Michał I Stefan Augustyn Radziejowski herbu Jastrzębiec (urodzony w Radziejowicach 3 grudnia 1645 roku, zmarł w Gdańsku 13 października 1705 roku)

Syn Hieronima Radziejowskiego herbu Jastrzębiec podkanclerzego koronnego i jego drugiej żony, Eufrozyny Eulalii z Tarnowskich herbu Leliwa.

Z Bożej łaski i Stolicy Apostolskiej Arcybiskup Gnieźnieński, Legat Urodzony, Prymas i pierwszy Książę Korony Polskiej..

W latach 1658 do 1687 był podkanclerzym koronnym, później został kardynałem, a następnie w 1687 roku został arcybiskupem gnieźnieńskim, prymasem Polski i automatycznie legat papieski w Polsce. Interrex Królestwa Polskiego od 17 czerwca 1696 roku do 15 września 1697 roku i od 16 lutego 1704 roku do 4 października 1705 roku.

Urodził się 3 grudnia 1645 roku w Radziejowicach. Już jako dziecko Radziejowski wciągnięty został do rozgrywki między swym ojcem a dworem królewskim. Wraz z bratem Stanisławem przybył na sejm do Warszawy, gdzie 15 lutego 1652 roku wspólnie złożyli na ręce marszałka suplikę z prośbą o łaskę dla ojca i dekret uniewinniający go, wydany przez Trybunał w Piotrkowie. 6 marca zaś ponownie stanęli przed izbą poselską, prezentując list ojca do posłów, w czasie odczytywania którego teatralnymi gestami próbowali wpłynąć na ukształtowanie pomyślnej dla ojca opinii szlacheckiej. Po ucieczce ojca z kraju Radziejowski znalazł się pod opieką stryja Mikołaja, kaszt, łęczyckiego, który wysłał go na naukę do kolegium jezuickiego w Rawie. Wiosną 1654 roku młodzi Radziejowscy ponownie wystąpili publicznie, wysyłając na sejmik w Środzie (a może i na inne) suplikę, w której prosili szlachtę o zniesienie konstytucji skazującej ich ojca, ale bez rezultatu. Zapewne ok. 1657 roku wysłany został Radziejowski do Paryża, gdzie uczył się w jezuickim kolegium Harcourt (wg J. Korytkowskiego) lub w College de Fremont (wg Mongrillona). Obawiając się kary za mimowolnie spowodowaną śmierć jednego z kolegów przerwał jednak naukę i wrócił do kraju. Zapewne z pomocą królowej Ludwiki Marii, wraz z bratem Stanisławem, wysłany został Radziejowski około 1660 roku na studia do Pragi. W sierpniu 1661 roku przybył do Wrocławia, gdzie znajdował się jego ojciec i wraz z nim wrócił do kraju. Zapewne już wcześniej został przeznaczony do stanu duchownego i w tym celu ojciec skierował go (w roku 1662?) na studia teologiczne do Rzymu. Jednocześnie miał tam zabiegać u papieża o dyspensę dla ojca, który zamierzał rozwieść się z żoną i zostać duchownym. W Rzymie Radziejowski odkrył przypadkowo, że przeciw dyspensie dla ojca działał bp krakowski Andrzej Trzebicki, przejmujący przez swego sługę listy Hieronima. Ujawnienie przez Radziejowskiego tej sprawy odbiło się głośnym echem w Rzeczpospolitej.

Po ukończeniu studiów Radziejowski przyjął w roku 1668 święcenia kapłańskie w Rzymie i w tego roku wrócił do kraju. Po śmierci ojca opiekę nad nim sprawowali zapewne opat paradyski Kazimierz Szczuka i bliski krewny (brat cioteczny ojca) Jan Sobieski, temu ostatniemu zawdzięczał Radziejowski służbę na dworze Michała Korybuta, gdzie został sekretarzem królewskim. Otrzymał równocześnie kanonię warszawską. Za staraniem Sobieskiego otrzymał też Radziejowski od prymasa Mikołaja Prażmowskiego kanonię gnieźnieńską fundi Trląg, którą objął 11 sierpnia 1672 roku. Jako kapelan hetmański był przy boku Sobieskiego w czasie bitwy pod Chocimiem w r. 1673 roku. Zdobytą tam wielką chorągiew turecką miał Radziejowski zawieźć do Rzymu, dokąd udał się w poi. lutego 1674 roku, ale ostatecznie przekazał ją papieżowi Chryzostom Gniński. W czasie elekcji 1674 roku pośredniczył między Sobieskim a posłem cesarskim hrabią Schaffgotschem. Po elekcji Sobieskiego na króla Radziejowski pozostawał przy jego osobie, wypełniając różnego rodzaju misje - był przy królu w czasie kampanii zimowej 1674 roku na Ukrainie, jako poseł królewski jeździł w końcu 1675 roku na sejmik bełski. Szybko też powiększał swoje beneficja, już 5 lutego 1676 roku podpisał na sejmie w Krakowie zaprzysiężone przez Jana III prawa generalne jako kanonik katedralny krakowski i proboszcz kolegiaty Św. Michała. 19 maja 1677 roku był obecny przy potwierdzaniu elektorowi brandenburskiemu Fryderykowi Wilhelmowi lenności w Lęborku i Bytowie. Był z królem w Gdańsku, skąd 17 grudnia 1677 roku Jan III polecił go papieżowi do godności biskupa warmińskiego. Proces informacyjny przeprowadził nuncjusz P. Vidoni w Lublinie w marcu 1678 roku. Mianując Radziejowskiego biskupem bez zgody kapituły król spotkał się z jej oporem i nominację chwilowo wycofał, umieszczając jednak swego protegowanego wśród czterech kandydatów. Celem spełnienia wymagań stawianych kandydatom na biskupstwo warmińskie Radziejowski postarał się o kanonię warmińską (objął ją 5 sierpnia 1678 roku), a następnie - z pomocą króla - o indygenat pruski. Ulegając woli króla kapituła obrała więc Radziejowskiego 31 października 1678 roku biskupem. Dopiero jednak 23 września 1680 roku papież zatwierdził tę nominację, a 11 października 1680 roku przekazał Radziejowskiemu administrację diecezji warmińskiej, którą ten objął 15 listopada przez pełnomocników. Także w roku 1680 otrzymał Radziejowski w komendę prepozyturę generalną bożogrobców w Miechowie (miał ją do roku 1700). Na sejmie 1678/79 roku, za zasługi ojca i własne przywrócono Radziejowskiemu dobra Mszczonów i Zator (województwo rawskie), został także wyznaczony na jednego z komisarzy do rozpatrzenia pretensji elektora brandenburskiego (komisja nie odbyła się). W lutym 1680 roku, wraz z kanclerzem koronnym Janem Wielopolskim, wysłany został przez króla do markiza F. de Bethune'a w celu uzyskania informacji o polityce Francji po pokoju w Nimwegen. Przysięgę senatorską złożył Radziejowski na sejmie 25 stycznia 1681 roku, a w dzień później w kolegiacie Św. Jana przyjął sakrę biskupią z rąk biskupa krakowskiego Jana Małachowskiego. Przygotowując się do wojny z Turcją Rzeczpospolita poszukiwała sojuszników - w tym celu do pertraktacji z ambasadorami obcych państw (Francji, Austrii, Papiestwa i Brandenburgii) wyznaczona została trzyosobowa komisja, w skład której wszedł i Radziejowski. Od chwili objęcia biskupstwa warmińskiego i równocześnie przewodnictwa stanów Prus Królewskich wyraźnie zmienił się stosunek Radziejowskiego do Jana III. Mimo formalnej współpracy politycznej starał się on zachować pewną niezależność, widoczną zwłaszcza w sprawach dotyczących elektora brandenburskiego, od którego Radziejowski był w pewnym stopniu zależny ekonomicznie. Uwidoczniło się to np. przy okazji nieprzychylnie przyjętego przez dwór warszawski ślubu Ludwika Hohenzollerna z Ludwiką Karoliną Radziwiłłówną w roku 1681.

