marysieńki. W książce, która wywołała co najmniej tak silny aplauz u przeciętnego czytelnika jak niechęć u profesjonalnych badaczy przeszłości.

Zamoyski był okrutnikiem, a przynajmniej człowiekiem zapiekłym w gniewie. W listach pisanych przez Marysieńkę znaleźć można szokującą i ją i czytających po wiekach odpowiedź ordynata na prośbę kaznodziei, który się wstawiał za jakimś skazańcem: "Choćby sama Najświętsza Panienka zstąpiła teraz z nieba i na mękę Ukrzyżowanego błagała, odmówiłbym…" Niejako przeto zaskoczeniem jest wiadomość, że ów kochający się w grubym zbytku pijak, jak charakteryzował Sobiepana Żeleński-Boy, miał dość niezwykłą pasję, mianowicie był zapalonym miłośnikiem teatru. Jeśli zamiar zaangażowania zespołu aktorów włoskich można tłumaczyć przelotnym kaprysem, to trudno za kaprys uznać wagę jaką przykładał do działalności teatru tworzonego przez studentów i wykładowców Akademii Zamojskiej. Co więcej, właśnie w Zamościu 12 lutego 1660 roku, odbyła się prapremiera "Cyda" - Pierre'a Corneille'a, w znakomitym, granym do dzisiaj przekładzie Jana Andrzeja Morsztyna. Rok później zaś grano sztukę o Semiramidzie i Niniwie.

Maria Kazimiera, późniejsza żona Jana Sobieskiego, których romans zaczął się jeszcze za życia ordynata. Człowiek specyficznego gestu - podczas oblężenia Zamościa przez Szwedów, Zamoyski kazał grać swojej orkiestrze na murach.

Jednym z ważnym aspektów sarmatyzmu było odwoływanie się do tradycji antycznej i czerpanie z bogactwa kultury klasycznej. Polska szlachta powszechnie posługiwała się łaciną, znano dobrze rzymskie prawodawstwo, historię i mitologię grecką oraz rzymską, w których szukano analogii do współczesności. W tym czasie w potocznym myśleniu zakorzeniła się również bogata symbolika odnosząca się do różnych aspektów życia ludzkiego, a mająca swoje starożytne korzenie. Dotyczyło to również symboli związanych z małżeństwem i miłością, które wyrażano poprzez postaci mitologiczne, bóstwa antyczne, a także ich atrybuty, takie jak Wenus i poświęcone jej róże, czy Kupidyn i strzały przebijające serca. Te i inne motywy, często powiązane ze sobą i układające się w skomplikowane rebusy, niosły zaszyfrowane przesłanie z życzeniami szczęścia i małżeńskiej miłości. Bardzo często pojawiały się one w pisanych z okazji ślubu wierszach, tzw. epitalamiach i w oprawie uroczystości weselnych. Mogły to być też elementy ślubnych dekoracji, a także strojów, albo całe przedstawienia, barwne korowody czy żywe obrazy uświetniające weseliska, zwłaszcza magnackie.

W szczególny sposób do tradycji antycznej nawiązano podczas wesela Marii Kazimiery d'Arquien, późniejszej Marysieńki Sobieskiej, z Janem „Sobiepanem" Zamoyskim, które odbyło się na Zamku Warszawskim w marcu 1658 r.

