Joachim I [Napoléon] Murat (urodzony w La Bastide-Fortuniere 25 marca 1767 roku, zmarł w Castello di Pizzo, w Kalabrii 13 października 1815 roku) herb

Syn Pierr Murat-Jordy i Jeanny Loubieres, córki Pierr Loubieres i Jeanny Viellescazes.

18 maja 1804 roku otrzymał tytuł księcia Cesarstwa Francuzów i został gubernatorem Paryża oraz marszałkiem Francji. 15 marca 1806 roku otrzymał tytuł wielkiego księcia Kliwii i Bergu - panował do 1 sierpnia 1808 roku. Porucznik generalny Hiszpanii od 4 maja do 20 lipca 1808 roku. Wymarzonej korony polskiej nie otrzymał, zasiadł natomiast od 1 sierpnia 1808 roku na tronie Królestwa Neapolu i panował do 22 maja 1815 roku.

W Mortefontaine [Plailly?] poślubił w Urzędzie Stanu Cywilnego 20 stycznia 1800 roku, a następnie w Paryżu wziął ślub kościelny - 4 stycznia 1802 roku z Jej Cesarską Wysokością Karoliną Bonaparte (urodzona w Ajaccio na Korsyce 25 marca 1782 roku, zmarła we Florencji 18 maja 1839 roku) Księżną Cesarstwa Francuzów, hrabinę Lipona, córkę Karola Marii Buonaparte (Bonaparte) adwokata z Ajaccio i Jej Cesarskiej Wyskości Marii Letycjo Ramolino "Cesarzowej Matki".

Gaskończyk. Jeden z najwybitniejszych francuskich strategów i dowódców wojskowych okresu napoleońskiego.

Joachim Murat miał zostać księdzem. Rodzice zarządzali majątkiem rodziny Talleyrand w okolicach Tuluzy, prowadząc jednocześnie oberżę. W karierze duchownego, której miał patronować biskup Autun (Karol M. Talleyrand), widzieli jedyną szansę awansu społecznego dla swojego syna. Jednak nie spełnił ich oczekiwań. Nie dotrwał do ostatnich święceń, bo został wyrzucony z seminarium za romans z miejscową dziewczyną. Ku chwale francuskiej armii zaciągnął się do 12 pułku strzelców konnych.

Tak naprawdę to nigdy nie zrobiłby wielkiej kariery w wojsku, gdyby nie rewolucja i Bonaparte. Swoje pięć minut wykorzystał, gdy pomógł młodemu generałowi powstrzymać atak paryskiego tłumu na siedzibę Konwentu. Od tej chwili ich losy połączyły się na zawsze.

U boku Napoleona zrobił oszałamiającą karierę. Awansował na stopień generała, potem otrzymał buławę marszałkowską. Kiedy pojawiły się plotki o jego romansie z Józefiną, Napoleon oddał mu rękę swojej siostry Karoliny. Potem dołożył mu tytuły wielkiego admirała, wielkiego księcia Kliwii i Bergu, wreszcie króla Neapolu. Nam wypada żałować, że nie króla Polski.

W listopadzie 1806 roku dowodził oddziałem, który pierwszy dotarł do Warszawy. Mieszkańcy zgotowali Francuzom gorące przyjęcie, a samego dowódcę miał witać Jan Kiliński. Ceremonia okazała się zupełnym niewypałem, bo Murat nic nie rozumiał z tego co mówił do niego warszawski szewc. W końcu Kiliński wrzasnął na całe gardło: "Salve Rex Poloniae". Tego nikt nie musiał tłumaczyć.

Murat był człowiekiem próżnym i głupim, w gruncie rzeczy, nieuczciwym, niestałym i ulegającym wpływom, swej przewrotnej żony. O charakterze jego niewiele dobrego da się powiedzieć, lecz dokonał on wielu czynów wojennych i pozostawił po sobie pamięć człowieka niezwykłej odwagi osobistej. Pod tym względem wśród wyższych dowódców cesarskiej armii dorównywali mu tylko Ney, Lannes i Oudinot, nikt zaś go nie przewyższał.