Latem 1681 roku wyruszył Radziejowski na Warmię. 22 lipca był w Lidzbarku, skąd przystąpił do objazdu diecezji. 29 września odbył ingres do katedry we Fromborku, 16 stycznia 1682 roku odebrał w Lidzbarku hołd od stanów warmińskich. Przez kilka najbliższych lat wiele czasu spędzał na Warmii wypełniając swe obowiązki biskupie. Osobiście przeprowadził wizytację kanoniczną w Elblągu (7-10 stycznia 1683 roku) i w Królewcu (5-9 lipca 1683 roku), polecił wydanie drukiem agendy diecezjalnej (opracowanej na jego polecenie przez oficjała), interesował się pracą duszpasterską kleru oraz jego sytuacją materialną. Zadbał o upiększenie swojej biskupiej rezydencji w Lidzbarku (ozdobił kaplicę) i o uświetnienie wnętrza katedry fromborskiej (ufundował rokokowe, inkrustowane srebrem stalle, oraz w roku 1689 podarował złotą statuę św. Andrzeja), położył kamień węgielny pod budowę murowanego kościoła Jezuitów w Świętej Lipce (1688). Nie najlepiej układały się jednak jego stosunki z kapitułą, ponieważ lekceważył jej uprawnienia i narzucał na wakujące prebendy kanonicze swoich nominałów. Przez kilka najbliższych lat skupił uwagę na sprawach swej diecezji. Nadal uczestniczył w życiu politycznym kraju. Latem 1682 roku był w Jaworowie na radzie senatu. Na sejmie 1683 roku, poparł projekt aliansu polsko-austriackiego, zadeklarował wystawić swoim kosztem 200 rajtarów na wyprawę przeciw Turkom. W rozpatrywanej wówczas sprawie podskarbiego wielkiego koronnego Jana Andrzeja Morsztyna starał się zająć dość umiarkowane stanowisko. Jako jeden z komisarzy do prowadzenia śledztwa zajmował się rewizją akt sprawy, ale uważał, że szyfrowane listy Morsztyna nie stanowią wystarczającego dowodu do jego skazania. Uczestniczył też w publicznej audiencji danej 14 marca de Vitry'emu, w czasie której oskarżył go o knowania przeciwko królowi i Rzeczpospolitej. Na sejmie tym wyznaczony został na komisarza do rokowań z elektorem brandenburskim w sprawie Elbląga, a także deputatem do spisania konstytucji. Latem 1683 roku wizytował swoją diecezję - będąc w Królewcu wystąpił w obronie dyskryminowanych tam katolików. 16 lipca tego roku otworzył obrady sejmiku generalnego pruskiego, w czasie których stany poleciły mu przekazać Janowi III wyrazy poparcia w walce z opozycją. Zasłaniając się brakiem zgody stanów na opuszczenie Prus Radziejowski nie wziął udziału w wyprawie pod Wiedeń, ale wystawił dwie chorągwie rajtarów.

Na sejmie 1685 roku (przybył dopiero 15 marca), dzięki poparciu królowej, Radziejowski mianowany został podkanclerzym koronnym mimo sprzeciwu sejmujących. Ostatecznie na nowym urzędzie utrzymał się, lecz specjalną konstytucją sejmową szlachta zastrzegła wyjątkowość połączenia w jednym ręku pieczęci z biskupstwem warmińskim. Z sejmu tego wyznaczony został do komisji, która w początku stycznia 1686 roku miała w Piltyniu rozpatrywać skargi szlachty na księcia kurlandzkiego oraz pretensje tamtejszego duchowieństwa. Jednocześnie wyznaczony został na rezydenta do boku króla na drugie półrocze 1685 roku. Wziął udział w odbytej 30 czerwca 1685 roku radzie senatu i podpisał uchwałę o wysłaniu do Francji i Wenecji poselstwa w sprawie posiłków przeciw Turcji i potwierdzenia przyjaźni. Ponieważ przewidywany na posła do Paryża Jan Wielopolski odmówił wyjazdu, brano pod uwagę możliwość wysłania tam Radziejowskiego. Wskutek kategorycznego sprzeciwu Ludwika XIV (efekt sprawy Morsztyna) z zamiaru tego jednak zrezygnowano i w tej sytuacji Jan III planował wysłanie go do Wenecji, do czego Radziejowski poważnie się w ciągu 1686 roku przygotowywał. W bulwersującej wówczas opinię sprawie objęcia przez Stefana Wierzbowskiego arcybiskupstwa gnieźnieńskiego Radziejowski, zgodnie ze stanowiskiem papieża, zajął postawę zdecydowanie wrogą wobec nominata królewskiego. Zawdzięczając swą dotychczasową karierę Sobieskiemu i starając się w zasadzie lojalnie popierać politykę tego króla, Radziejowski w roku 1686 zbliżył się do opozycji. 9 września 1686 roku otrzymał bowiem, obok Jana Kazimierza Denhoffa, nominację na kardynała od papieża Innocentego XI, czego nie życzył sobie król ze względu na pozycję swych synów, którzy musieliby zajmować miejsce po kardynałach. Swojemu niezadowoleniu dał król wyraz odmawiając wręczenia Radziejowskiemu kapelusza kardynalskiego. Zawiózł go Radziejowskiemu i wręczył wraz z bullą papieską w Kryłowie 15 stycznia 1687 roku wysłannik papieski A. Cusani. Obawy Jana III rychło się zresztą potwierdziły. O ile z Denhoffem problemów takich nie było, to przebywający często na dworze Radziejowski natychmiast wszedł w ostry konflikt z królem, domagając się przestrzegania protokołu. Jan III groził nawet oddaniem sprawy honorów do rozpatrzenia sejmowi, co mogło się skończyć dla Radziejowskiego niepomyślnie, gdyż szlachta coraz bardziej wrogo nastawiona była do niego za kumulowanie godności i nadmierną wyniosłość. Ta ostatnia cecha stała się też przyczyną rozdźwięków między Radziejowskim a duchowieństwem. Złe stosunki Radziejowskiego z dworem spowodowały, że ostatecznie nie on, ale bp przemyski Stanisław Zbąski wysłany został w poselstwie do cesarza, papieża i Wenecji. W tej sytuacji Radziejowski porzucił obóz dworski i związał się z opozycją. Chcąc uniknąć konfliktów prestiżowych, jakie wynikały z kardynalskiej godności Radziejowskiego 21 maja 1687 roku mianował go król arcybiskupem gnieźnieńskim. Wybór przez kapitułę odbył się 26 czerwca tego roku, jednakże bullę translacyjną papież wystawił dopiero 17 maja 1688 roku. 22 lipca tego roku objął Radziejowski arcybiskupstwo gnieźnieńskie przez pełnomocnika Kaspra Chądzyńskiego.