Francuski pamiętnikarz, który dokładnie opisał przebieg wszystkich uroczystości, zaobserwował taką scenę, mającą miejsce dzień przed ślubem: "(…) Panna d'Arquain zaprosiła przyiaciołki swoie, by się z nią kompać przyszły. Zebrawszy sie wszystkie, udały się do sali przeznaczoney do kompieli. Znayduie się tam niezmierna wmurowana wanna, do którey po sześciu stopniach się schodzi. Gdy podług przyiętych obrządków rozebrano Pannę młodą, kompała się z przyiaciołkami swemi w pachnących wodach, leiących się z rur srebrnych. Gdy się narzeczona kompie, Zamoyski kazał zanieść do innego pokoiu gotowalnię złocistą, wysadzaną dużemi perłami, formuiącemi cyfry nowożeńców, i więzy miłości. Zwierciadło i inne naczynia były równey piękności i ceny, lecz równać się nie mogło szlafrokowi z soboli, i innym naywspanialszym sukniom". Jest to niewątpliwe nawiązanie do greckiego obyczaju ślubnego, który nakazywał, by w ślubny poranek odbyła się uroczysta kąpiel panny młodej w wodzie z miejscowego świętego źródła, którą czerpały i przynosiły do domu młode dziewczęta zwane lutrophoroi. Następnie ubierano grecką pannę młodą do ślubu. Możemy też przypuszczać, że po kąpieli przyjaciółki Marysieńki pomogły jej przebrać się w którąś z nowych sukien przygotowanych dla niej specjalnie na tę okazję przez Zamoyskiego. O tym, że inspirowano się tutaj zwyczajami starożytnymi, świadczy też dalszy przebieg uroczystości: "Gdy nadeszła chwila wyyścia z kompieli, dwunastu młodych Paziów w liberyi Ordynata, każdy z iarzęcą pochodnią w ręku, stanęło u drzwi, i odprowadziło ią do drugiego pokoiu, gdzie Pan ich czekał na nią". Wprawdzie nie odtwarzano tutaj pogańskich obrzędów ślubnych, które miały miejsce w Grecji po kąpieli i ubieraniu panny młodej, a od razu zainscenizowano jeden z kolejnych etapów starożytnych zaślubin, a mianowicie przeprowadzenie oblubienicy w uroczystym pochodzie z rodzinnego domu do domu męża. W Grecji orszakowi towarzyszyła m.in. matka dziewczyny niosąca zapaloną pochodnię, natomiast w Rzymie pochód taki otwierał chłopiec, który niósł pochodnię z tarniny, tzw. spina alba. Pannę młodą natomiast prowadziło dwóch kolejnych chłopców. Najprawdopodobniej do tego obyczaju nawiązywało dwunastu paziów Zamoyskiego z pochodniami, które ponadto symbolizowały zaślubiny jako atrybut boga wesel Hymenajosa.

Oczywiście w przypadku ślubu Marysieńki i Zamoyskiego ceremonie te nie miały funkcji obrzędowej czy prawnej. Ślub kościelny odbył się dopiero następnego dnia, czyli 3 marca 1658 roku w kaplicy zamkowej w obecności króla Jana Kazimierza i opiekunki panny młodej, królowej Marii Ludwiki Gonzagi, a także licznego grona dworzan i przyjaciół.

Po śmierci Katarzyny Ordynację objął jej jedyny syn Jan. W 1648 roku Janów został zniszczony przez wojska Chmielnickiego. Cztery lata później mieszkańców przerzedziła zaraza. Dla podniesienia Janowa ze zniszczeń ordynat Jan Sobiepan Zamoyski zezwolił w 1652 roku na osiedlenie się w mieście Żydów i uprawianie przez nich rzemiosła. W 1660 roku do Janowa zostali sprowadzeni dominikanie, obejmując ufundowany przez ordynację kościół i klasztor. Przed 1661 roku powstał kahał żydowski (gmina wyznaniowa). Bezpotomna śmierć trzeciego ordynata w 1665 roku zakończyła ród wielkiego hetmana i stała się powodem zatargów rodzinnych.

W 1656 roku dowodził skuteczną obroną Zamościa przed Szwedami. W czasie bitwy pod Warką w 1656 roku dowodził - freikompanią dragońską (chorągwią lekkiej jazdy), tj. 300 końmi i chorągwią husarską w liczbie 137 koni.

W maju 1664 roku zapadł wyrok - śmierć na stosie. Ordynat złagodził karę, zamieniając stos i publiczną hańbę na katowski topór w ratuszowym więzieniu.