Był świetnym kawalerzystą, potrafił dokładnie ocenić teren i znaleźć najlepsze miejsce do ataku. To jego umiłowanie do improwizacji miało swoje złe strony. Na przykład w trakcie wyprawy przeciwko Rosji, nie odpuszczał żadnej okazji, by pogonić za kozakami. Davout słał raporty do Napoleona: "Król Neapolu nie zwraca uwagi na porę dnia ani na siły nieprzyjaciela. Rzuca się naprzód ze swoimi harcownikami, wrzeszczy rozkazy aż do ochrypnięcia i jak wariat tańcuje przed nieprzyjacielską linią". Męczył konie i narażał oddziały na niepotrzebne straty. Często ludzie Davouta musieli go ratować z opresji, w które pakował się przez swoją nierozwagę. Skarga ta nie odniosła żadnego efektu, Muratowi nie odebrano dowództwa, a mało co nie skończyła się pojedynkiem między skłóconymi marszałkami.

Królowi Neapolu należy oddać, że zawsze walczył w pierwszym szeregu, wzbudzając tym zachwyt nawet u przeciwników. Co przy jego zamiłowaniu do dziwnych strojów - drugiej po koniach pasji było szczególnie ryzykowne. Wyróżniał się najbardziej ze wszystkich żołnierzy, więc ściągał na swoją osobę uwagę przeciwników.

Murat był przekonany o swoim geniuszu w dziedzinie mody. Podkomendni akceptowali jego oryginalny styl, ale do czasu, gdy poniosła go fantazja i zaprojektował dla nich ubiory. Wybuchł bunt. Dowódca uznał to za objaw prostactwa, ale zrezygnował ze swojego eksperymentu. Sam lubił zaskakiwać coraz to nowymi kompozycjami. W końcu zirytował tym samego Napoleona, który widząc jego fantastyczną kreację balową, kazał się mu przebrać, bo "wyglądał jak cyrkowiec Franconi".

Co ciekawe Murat nigdy nie nauczył się tańczyć. Podczas licznych balów tylko asystował swojej żonie - Karolinie. Kiedy tańczyła, przeważnie przyglądał się zabawie, trzymając jej rękawiczki i wachlarz. Za to nigdy nie odmawiał sobie ulubionego dania - kandyzowanych owoców przysyłanych mu przez matkę. Nawet podczas wystawnych przyjęć.

Ostatnią słabością syna oberżysty była skłonność do zdrady. O ile swobodne podejście do wierności względem małżonki można usprawiedliwić jej zachowaniem, to zdrady Cesarza nie. Cały okres Cesarstwa razem z małżonką spiskowali przeciwko dobroczyńcy. Po jego upadku ambitna i zaborcza siostrzyczka robiła wszystko by zatrzymać dla Murata koronę. Romans Karoliny z Metternichem uratował ich od detronizacji. Jednak nie na długo.

W 1815 roku Murat zdecydował się na najbardziej nierozważny krok w swoim życiu. Opowiedział się po stronie powracającego Napoleona. Tym razem został sam. Dosłownie, bo wojsko, które miało stawić czoła Austriakom rozpierzchło się. Próbował wywołać jeszcze powstanie przeciwko okupantom, ale został schwytany i postawiony przed sądem. Prokuratorowi przypomniał jego miejsce w szeregu: "Jestem Joachim - Król Obojga Sycylii. Precz!".

Ale oni nie potrzebowali dowodów. Wystarczy zapoznać się z dekretem, na podstawie, którego go skazano: "Art. 1. Generał Murat będzie sądzony przez komisję wojskową w składzie ustalonym przez ministra wojny. Art. 2. Skazańcowi przysługuje najwyżej pół godziny na posługę religijną". Wszystko było jasne. Wyrok wykonano 13 października 1815 roku.

Joachim Murat, miał sporo wspólnych cech charakteru z Lannesem i Augereau, jako to upodobanie do przeklinania i do kolekcjonowania dam. Ta powtarzająca się jak czkawka u marszałków napoleońskich zbieżność dwóch perfekcji prowokuje wręcz do rozmyślań filozoficznych. Nie ustępował Lannesowi i Augereau w odwadze, za to lepiej znal się na koniach i na strojach. Jako znakomity kawalerzysta (wyćwiczył się w młodości, uciekając konno przed roszczącymi sobie różne pretensje "narzeczonymi") objął Murat w Wielkiej Armii stanowisko naczelnego dowódcy kawalerii i utrzymał je chlubnie prawie do końca I Cesarstwa. Prawie, bo tuż przed końcem zdradził i uciekł, oczywiście konno.