Nominacja nie skłoniła Radziejowskiego do zerwania z opozycją. Podobno jego podpis figurował pod sporządzonym przez nią w Warszawie latem lub jesienią 1687 roku aktem wykluczającym Piasta (chodziło o Jakuba Sobieskiego) z grona kandydatów do korony w wypadku spodziewanej śmierci Jana III. Nie przeszkadzało to Radziejowskiemu zresztą wcale w ubieganiu się o pieczęć wielką koronną. Podobno, jako inicjator kolejnego spisku antykrólewskiego, w początku 1688 roku nie spieszył się z przybyciem na sejm grodzieński. Do Grodna zjechał dopiero w początku marca tego roku, już po zerwaniu obrad i pod wpływem pogłosek o wykryciu tego spisku zmienił częściowo front. W swym wotum na radzie senatu 15 marca poparł stanowisko dworu, ostro potępił antykrólewską mowę Jana Odrowąża Pieniążka, a wreszcie wyparł się wszelkiego udziału w spisku opozycji. Przez najbliższe miesiące Radziejowski starał się więc zachowywać dobre stosunki z dworem. Latem 1688 roku odbywał jakieś potajemne konferencje w Warszawie z malkontentami pruskimi w związku ze śmiercią elektora Fryderyka Wilhelma. W lipcu tego roku uczestniczył w toczących się w Wilanowie rokowaniach z posłem brandenburskim A. Dohną w sprawie hołdu nowego elektora z dóbr lennych i istniejących kontrowersji między obu państwami. Przy tej okazji wysunął niemiły elektorowi projekt oddania spraw spornych do rozpatrzenia sejmowi oraz przypomniał, że Prusy Książęce siłą i podstępem zostały oderwane od Rzeczypospolitej. W końcu 1688 roku Radziejowski w listach na sejmiki opowiedział się za królewskim projektem zakończenia wojny z Turcją i wycofania się z Ligi Świętej. Był na sejmie warszawskim 1688/89 roku, w czasie którego starał się mediować między opozycją a dworem. Wraz z nuncjuszem O. Cantelmim skłonił króla, aby zgodził się na kompromis w sprawie dóbr neuburskich, choć akcję tę Sapiehowie storpedowali, zabiegał też bezskutecznie o pogodzenie Jana III z Sapiehami. Był przewodniczącym komisji badającej dowody spisku opozycji z obcymi państwami, która nie przyniosła jednak rezultatu ze względu na naciski nuncjusza i posła cesarskiego. W konflikcie biskupa wileńskiego Kazimierza Brzostowskiego z posłem Kazimierzem Dąbrowskim, stronnikiem sapieżyńskim, potępił tego ostatniego i ulegając naciskowi biskupów, którzy stanęli w obronie Brzostowskiego, rzucił 3 kwietnia 1689 roku interdykt na kościoły warszawskie, ale już wieczorem go wycofał. Podczas tego sejmu złożył Radziejowski pieczęć, przy czym domagał się specjalnego podziękowania za swe prace, co doprowadziło do ostrego konfliktu z senatorami. Jesienią 1689 roku udał się Radziejowski do Rzymu w celu wzięcia udziału w konklawe. Mimo nieobecności w kraju na sejmie 1690 roku wyznaczony został na deputata do boku króla na czas projektowanej kampanii przeciw Turcji, a także senatorem rezydentem na 2. pół. tego roku Powracając z Rzymu, zatrzymał się w Wiedniu, gdzie 22 sierpnia 1690 roku, z polecenia Jana III, konferował z ministrami cesarskimi w sprawie aliansu polsko-austriackiego oraz przyszłości Mołdawii i Wołoszczyzny. Jego negocjacje nie przyniosły pożądanych przez Sobieskiego rezultatów. Snuł też Radziejowski plany reprezentowania króla i Rzeczypospolitej jako mediatorów na kongresie pokojowym między Francją i Austrią, którego zwołanie projektował nowo wybrany papież Aleksander VIII, do czego jednak z powodu zmiany układów międzynarodowych i rychłej śmierci papieża nie doszło.

Tym niemniej plany Radziejowskiego wyraźnie wskazują na jego ambicje. Może w związku z tym doszło na przełomie lat 1691/92 do kolejnego krótkotrwałego zbliżenia Radziejowskiego z dworem, który zmierzał do porzucenia więzów Ligi Świętej i zbliżenia z Francją. W opinii dyplomatów francuskich R. uchodził za stronnika francuskiego i przy ewentualnej elekcji po śmierci Jana III spodziewano się jego poparcia dla kandydatury Aleksandra Sobieskiego. Już w końcu 1692 roku Radziejowski zmienił jednak front i znalazł się ponownie w obozie malkontentów, pospiesznie montujących spisek antydworski. Byt obecny na sejmie grodzieńskim w 1693 roku oraz na majowej radzie senatu. Gdy na drugi sejm tego roku w Warszawie nie mógł przybyć chory Jan III i zlecił Radziejowskiemu przewodnictwo obrad, ten obraziwszy się, „że do niego w liście od króla jm. napisano... jako do woźnego" (K. Sarnecki), nie przybył w ogóle do Warszawy. Próbował za to w lutym 1694 roku pośredniczyć w sporze między wojewodą wileńskim Kazimierzem Sapiehą a biskupem wileńskim K. Brzostowskim, ale ponieważ stał zdecydowanie po stronie tego pierwszego, rokowania zostały zerwane. Ponadto, gdy Brzostowski rzucił 18 kwietnia tego roku klątwę na Sapiehę, Radziejowski - jako legatus natus - zawiesił ją, a samego biskupa wezwał przed swój sąd. Przeciw temu bezprawnemu posunięciu Radziejowskiego zaprotestował jednak nuncjusz A. Santa Croce i sprawa oparła się o sąd papieski. Radziejowski nie stał jednak bezkompromisowo w szeregach opozycji, a raczej starał się zajmować pozycję niezależnego mediatora, niejako trzeciej siły w kraju. W sprawach mogących zaś przynieść korzyść jemu i Rzeczypospolitej popierał nawet posunięcia Jana III. Gdy ten np. próbował wzmocnić pozycję Rzeczypospolitej wobec sąsiadów i czerpać zyski z handlu bałtyckiego, zawierając traktat z Danią i Szwecją o ochronie handlu, Radziejowski zdecydowanie, choć bezskutecznie, ten projekt popierał, mimo sprzeciwu Gdańska i wielu senatorów. Na sejmie 1695 roku próbował ponownie pośredniczyć między opozycją lit. a dworem i Brzostowskim. Użyty przez posłów lit. za pośrednika w sprawie objęcia laski marszałkowskiej przez Andrzeja Kryszpina Kirszenszteina starał się skłonić Litwinów do zgody, ale znowu bez rezultatu. Nie udało mu się także pogodzić Sapiehy z Brzostowskim, skutecznie za to pośredniczył w pertraktacjach tego pierwszego z nuncjuszem Santa Croce. Zarazem jednak w imieniu opozycji Radziejowski w czasie sejmu 1695 roku i po jego zerwaniu kontaktował się z ambasadorem francuskim M. de Polignakiem i złożył mu ofertę współpracy za dużą sumę pieniędzy, na co jednak Ludwik XIV się nie zgodził.

Po śmierci Jana III Sobieskiego pozycja Radziejowskiego, jako interreksa stworzyła mu szerokie pole dla tak upragnionej samodzielnej działalności politycznej. Do Warszawy przybył dopiero 24 czerwca 1696 roku i 27 czerwca zwołał radę senatu w celu ustalenia terminu konwokacji. Proponowane wówczas przez Radziejowskiego sprawy porządkowe zostały przez radę odrzucone. Starał się doprowadzić do pogodzenia Marii Kazimiery z synem Jakubem, zdając sobie sprawę ze szkodliwości rodzinnych kłótni dla ewentualnego obioru któregoś synów Jana III na tron, czego zapewne był początkowo, zwolennikiem. Jego wysiłki nie ha wiele się jednak zdały, a ponadto polityczni .sojusznicy Radziejowskiego byli zdecydowanie - przeciwni dalszemu - panowaniu Sobieskich. W dniu rozpoczęcia konwokacji - 29 sierpnia - w czasie uroczystego nabożeństwa w kościele Św. Jana - Radziejowski zamierzał, wzorem królów, siedzieć pod baldachimem, co wywołało powszechne niezadowolenie szlachty ż. marszałkiem sejmu Stefanem Humieckim na czele. Wobec uporu Radziejowskiego spór doprowadził do wyjścia z kościoła wielu posłów z protestacjami. Do ponownych zadrażnień doszło, gdy Radziejowski zajął w senacie miejsce należne królowi i nie ustąpił mimo perswazji senatorów, wobec czego zmienili, oni swoje miejsca siadając przy prymasie. Gorzej powiodło mu się jednak z posłami. Gdy w ostry sposób przerwał mowę marszałka poselskiego wzniecił takie oburzenie, iż musiał „rejterować" z izby. Po kolejnych kłótniach Radziejowskiego z Humieckim 19 września doszło do rozdwojenia obrad. Przeciwnicy Radziejowskiego domagali się odebrania mu władzy i powierzenia jej biskupowi kujawskiemu Stanisławowi Dąmbskiemu. Animatorami wrogich Radziejowskiemu wystąpień byli Lubomirscy i Feliks Potocki, którzy chcieli zmusić go w ten sposób do zerwania z Sobieskimi, a królową wdowę do opuszczenia Warszawy. W tak zaognionej sytuacji Radziejowski nosił się z zamiarem zwołania pospolitego ruszenia w celu rozprawy z opozycją. Po opuszczeniu Warszawy przez Marię Kazimierę doszło 31 sierpnia do pogodzenia Lubomirskich z Radziejowskim, który porzucił ostatecznie kandydaturę Sobieskiego i zbliżył się do Francji. Na wieść o zawiązaniu konfederacji przez armię koronną Radziejowski proponował akcję militarną przeciw związkowcom, ale natrafił w tej sprawie na opór posłów. Po zerwaniu sejmu konwokacyjnego przez Horodyńskiego Radziejowski przedstawił własny projekt konfederacji generalnej w celu ocalenia Rzeczypospolitej przed wojną domową, który przez część obradujących został przyjęty 29 września tego roku. 24 października Radziejowski zawarł umowę z Polignakiem w sprawie poparcia do tronu polskiego kandydatury Franciszka Ludwika de Bourbon księcia Contiego, a następnie obiecał pozyskać dlań głosy także innych dotychczasowych stronników Sobieskich. Jego udział w kampanii na rzecz Contiego kosztował skarb francuski kilkadziesiąt tysięcy talarów. Bezskutecznie starał się też o otrzymanie jakiegoś opactwa we Francji.