Przed śmiercią wójtowa rzuciła prorocze słowa: "Ponieważ z pałacu nie wyszła sprawiedliwość, to sąd w pałacu zamieszka. I nie prędzej go opuści niż własne okowy postawi. Oto nim rok minie wzywam dumnego ordynata na sąd boży. A nie zostanie po nim żaden dziedzic. I nad Zamościem zawisną czarne chmury". W niecały rok po wykonaniu wyroku na wójtowej, w Wielki Piątek 4 kwietnia 1665 roku III Ordynat Jan Sobiepan Zamoyski gwałtownie podupadł na zdrowiu. Skonał w wielkich męczarniach w Poniedziałek Wielkanocny. Nie doczekał się potomka, a córki zamrły wcześnie. A po jego śmierci rozgorzał spór o Zamość.

Jan Zamoyski "Sobiepan" zmarł w kwietniu 1665 roku, mając zaledwie 38 lat. Joachim Jerlicz zapisał w pamiętniku, "iż mu trucizna była dana". Biorąc pod uwagę tryb życia jaki Jan Zamoyski prowadził, jego stan zdrowia, owo Boy'owskie "coś więcej", nie wydaje się to przecież prawdopodobne. Zresztą, jego ojciec Tomasz Zamoyski zmarł mając 42 lata, a siostry: Joanna, żona Aleksandra Koniecpolskiego umarła w wieku 27 lat, Gryzelda, żona Jeremiego Wiśniowieckiego - 49 lat. Był ostatnim w linii męskiej potomkiem wielkiego kanclerza. Ciąże Marysieńki kończyły się poronieniami i śmiercią niemowląt. Po nim IV ordynatem zamojskim zostanie Marcin Zamoyski, w chwili śmierci potężnego krewniaka podstoli lwowski.

Choć głosił, że nie włączy się w wir życia dworskiego - to zaś było nierozdzielne z politycznym - mimo zapowiedzi, że będzie królem w swoim Zamościu, potęga nazwiska które nosił, potęga finansowa oraz faktyczna i potencjalna potęga militarna spowodowały iż było to niemożliwe. Owszem po urzędach w istocie tytularnych: krajczego, podczaszego koronnego, nawet wojewody kijowskiego choć to dało mu miejsce w senacie, w 1659 roku otrzymał dość ważny i wymagający niejakiej troski urząd wojewody sandomierskiego. Zarazem sejmy powoływały go do szeregu znaczących komisji, jak komisja do zapłaty żołdu wojska w 1659 roku, do zatwierdzenia paktów ze Szwedami kiedy zostaną zawarte w 1659 roku, do rewizji i inwentaryzacji skarbu koronnego w 1661 roku.

W rezultacie nie był i mógł być Sobiepanem, jak o sobie mówił. Nie był jednak i jedynym, który w swym sobiepaństwie nie zdołał wytrwać. Ironia losu sprawiła, że jego imię przetrwało przecież nie dzięki chwalebnym czynom, jak udzielona wojsku gwarancja, lecz dzięki kobiecie, o której mówiono, że "wziął ją z nędzy i panią uczynił" (zestawienie trafne, jeśli porównać sytuację obojga) a którą oskarżono, że odpłaciła się niewdzięcznością: dzięki Marysieńce, jak zwykło się ją nazywać, choć ozdobi ją królewska korona. Genialny pisarz Henryk Sienkiewicz i po części Tadeusz Żeleński-Boy spowodowali, że stał się znany bardziej niż wielu innych równie i nieporównanie bardziej dla kraju zasłużonych. Sobiepan chciał pozostać na uboczu. Przypadek sprawił, że nie będąc ani bardzo dobrym ani złym, ani rycerzem, ani politykiem, ani gospodarzem, mecenasem sztuki, czy człowiekiem pióra, nie przepadł w przeciętności.


Żródła:

Zamoyski Sobiepan w "Poczet sobiepanów"


Jan Zamoyski "Sobiepan" "w Wikipedii"


Jan Zamoyski "Sobiepan"


Jan Zamoyski "Sobiepan"


Jan Zamoyski "Sobiepan"