Jeśli chodzi o ubiory, to były one przez całe życie największym hobby Murata, większym nawet od kobiet. Znie­cierpliwiony brakiem fantazji u krawców, sam sobie projektował wdzianka, przeciętnie jedno tygodniowo. Łączył w nich śmiało elementy francuskie, kaukaskie, tureckie, szkockie, polskie, włoskie, hiszpańskie, skandynawskie, indyjskie i południowo-amerykańskie, afrykańskie i zapożyczone z namiotów trup komedianckich, ludowe i dandysowskie - wszystkie. Przekonany o swym geniuszu w tej materii, zaprojektował również podobne koktajle odzieżowe dla swych sztabowców, a ci wówczas podnieśli otwarty bunt pod hasłem: "Precz z tą oślą liberią!". Był to dla niego ciężki cios. Jeszcze cięższy spotkał go ze strony cesarza, na balu, na którym Murat pojawił się w swoim nowym arcydziele. W poważnych monografiach historycznych pisze się, że Napoleon wygnał go z sali mówiąc, iż wygląda "jak cyrkowiec Franconi". Być może cesarz tak powiedział; z tego, co ja wiem opierając się na własnych źródłach, Bonaparte powiedział po prostu:

"Wracaj do domu i przebierz się w mundur! Wyglądasz jak małpa w cyrku!".

Uwielbiająca stroje i kolory małżonka Bonapartego, Kreolka Józefina, miała jednakowoż odmienne zdanie. Pewnego razu Murat wydał śniadanie dla kilku swoich kumpli-kawalerzystów i po kilku butelkach szampana zaprezentował im z całą dyskrecją butelkę kreolskiego rumu (nacisk był położony na słowo k r e o l s k i), otrzymaną od "najpiękniejszej kobiety w Paryżu, która nauczyła go sposobu przyrządzania tego trunku oraz wielu innych rzeczy!". Gratulacje, które otrzymał od rozbawionych biesiadników, były tak głośne, że dotarły do uszu Napoleona, ale wkrótce Murat stał się jego szwagrem i wszystko zostało w rodzinie. Z Bonapartem związał się sposobem gaskońskim. Podszedł do niego tuż przed wyruszeniem "boga wojny" na kampanię włoską i powiedział:

"Generale, nie masz adiutanta w stopniu pułkownika. Proponuję siebie na to stanowisko".

Propozycja została przyjęta, a kawaleryjska brawura Murata w tej i w następnych kampaniach nagrodzona kolejno stanowiskami: generała, marszałka, Wielkiego Admirała Francji, księcia Bergu i Kliwii, i w końcu króla Neapolu. No i jeszcze wspomnianym: cesarskiego szwagra. Z żoną, siostrą Napoleona Karoliną Bonaparte, licytował się Murat w popularnej grze małżeńskiej pt.: kto kogo więcej razy zdradzi? Biografowie nie odnotowali, kto z tej dobranej pary odniósł zwycięstwo (historycy są kiepscy w matematyce), odnotowali natomiast, że państwo Murat równie cierpliwie intrygowali i spiskowali przeciw swemu dobroczyńcy, i z inicjatywy Karoliny, sypiającej z ministrami wrogich Napoleonowi mocarstw, zdradzili go w roku 1813.

Gdy tylko Murat otrzymał wiadomość o wylądowaniu cesarza w Cannes, nie czekając na informacje z Paryża przerwał swe bale i ucztowania, wkroczył z armią do Państwa Kościelnego, zajął Rzym, Florencję, Bolonię i posunął się aż po linię Padu. Ale wojska jego nie były kawalerią rezerwową Wielkiej Armii. Byli to Neapolitańczycy, o których dawny ich król powiedział: "Czy ubierzesz ich na niebiesko, czerwono czy zielono - wszystko jedno - zawsze uciekną". Murat zastąpił drogę Austriakom nad Padem i żołnierze jego uciekli. 13 października 1815 roku Joachim Murat wylądował w Pizzo w Kalabrii, tam gdzie przed sześciu laty wywiesił swoją królewską flagę. Sądził, że uda mu się wywołać powstanie wśród swoich dawnych poddanych i wrócić na tron. Został pojmany i rozstrzelany tego samego dnia.


Żródła:

Joachim Murat