Zdając sobie sprawę z konieczności likwidacji konfederacji wojskowej Bogusława Baranowskiego, czynił Radziejowski w tym kierunku gorączkowe starania. Tej głównie sprawie były poświęcone dwie zwołane przez Radziejowskiego rady senatu: 28 lutego i 13 kwietnia 1697 roku. Gdy jednak dwie komisje skarbowe nie przyniosły rezultatu, Radziejowski próbował doprowadzić do trzeciego posiedzenia komisji, wzywając jednocześnie szlachtę na pospolite ruszenie (14 kwietnia 1697 roku). Jego polityka umożliwiła ostatecznie 11 maj tego roku likwidację związku wojskowego. Podczas kwietniowej rady senatu próbował Radziejowski przeprowadzić uchwałę o ustanowieniu stałych rezydentów Rzeczypospolitej na dworach: pruskim, rosyjskim i szwedzkim. W efekcie powiodło mu się tylko w przypadku Szwecji. Przed elekcją pożyczył Polignakowi dużą sumę pieniędzy na prowadzenie akcji na rzecz kandydata francuskiego. Obawiając się jednak o jej rezultat, na spotkaniu w Łowiczu 6 kwietnia 1697 roku z posłem francuskim Fr. Chateauneufem, nalegał aby Conti natychmiast po wyborze na króla przybył do Polski.

Na elekcji (15 maj - 28 czerwca 1697 roku) Radziejowski działał jednak mało zdecydowanie na rzecz Contiego, starając się zachować pozory neutralności i zapewne nie doceniając energii i zdecydowania przeciwników. Mimo więc, iż pierwszy dzień elekcji przyniósł zdecydowany sukces kandydatowi francuskiemu, Radziejowski, przez swój zbytni legitymizm, przeniósł obliczanie głosów z reszty województw na dzień następny, co w efekcie przyniosło Contiemu przegraną. Błąd Radziejowskiego wykorzystali bowiem skrzętnie agenci sascy i wielu niezdecydowanych jeszcze elektorów przeciągnęli na stronę Fryderyka Augusta Wettyna. 27 czerwca mimo wyraźnie już ukształtowanej opozycji, Radziejowski proklamował królem Contiego, ale gdy przeciwnicy odpowiedzieli na to wyborem Sasa, próbował bezskutecznie przez kilka dni (28 czerwca -5 lipca) z nimi pertraktować. Jednocześnie 29 czerwca zawiadomił elektora saskiego, że legalna jest tylko elekcja Contiego i prosił, aby Fryderyk August nie przyjmował korony. W początku lipca Radziejowski wraz z Lubomirskimi i Sapiehami konferował z Polignakiem nad dalszymi posunięciami mającymi pomóc Contiemu. Brak determinacji ze strony Ludwika XIV w działaniach na rzecz Contiego irytował Radziejowskiego. Ulegając namowom Polignaka zdecydował się jednak na wysłanie do Paryża 10 sierpnia poselstwa na czele ze swym krewnym Jerzym Towiańskim, kasztelanem sieradzkim, które przybyło do stolicy Francji dopiero 30 sierpnia. Radziejowski próbował też doprowadzić do przeforsowania elekcji Contiego na zwołanym do Warszawy 25 sierpnia zjeździe Ťna poparcie wolnej elekcji francuskiego kandydata. Zjazd ten przekształcił się 28 sierpnia w rokosz generalny, zrezygnowano z ponowienia elekcji na rzecz zbrojnej demonstracji i oprotestowania wyboru Sasa. Żądał też Radziejowski bezzwłocznego przybycia Contiego do Polski, choćby poprzez Turcję.

Po koronacji Augusta II w Krakowie (15 września) Radziejowski przeniósł się do Łowicza, skąd wezwał szlachtę do stawienia się 10 października pospolitym ruszeniem w celu zbrojnego poparcia Contiego, wyznaczając poszczególnym dzielnicom (Wielkopolsce, Małopolsce i Litwie) odrębne punkty zborne. Nie podejmował jednak na jego rzecz żadnych energiczniejszych działań, obawiając się wojny domowej. Jego próby zgromadzenia pod Warszawą części szlachty w celu ponownego ogłoszenia elekcji Contiego były już mocno spóźnione. Nie udał się też ostatecznie do Oliwy na powitanie przybyłego wreszcie we wrześniu, z Francji elekta, a ograniczył się tylko do wysłania tam deputacji na czele z biskupem płockim Andrzejem Chryzostomem Załuskim. Po ucieczce Contiego Radziejowski podjął antysaską akcję u papieża. Opisał mu gwałty Sasów wobec klasztoru oliwskiego, prześladowanie duchowieństwa katolickiego, wzrost aktywności protestantów w kraju oraz poddawał w wątpliwość szczerość przejścia na katolicyzm przez Augusta. Powoli zdawał sobie sprawę z beznadziejności dalszej walki z Sasem, ale pragnął za cenę kapitulacji wytargować od niego jak największe korzyści osobiste. Pewne znaczenie miał tu także fakt, że Radziejowski obawiał się ograniczenia przez nowego władcę wpływów politycznych grupy, którą reprezentował. Wyrazem tego był kolejny zwołany przez Radziejowskiego 29 stycznia 1698 roku zjazd rokoszan do Łowicza na 18 lutego tego roku. Doszło na nim 26 lutego do rozłamu między grupą Małopolan (z Hieronimem Lubomirskim i Adamem Sieniawskim na czele) - gotową pod pewnymi warunkami uznać Augusta II, a Wielkopolanami, z Radziejowskim i Humieckim na czele, którzy formalnie opowiadali się za dalszym oporem. W gruncie rzeczy było to jednak spowodowane tylko rozgrywką taktyczną. Rokowania z Radziejowskim, prowadzone w kwietniu 1698 roku w Łowiczu przez komisarzy Augusta II, przy pośrednictwie nuncjusza C. Paulucciego, doprowadziły do wstępnego porozumienia. Radziejowski zgodził się uznać Augusta pod pewnymi warunkami, dla siebie uzyskał zapewnienie spłaty części długów zaciągniętych przez Polignaka. Warunki polityczne sprecyzowane zostały podczas zwołanego przez Radziejowskiego na 5 maja do Łowicza kolejnego zjazdu rokoszan i zawarte w tzw. ugodzie łowickiej z 21 maja, a polegały w teorii na podporządkowaniu króla obowiązującemu w Rzeczypospolitej systemowi politycznemu, w praktyce natomiast oznaczały wzrost znaczenia Radziejowskiego wykraczający poza jego prymasowskie uprawnienia. 22 maja rokoszanie na czele z Radziejowskim udali się do Warszawy, gdzie złożyli Augustowi H przysięgę wierności.

Już jednak w końcu 1698 roku doszło do pierwszych rozdźwięków między królem a Radziejowskim w sprawie rezultatów rady senatorów w Brzeżanach 17 września (na której Radziejowskiego nie było) oraz zajęcia przez elektora brandenburskiego Elbląga. Na odbytej 13 listopada tego roku radzie senatu, mimo ostrych wystąpień antyelektorskich wielu senatorów, którzy poparli projekt Augusta II zaatakowania Brandenburgii, prymas w oparciu o większość senatu wymógł przełożenie tej sprawy na najbliższy sejm. Nie zgodził się też na proponowane przez króla rozwiązanie, aby za cenę wykupienia Elbląga z rąk elektora, wojska saskie mogły obsadzić miasta pruskie. W początku 1699 roku Radziejowski został przez Augusta pozyskany dla koncepcji zorganizowania w Połądze kompanii do handlu ze Wschodem, choć przeciwny był układom międzynarodowym mającym zabezpieczyć działalność tej kompanii. Na sejmie pacyfikacyjnym 1699 roku Radziejowski powołany został do komisji mającej prowadzić rokowania z Brandenburgią w sprawie Elbląga, a także na rezydenta przy królu na drugie półrocze. Posejmowe konsylium senatu postawiło Radziejowskiego na czele rady, która miała sprawować rządy w Rzeczypospolitej podczas pobytu króla w Saksonii. W sprawie Elbląga R. spotkał się nieoficjalnie (ale na polecenie komisji) z przedstawicielem elektora G. Wernerem oraz przebywającym w Warszawie posłem elbląskim Willerem. W trakcie oficjalnych rokowań z Brandenburgią, które zaczęły się l października 1699 roku Radziejowski zajmował dość dwuznaczne stanowisko. W efekcie traktat zawarty 13 grudnia w Warszawie zobowiązywał elektora do zwrotu Elbląga l lutego 1700 roku, ale przekupiony Radziejowski samowolnie dodał do tekstu sformułowania mogące w przyszłości przynieść elektorowi korzyści. W roku 1699 Radziejowski odbywał konferencje z przybyłym do Warszawy przywódcą antyszwedżkiego obozu w Inflantach J. R. Patkulem, szukającym poparcia przeciwko Szwedom. Był jednak przeciwny koncepcji wojny ze Szwecją i dlatego ostatecznie wiosną 1700 roku wycofał się z popierania inflanckich planów Augusta II. Obawiał się wzmocnienia jego pozycji i starał się poprzez podkreślanie powagi senatu ograniczyć samodzielne kierowanie przez Augusta polityką zagraniczną. Wbrew więc intencjom króla, przygotowana przez kanclerza Jerzego Denhoffa i Radziejowskiego instrukcja wysłanemu w roku 1700 do Turcji posłowi Rafałowi Leszczyńskiemu, zawierała zalecenia podsycania konfliktu rosyjsko-tureckiego i nie dopuszczenia do zawarcia między nimi pokoju. Głównym wrogiem Rzeczypospolitej była bowiem wg Radziejowskiego nie Szwecja, lecz Rosja i ją należało osłabić. W czasie rady senatu odbytej od 18 do 28 maja 1700 roku w Warszawie Radziejowski nie dopuścił do wciągnięcia Rzeczypospolitej do szykowanej przez Augusta wojny ze Szwecją. Starał się też utrzymywać wciąż dobre stosunki z Francją. Kiedy więc powstał projekt mediacji francuskiej między Augustem II a królem Szwecji Karolem XII, czemu na przeszkodzie stała sprawa submisji Gdańska Ludwikowi XIV, Radziejowski osobiście interweniował i skłonił Gdańszczan do wysłania w tym celu poselstwa do Francji.

W czasie zbliżenia sasko-francuskiego August II upatrywał w Radziejowskim przywódcę odrodzonego i współpracującego z królem stronnictwa francuskiego w Rzeczypospolitej. Ale Radziejowski bardzo nieufnie odnosił się do posunięć Augusta na arenie międzynarodowej i w kraju, ponieważ podejrzewał go o zamysły absolutystyczne. Szukając sprzymierzeńców do walki z królem znalazł poparcie elektora brandenburskiego, w zamian za co gotów był zgodzić się na jego koronację na króla. W początku 1701 roku konflikt Radziejowskiego z Augustem II był już wyraźnie widoczny, do czego przyczyniła się. w pewnym stopniu prowadzona przez króla wojna ze Szwecją i klęska Sapiehów, na Litwie, pod Olkienikami, Radziejowski był bowiem przeciwny królewskiej polityce lawirowania między stronami konfliktu na Litwie i wyciągania z niego osobistych korzyści. Na styczniowej naradzie senatu w roku 1701 apelował więc o uspokojenie nastrojów na Litwie i zwróceniu Sapiehom ich dóbr zagarniętych przez rępublikantów. Był też jednym z niewielu senatorów akceptujących koronację Fryderyka I na króla Prus i opowiedział się za odłożeniem dyskusji nad tą, bulwersującą opinię publiczną, sprawą do przyszłego sejmu. Prywatnie zresztą wystał do Fryderyka I list z gratulacjami, a wręcz zbojkotował nakazy papieża nie uznawania tej koronacji. Wysłany w lutym 1701 roku do Królewca w imieniu grupy senatorów i Augusta II krewny Radziejowskiego Krzysztof Towiański miał przy okazji zabiegać, by król pruski nie zgodził się na przemarsz przez jego państwo wojsk saskich mających przybyć do Rzeczypospolitej. Być może Radziejowski był autorem napisanej w kwietniu 1701 roku. Przestrogi do całej Rzeczypospolitej przed sejmem, w której nawoływał do detronizacji Augusta II, jako winnego gwałtów, samowoli i zmierzającego do zaprowadzenia władzy absolutnej. Był na sejmie czerwcowym 1701 roku, na którym król wyznaczył go do komisji mającej się zająć sprawą przywrócenia spokoju na Litwie. Gdy w trakcie prac tej komisji 22 czerwca republikani nie wyrazili zgody na traktat z Sapiehami, Radziejowski złożył protestację i zagroził użyciem wojska.

Aktywność Radziejowskiego wzmagała się w miarę niepowodzenia Augusta II w wojnie ze Szwecją. 26 lipca 1701 roku wraz z grupą senatorów wystosował do Karola XII list, w którym winszował mu sukcesów, zarazem jednak ofiarowywał się z mediacją i prosił o respektowanie neutralności Kurlandii. Gdy jednak król szwedzki wystosował 30 lipca list do prymasa z żądaniem detronizacji Augusta II, Radziejowski nie zaakceptował tej propozycji i wezwał Karola do wstrzymania działań wojennych. Jednocześnie podsunął Augustowi II plan zwrócenia się do Rzeczypospolitej z prośbą o mediację w wojnie, co ten zaakceptował. 10 września August II nadał Radziejowskiemu w komendę opactwo benedyktynów w Sieciechowie (zatwierdzenie papieskie 16 października 1702 roku). Gdy jesienią 1701 roku planowano zwołanie przedsejmowej rady senatu, Radziejowski sprzeciwił się temu i oświadczył królowi, że na nią nie przybędzie. Poza plecami Augusta II wiązał się też coraz silniej z Prusami oraz wszczął tajne rokowania z posłem szwedzkim w Warszawie G. Wachschlagerem, celem detronizacji Augusta II na rzecz Jakuba Sobieskiego oraz szwedzko-polskiego uderzenia na Rosję. Możliwe też, że Radziejowski poparł francuski plan zakończenia wojny za cenę oddania Szwecji Inflant Polskich. Z pewnością zaś przystał w końcu 1701 roku na inny francuski projekt poparcia powstania węgierskiego przeciw Habsburgom. Udzielił schronienia zbiegłemu z więzienia austriackiego Franciszkowi Rakoczemu i wspomagał finansowo powstańców. Prowadził też w grudniu tego roku rokowania z G. Dołgorukim w sprawie sojuszu polsko-rosyjskiego przeciw Szwecji, czemu w rzeczywistości był całkowicie przeciwny. Wydaje się, że celem działań Radziejowskiego było przede wszystkim nie dopuszczenie do wciągnięcia Rzeczypospolitej do wojny ze Szwecją, maksymalne osłabienie pozycji Augusta II z jednoczesnym wzmocnieniem własnej, jako czynnika kontrolującego króla i utrzymującego równowagę między nim a społeczeństwem szlacheckim. Realizacja tych zamierzeń miała mu przynieść pozycję pierwszej osoby w kraju. W tej sytuacji nie był jeszcze zdecydowany na zerwanie z Augustem II i starał się powstrzymać Karola XII od działań wojennych, gdyż to mogło zmusić Rzeczypospolitą do przystąpienia do wojny. Radziejowski liczył zaś na polubowne zakończenie konfliktu.

Na sejmie 1701/02 roku ponownie zlecono Radziejowskiemu rolę mediatora w konflikcie Sapiehów z republikantami. Sprawę tę doprowadził do pomyślnego końca 16 stycznia 1702 roku. Na posejmowej radzie senatu (16-27 lutego 1702 roku) zalecał pertraktacje ze Szwecją. Wiosną tego roku Radziejowski został pozyskany przez Augusta II, co ułatwiło królowi zwołanie rady senatu (2 maja), która przyniosła mu generalny sukces i umożliwiła dalsze prowadzenie wojny. Król powierzył też Radziejowskiemu i Rafałowi Leszczyńskiemu zawarcie pokoju ze Szwecją. Po zerwaniu rokowań prowadzonych 4-5 maja w Różanymstoku-Harasimowiczach Radziejowski wystosował 10 maja tego roku list do Karola XII z ubolewaniem i żądał wstrzymania działań wojennych, aby kontynuować rozmowy. Gdy 24 maja Karol XII wezwał Radziejowskiego ponownie do detronizacji Augusta II i zorganizowania nowej elekcji, prymas stanowczo się temu sprzeciwił. W ówczesnej sytuacji nie widział bowiem potrzeby wiązania się ze Szwecją, starał się też wpłynąć na króla Prus, aby ten nie przepuszczał przez swe państwo posiłków szwedzkich. Nie widząc szans na skłonienie Karola do zawarcia pokoju, Radziejowski postanowił prowadzić niezależną politykę opierając się na uprawnieniach prymasa i poparciu części szlachty, której celem było zachowanie neutralności Rzeczypospolitej i wymuszenie, choćby siłą, układów między Karolem XII i Augustem II. Atutem tej grupy miała być armia koronna, która nie powinna była brać udziału w wojnie. Radziejowski nie miał jednak zamiaru zrywać całkowicie z Augustem i w sprawie zawarcia pokoju starał się z nim współpracować. Po ucieczce Augusta II z Warszawy usunął się do Łowicza. Gdy w czerwcu 1702 roku przybył tam do niego Wachschlager, aby skłonić go do spotkania z Karolem XII, prymas długo się ociągał i dopiero 8 czerwca - za zgodą Augusta II, który zlecił Radziejowskiemu i Rafałowi Leszczyńskiemu reprezentowanie jego interesów - zjawił się w Warszawie. Rokowania prowadzone przez obu senatorów kor. ze Szwedami od 10 do 12 czerwca nie przyniosły jednak rezultatu. Nie chcieli się bowiem oni zgodzić na detronizację Augusta II złożenie nowej elekcji. Dla Radziejowskiego Karol XII miał być tylko narzędziem do osłabienia pozycji Augusta II w kraju, Karol zaś dążył do szybkiego pozbycia się Sasa i skierowania wojsk na Rosję. W tej sytuacji także osobiste rozmowy Radziejowskiego z Karolem XII odbyte 15 czerwca w Ujazdowie nie przyniosły rezultatu i 22 czerwca odjechał on do Łowicza, a potem do Skierniewic. Tam dowiedział się o stosunkowo korzystnych dla Augusta II rezultatach obrad sandomierskich, co spowodowało pewną zmianę jego postępowania, zapewne z obawy, by wzmocnienie pozycji Augusta II nie ułatwiło zakończenia wojny. W sporządzonym 2 września memoriale dla Karola XII krytykował jego brak zdecydowania i sugerował konieczność detronizacji Augusta II. Poprzez swe kontakty starał się też nie dopuścić do zawarcia sojuszu sasko-pruskiego. Po zajęciu Warszawy przez Augusta II, Radziejowski na krótko przybył do stolicy, gdzie odbył konferencję z królem, ale zimno przyjęty, szybko powrócił do Łowicza. Zaproszony na obrady rady warszawskiej, złożył na niej Augustowi II propozycję porzucenia Inflant, zrzeczenia się Saksonii na rzecz syna i rozpoczęcia wojny z Rosją, uzyskując częściową zgodę króla na ten plan. W tej sytuacji R. został wybrany do komisji mającej pertraktować z Karolem XII. W liście do niego z 20 września 1702 roku zaoferował pośrednictwo Rzeczypospolitej w przywróceniu pokoju, co nie zyskało jednak aprobaty króla szwedzkiego. Jednocześnie Radziejowski starał się nie dopuścić do uznania za obowiązujące Rzeczypospolitą uchwał zjazdu sandomierskiego, przeciw którym protestował oraz próbował bronić oskarżonego o zdradę przez Augusta posła francuskiego Ch. du Herona.

Zwątpiwszy w możliwość skutecznego pośredniczenia między Sasem i Szwedem Radziejowski w końcu października 1702 roku opuścił Warszawę i nie wziął udziału w rozpoczętej 23 października radzie senatu. Późną jesienią tego roku doszło jednak do ponownego zbliżenia Augusta II z Radziejowskim, który przedłożył królowi bardzo ciężkie warunki pokoju ze Szwecją. Ponieważ August II nie mógł ich przyjąć, a Karol XII nie chciał pokoju, Radziejowski w grudniu 1702 roku przystąpił do zorganizowanej przez Leszczyńskich, Sapiehów, Lubomirskich i Jabłonowskich frondy i stanął na jej czele. Ciągle nie był jednak zdecydowany na całkowite zerwanie z Augustem II i jego detronizację, wciąż licząc na możliwość pogodzenia się z królem, co istotnie nastąpiło w marcu 1703 roku przy udziale nuncjusza A. Pignatellego. Gdy August II w celu pacyfikacji Wielkopolski zwołał, zjazd do Malborka na 15 marca 1703 roku, Radziejowski - pod wpływem żądań szwedzkich i w porozumieniu z radą senatu - zwołał podobny zjazd do Warszawy na 15 lutego (przesunięty na 27 marca), na który przybyło wielu przeciwników króla. Chociaż nie zdecydowano -się wówczas jeszcze na zerwanie z Augustem II powzięto uchwałę o konieczności zawarcia pokoju ze Szwecją i wezwano Karola XII do opuszczenia Polski. Chcąc zapewne szachować Karola XII, a także nie narażać się zbytnio antyszwedzko nastawionej szlachcie, Radziejowski pogodził się z Augustem II, pomagał mu w przywróceniu stosunków z Francją oraz poparł jego projekt zwołania sejmu w Lublinie, Sam również zjawił się 25 czerwca tego roku na sejmie, ale zmuszony przez gwałtownie zarzucającą mu zdradę szlachtę do złożenia przysięgi na wierność Augustowi II i Rzeczypospolitej, upokorzony tym publicznie i nie widząc szans na narzucenie królowi uznanych przez siebie za słuszne rozwiązań politycznych, zerwał ostatecznie z Augustem II i jesienią tego roku przystąpił do konfederacji wielkopolskiej. W połowie grudnia Radziejowski poinformował Karola XII o możliwości pozyskania armii koronnej za cenę wypłaty żołdu i obiecał zwołanie zjazdu szlachty do Warszawy w celu detronizacji Augusta II. Nadzieje Radziejowskiego na utrzymanie w ten sposób pełnej kontroli zachodzących wydarzeń i odgrywanie w nich dominującej roli spełzły jednak na niczym, gdy Karol XII postawił jako warunek opłacenia armii koronnej elekcję Jakuba Sobieskiego. Radziejowski całkowicie przeciwny był wówczas elekcji Jakuba, dostrzegł też zagrożenie dla Rzeczypospolitej w zawartym traktacie szwedzko-pruskim, wstrzymał się więc z pełnym poparciem dla Karola XII i w swej działalności postawił na Francję.

Na 14 stycznia 1704 roku zwołał Radziejowski zjazd walny do Warszawy, który w miesiąc później zdetronizował Augusta II i uchwalił zawiązanie tzw. konfederacji generalnej warszawskiej. Objąwszy jako interreks pełnię władzy Radziejowski nie wykorzystał jej jednak w myśl zaleceń Szwedów i przez dwa miesiące ociągał się z ogłoszeniem bezkrólewia oraz wyznaczeniem terminu elekcji. Powodem była obawa co do pozytywnej reakcji szlachty na uchwały zjazdu warszawskiego, oczekiwanie na informacje z Paryża o możliwości kandydowania któregoś z książąt francuskich oraz nadzieje na pomoc H. Lubomirskiego, z którego córką 8 czerwca 1704 roku ożenił swego siostrzeńca K. Towiańskiego. Niezbyt przychylnie patrzył jednak na starania Lubomirskiego o koronę. Opowiadał się za kandydaturami bądź A. Sobieskiego, bądź księcia Contiego, bądź Rakoczego, przemyśliwał też następnie o Leopoldzie Lotaryńskim, do którego zamierzał wysłać Stanisława Poniatowskiego. Grając na zwłokę liczył na możliwość przekonania do swych planów Karola XII, ale odbyta z nim 7 lipca konferencja w tej sprawie nie przyniosła rezultatu. Próbując nie dopuścić do wyboru Stanisława Leszczyńskiego Radziejowski nie stawił się na elekcji 12 lipca, lecz wobec, gróźb szwedzkich 16 lipca złożył, nowemu królowi przysięgę. Wziął też udział 18 lipca w uroczystej konferencji Karola XII ze Stanisławem Leszczyńskim w Ołtarzewie. Następnie jednak, już w sierpniu, Radziejowski zaczął wraz z H. Lubomirskim szukać porozumienia z Augustem II, którego antyprymasowska działalność w Rzymie przyniosła pewne rezultaty i papież 3 sierpnia potępił udział Radziejowskiego w elekcji Stanisława Leszczyńskiego, nakazywał mu wierność Sasowi i żądał stawienia się w Rzymie w ciągu trzech miesięcy. Pomagając Augustowi II Radziejowski odradzał Karolowi XII atak na Saksonię. Tym niemniej, gdy wojska Augusta II zbliżały się do Warszawy, a Lubomirski przyłączył się do nich, Radziejowski uciekł do Łowicza, a następnie do Gdańska. Tu miał możliwość prowadzenia działalności politycznej wykorzystując pobyt w tym mieście wielu dyplomatów obcych państw. Stąd prowadził jeszcze do końca listopada 1704 roku rokowania z Augustem II i wydawało się, że przyniosą one rezultaty. Wrogie Radziejowskiemu posunięcia rady łańcuckiej, aresztowanie wojewody łęczyckiego J. Towiańskiego i inne działania Augusta II spowodowały jednak, że pertraktacje te zostały zerwane i Radziejowski nie zgodził się na przybycie do Krakowa na 12 listopada, aby złożyć tam królowi submisję. Ostro też potępił, jako zbyt poniżający Rzeczypospolitą, zawarty przez Tomasza Działyńskiego 30 sierpnia tego roku traktat narewski z Piotrem I. Nie dawał się również skłonić do współpracy z Karolem XII i nie akceptował Leszczyńskiego, z którym co prawda spotkał się ostatecznie 24 stycznia 1705 roku pod Gdańskiem, lecz nie dał się namówić na podpisanie uniwersału zwołującego szlachtę na walną radę, która miała potwierdzić jego elekcję.

W swej polityce Radziejowski próbował początkowo oprzeć się na Francji, a następnie na Prusach. Wiosną 1705 roku ponownie wszedł w bliższe kontakty z Augustem II, ale szybko je zerwał w związku zapewne z jego rokowaniami z Berlinem w celu zawarcia traktatu prusko-szwedzko-rosyjskiego zagrażającego Rzeczypospolitej. Gdy jednak Radziejowski ostatecznie zgodził się poprzeć Leszczyńskiego i 31 maja 1705 roku wydał uniwersały zwołujące do Warszawy zjazd generalny na 11 lipca, nieopatrznie wspomniał w nich o poparciu ze strony króla pruskiego. Spowodowało to zwrot w polityce Berlina wobec Leszczyńskiego, Szwecji i Francji, a także zerwanie z samym Radziejowskim. Skompromitowany politycznie i moralnie, obawiając się o własne życie Radziejowski nie zdecydował się więc na przybycie na zwołany do Warszawy zjazd i wysłał nań tylko Stanisława Szczukę. Wpłynął na to także fakt zawieszenia go 10 czerwca tego roku przez papieża w sprawowaniu urzędu arcybiskupiego jako winnego zamieszania w Rzeczypospolitej, zdrady króla i sprowadzenia heretyków (Szwedów). Przesłanego mu brewe papieskiego nie chciał zresztą Radziejowski przyjąć. W tej sytuacji po raz ostatni próbował zmienić front i rozpoczął kolejne rokowania z Augustem II, który obiecywał wstrzymanie postępowania karnego wobec prymasa. Sfinalizowanie porozumienia przerwała jednak śmierć Radziejowskiego.

Sprawom archidiecezji poświęcił Radziejowski bardzo mało uwagi. Mimo nalegań kapituły (1692, 1693) nie dokonał ingresu do katedry gnieźnieńskiej, nie odbył osobiście ani jednej wizytacji kanonicznej (w roku 1693 zlecił przeprowadzenie wizytacji archidiakonom), ani razu także nie odwiedził swojej arcybiskupiej stolicy. Jego kontakty z kapitułą katedralną, utrzymywane korespondencyjnie lub przez delegatów, były od początku złe. Stałe spięcia zapoczątkował memoriał Radziejowskiego, przekazany kapitule jesienią 1688 roku i obciążający ją odpowiedzialnością za wszystkie zaniedbania w archidiecezji: od nieodpowiedniej pracy kleru diecezjalnego po złą gospodarkę w dobrach kapitulnych i arcybiskupich. Wyjeżdżając w roku 1689 do Rzymu nie powiadomił o tym kapituły i wyznaczając na administratora diecezji dziekana gnieźnieńskiego Stanisława Krajewskiego ograniczył jego władzę tylko do „in spiritualibus", przekazując zarząd nad swymi dobrami osobom świeckim. Odwet kapituły, która dokonała ze swej strony wyboru na administratora tegoż Krajewskiego, lecz nadając mu uprawnienia także „in temporibus" (24 paxdziernika) przełknął Radziejowski w milczeniu. Kapituła, która często nie otrzymywała odpowiedzi na swoje pisma, coraz rzadziej zwracała się do Radziejowskiego i dopuszczała się jego lekceważenia, jak np. w roku 1693, kiedy z dużym opóźnieniem zawiadomiła go o śmierci sufragana Wojciecha Stawowskiego (następcą został Konstanty Zieliński). Okazją do spięć były zwłaszcza kanoniczne instytucje Radziejowskiego: mianowanie kanoników i prałatów w Gnieźnie, najczęściej z grona swoich domowników i powierników, często wbrew oporowi kapituły. Wiele starań dokładał Radziejowski natomiast o zapewnienie należytej administracji swoim dobrom stołowym: obiektem jego troski były nie tylko rezydencje biskupie (wymógł na kapitule, by odnowiła pałac w Gnieźnie), lecz także domy dla zarządców i zabudowania gospodarcze. Dochody płynące z dóbr arcybiskupich oraz miechowskich (1680-1700) i sieciechowskich (1702-05, w związku z roszczeniami Radziejowskiego do powiększenia działu opackiego doszło tam do ostrego zatargu), umożliwiły mu powiększenie dziedzicznego majątku (Radziejowice, Krylów), którego ozdobą stał się kupiony w latach 1690-96 od Nieborowskich Nieborów z przyległościami.

Był Radziejowski znawcą sztuki i jej kolekcjonerem, interesował się muzyką, malarstwem i architekturą. Cenił głównie sztukę francuską, w Paryżu miał konto bankowe na zakupy dzieł sztuki. Staraniem Radziejowskiego zostało odbudowanych kilka arcybiskupich rezydencji. Z tych szczególną opieką otaczał Łowicz, gdzie nie tylko odbudował zamek, lecz także w roku 1689 osadził misjonarzy i ufundował dla nich dom i kaplicę pod wezwaniem św. Karola Boromeusza (wg projektu Tylmana z Gameren). W roku 1695 wyposażył ich swymi dobrami dziedzicznymi oraz zapisał fundusz w wysokości 60 000 złotych polskich na seminarium, które mieli prowadzić misjonarze, dając tym początek drugiemu w archidiecezji seminarium duchownemu. Zadbał Radziejowski nadto o restaurację zamku arcybiskupiego w Uniejowie i Pałacu Prymasowskiego (przy ul. Senatorskiej) w Warszawie. W stolicy nabył w roku 1681 plac i zabudowania na Krakowskim Przedmieściu od Katarzyny z Sobieskich Radziwiłłowej, siostry Jana III i w roku 1690 przystąpił do rozbudowy wzniesionego przez Michała Kazimierza Radziwiłła pałacu (obecnie Pałac Czapskich). Murowane oficyny i rozległy ogród kwiatowy zrealizowano wg projektów Tylmana z Gameren. Rozbudował Radziejowski nadto pałace w Radziejowicach i Nieborowie (1694-97, także wg projektu Tylmana). W Warszawie fundował murowany klasztor dla karmelitów bosych (1691-1705), przy którym miało być wzniesione (projektu nie zrealizowano) mauzoleum dla niego, wzorowane na mauzoleum Hadriana w Rzymie. Także w stolicy był Radziejowski głównym fundatorem kościoła Św. Krzyża dla Zgromadzenia Księży Misjonarzy. W kościele tym ufundował wykonany wg projektu Tylmana z Gameren ołtarz p. wezwaniem Św. Felicissimy (sprowadził z Rzymu Jej relikwie) i Genowefy.

Piszący się "hrabią na Kryłowie i Radziejowicach", "kuzyn" Jana III, otoczony wspaniałym dworem, utrzymujący własne wojsko, stale w długach, lecz nie szczędzący wydatków na przedsięwzięcia mogące dodać mu splendoru Radziejowski "skąpo rozdzielał cząsteczki bogatego chleba duchownego osobom zasłużonym" - zanotował ks. Jan Korytkowski. Nie zabiegał też o uznanie uczonych, pisarzy i poetów. Swoje utwory dedykowali mu głównie oficjalni panegiryści. Szczerze i bez sympatii pisano o nim w prywatnej korespondencji, najwięcej miejsca poświęcono chyba w paszkwilach (obfitych zwłaszcza w okresie bezkrólewia 1696-97), do których tematów dostarczały i polityczne ambicje Radziejowskiego i jego życie prywatne, a zwłaszcza romans z wojewodziną łęczycką Konstancją z Niszczyckich Towiańską. Atakując prymasa przypominano także postępowanie jego ojca: „czego ojciec nie dokonał, żebyśmy zupełnie zginęli, to syn memorando exemplo prawie już dokazuje". W spisanym 12 października 1705 roku testamencie właśnie Towiańską i jej potomków mianował Radziejowski głównymi spadkobiercami. Już wcześniej, w roku 1697 darował jej i jej mężowi Jerzemu klucz nieborowski, w roku 1704 znaczną część swych dóbr zapisał synowi Towiańskiej - Krzysztofowi. Radziejowice przekazał Prażmowskim. Duże sumy przeznaczył Radziejowski na swoje aniwersarze (w Gnieźnie i u Św. Krzyża w Warszawie), hojnie obdarował zarówno kapitułę (100.000 złotych polskich) jak i katedrę gnieźnieńską (m. in. krzyż i 6 lichtarzy, dwa popiersia naturalnej wielkości św. Apostołów Piotra i Pawła - wykonane w srebrze, w Paryżu), duże zapisy przypadły kolegiatom w Łowiczu i w Uniejowie oraz łowickim misjonarzom.

Radziejowski zmarł 13 października 1705 roku w Gdańsku. Zgodnie ze swą wolą pochowany został w warszawskim kościele Św. Krzyża koło ołtarza Św. Felicissimy i Genowefy, gdzie za pozostawiony na ten cel zapis wzniesiono mu w latach 1719-20, może wg projektu Kaspra Bażanki, grobowiec, z czarnego marmuru.

W historiografii postać Radziejowskiego oceniana jest niejedoznacznie - od zupełnego potępienia za gwałtowność, niepohamowaną chciwość, kierowanie się tylko interesami osobistymi, uleganie wpływom K. Towiańskiej, brak jakichkolwiek zasad moralnych, do wynoszenia na piedestał za niepospolity rozum polityczny, silną wolę, zdolności dyplomatyczne, obronę jedności i całości Rzeczypospolitej oraz wolności szlacheckiej.

Był człowiekiem niezwykle wyniosłym i zarozumiałym. Jako interreks po śmierci Jana III Sobieskiego kazał nosić nad sobą baldachim, a w senacie zajmował miejsce króla. Nigdy nie odwiedził Gniezna i mimo nalegań kapituły przez 17 lat rządów nie odbył ingresu do katedry gnieźnieńskiej.

Radziejowskiemu przewróciło się w głowie, gdy w wieku 41 lat otrzymał kapelusz kardynalski. Dostał go trochę przez przypadek. Otóż Jan III Sobieski starał się o nominację kardynalską dla biskupa Jansona Fourbina. Papież Innocenty XI nie mógł jednak spełnić prośby króla. Mimo to chciał sprawić mu przyjemność. Wyniósł więc do godności kardynała spokrewnionego z monarchą Michała Radziejowskiego. Wbrew oczekiwaniom Stolicy Apostolskiej papieski gest tylko rozżalił króla. Słusznie spodziewał się, że nominacja wpłynie negatywnie na układ sił w kraju i podzieli rodzinę.

Michał Radziejowski przed swoim wyniesieniem aktywnie i z oddaniem pracował w diecezji warmińskiej, którą objął po translacji do Gniezna bp. Jana Wydżgi. Jak wielu duchownych dostojników karierę polityczną i kościelną zawdzięczał pracy i kontaktom nawiązanym na dworze królewskim. Zaczynał jako jeden z wielu sekretarzy Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Gdy na tron wstąpił Jan III Sobieski, awans był tylko kwestią czasu. Radziejowski otrzymał liczne godności kapitulne, by wreszcie w 1677 roku dostać królewską nominację na biskupstwo warmińskie. Spędził tam 10 lat, które na ogół oceniane są przez historyków dobrze. Sytuacja zmieniła się nieco, gdy w 1687 roku król chcąc położyć kres konfliktom prestiżowym wynikającym z nadania Radziejowskiemu purpury, mianował go arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim. Już na początku rządów nowy prymas popadł w konflikt z kapitułą, której zarzucał niegospodarność i nadużycia. Dowodów nie miał i swoim nierozważnym krokiem tylko zraził kanoników, którzy nigdy się do niego nie przekonali.

Po śmierci Jana III Sobieskiego popierał osadzenie na tronie polskim Francuza kosztem syna zwycięscy spod Wiednia, Jakuba. Pomylił się jednak w swoich rachubach i zwlekając z liczeniem głosów, przyczynił się do wyboru Augusta II Sasa zwanego Mocnym. Nie mogąc się z tym pogodzić pertraktował jeszcze z elektorem saskim i prosił go, by korony polskiej nie przyjmował. Nic jednak nie wskórał. Później próbował działać przeciwko królowi, kwestionując m.in. szczerość jego nawrócenia na katolicyzm. Wreszcie cel osiągnął. W 1704 roku po wielu zabiegach i pertraktacjach zjazd szlachty w Warszawie ogłosił detronizację Augusta II Mocnego. Prymas zwlekał jednak z ogłoszeniem bezkrólewia. W międzyczasie zmienił orientację polityczną i zdanie, co do tego, kto ma zasiąść na tronie polskim. Później nie stawił się na sejmie elekcyjnym wymawiając się chorobą. Bez jego udziału wybrano wojewodę poznańskiego Stanisława Leszczyńskiego. Prymas złożył mu co prawda przysięgę, ale uczynił to nieszczerze. Tymczasem papież potępił jego działania na rzecz obalenia Sasa, nakazał wierność zdetronizowanemu królowi i wezwał do Rzymu. Radziejowski szukał później zbliżenia z Augustem, ale rozmowy przerwała śmierć prymasa.

Michał Radziejowski, jako polityk, był postacią wyrazistą i obdarzoną silną wolą. Chciał mieć wpływ na to, co dzieje się w kraju i nieustępliwie do tego dążył. Zarówno w życiu publicznym, jak i prywatnym przesłanki moralne nie miały dla niego znaczenia. Jego biskupia posługa na Warmii rokowała dobrze na przyszłość, jednak rządy w archidiecezji gnieźnieńskiej zupełnie rozczarowały. Nie zajmował się swoją archidiecezją i niewiele dla niej zrobił. Świadczy o tym choćby kompletny brak zainteresowania podupadłym seminarium duchownym, w którym przetrwało w tym czasie zaledwie dwóch alumnów. Prymas Radziejowski zmarł 13 października 1705 roku w Gdańsku. Zgodnie z ostatnią wolą został pochowany w kościele św. Krzyża w Warszawie, który wybudowano z jego fundacji.


Żródła:

"Poczet prymasów Polski" Lesław Kula.


Michał Radziejowski w "Poczet Arcybiskupów Gnieźnieńskich"