Sieciech herbu Topór (zmarł zapewne w 1100 roku)

Możnowładca małopolski z rodu Starżów.

Wojewoda (palatyn) Władysława II "Hermana" w latach 1079-1100.

Napisana w latach 1113-1116 kroniką Galla Anonima i pierwszymi dokumentami, wyłaniają się z cienia postacie osób odgrywających niekiedy wielką rolę w historii państwa piastowskiego, ale ukazują się na chwilę, w oderwanej sekwencji obrazów, i ponownie odchodzą w mroki dziejów. Z oderwanych fragmentów trzeba więc kleić obraz całości, lukę między faktami wypełniając domysłami- hipotezami, a przecież do wyjątków należą sytuacje, kiedy z hipotezą jednego historyka zgodzą się wszyscy znawcy. Zaś im mniej faktów, tym więcej hipotez i rosnąca ilość zastrzeżeń: może tak było, najprawdopodobniej tak było, tak zapewne było, bo przecież tak naprawdę, to nikt nie wie, jak to rzeczywiście było. Niech więc nie zdziwi nas, kiedy w poniższym tekście co krok natykać się będziemy na sformułowania ograniczające stopień naszej wiedzy, choć postać wojewody Sieciecha należy do najlepiej oświetlonych przez skromnie jeszcze wschodzące słońce naszych rodzimych źródeł.

Żył w II połowie XI wieku i był o potężnej osobowości przytłacząjacych wszystkich, którego Gall Anonim określił po łacinie Setheus. Po polsku Sieicech albo Sieciej.

Według Galla Anonima "był to mąż wprawdzie rozumny, szlachetnego rodu i piękny, lecz zaślepiony chciwością". Wywierał przemożny wpływ na panującego, faktycznie rządząc Polską. Faktycznie rządził państwem wykorzystując zaufanie Władysława Hermana do tego stopnia, iż konikarz Gall Anonim widział w nim nie tylko kandydata do odebrania schorowanemu księciu jego żony Judyty Marii, ale również i tronu polskiego. Sieciech do tego się wzbocił i miał ogromny wpływ, iż posiadał swoją "stolicę", solidny dród Sieciechowo na Mazowszu koło Kozienic, bił własną monetę i był naczelnym wodzem rycerstwa polskiego.

Problemy zaczynają się już w momencie próby określenia środowiska, z którego wyszedł wojewoda Sieciech. Imienia jego ojca darmo już szukać, gdzieś daleko majaczą tylko postacie jego krewnych, jedno co wiemy to tylko tyle, iż był przedstawicielem rodu Toporów, jak nazywano później zbiorowość jego (i jego krewnych) potomków. Kolebką rodu były zapewne podkrakowskie okolice Tyńca, a domysły niektórych historyków poszły tak daleko, iż nie wykluczają pochodzenia przodków Sieciecha nawet od dawnych książąt plemiennych. Przodkowie ci - oczywiście, myśl tej samej hipotezy - uznawszy władzę pierwszych Piastów, z procesu krystalizowania się państwa polskiego unieśli cało głowy i za cenę utraty samodzielności zapewnili sobie wysokie miejsce w tworzącej się drabinie społecznej. Opierając się na lokalnej tradycji, zanotowanej dopiero w XVI wieku, mówi się nawet o tym, mówi się nawet o tym, że przodkowie wojewody utracili wówczas tereny wokół Tyńca (gdzie już w czasach Bolesława "Śmiałego" założono słynny dziś klasztor), zatrzymując tylko północną część pierwotnie posiadanego obszaru, na którym powstały wsie Morawica, Aleksandrowice, Płaza, Płoki i wiele innych. Bardziej ostrożni nowsi historycy ani jednak myślą cofać się w tak odległe czasy, twierdząc, że proces jednoczenia państwa polskiego przez Polan był niezwykle krwawy, a dynastia piastowska zazwyczaj do końca rozprawiała się z dawnymi władcami plemiennymi, widząc w nich nieustanne zagrożenie i czynnik odśrodkowy. Nie negując bynajmniej tradycji przypuszcza się wówczas, iż konfiskata Tyńca nastąpiła za czasów Kazimierza "Odnowiciela" (1039-1058) jako odpowiedź za udział przodków Sieciecha w wielkich zamieszkach i walkach wewnętrznych w Polsce w latach trzydziestych XI wieku. Może warto to wspomnieć, że skutkiem tych wypadków było usunięcie na krótko z Polski dynastii piastowskiej i przechwytywanie władzy na różnych obszarach kraju przez co bogatsze i ambitniejsze jednostki. Nazywa się ich "poronionymi książętami" i mógł się wśród nich znaleźć jakiś przodek wojewody.

W grze dynastycznej prowadzonej przez Sieciecha wspólnie z Judytą Marią, ukartowali zesłanie Zbi­gniewa do klasztoru. Było to czyszczeni i przygotowani sobie dynastyczne­go przedpola.

Dalsza gra, jak się wydaje, koncentruje się więc wokół ambicji Sie­ciecha. Kto wie, czy nie jest on popierany przez nową królową. Palatyn nadal przygotowuje sobie przedpole władzy: tworzy swoje stronnictwo, wypędza przeciwników z kraju, a "ludzi niskiego stanu wynosił ponad szlachetnie urodzonych". Tym samym, budując sobie potężną pozycję w kraju, napędzał niechętnych mu, poszkodowanych rycerzy wprost w ręce Zbigniewa.

Rosła też pozycja Zbigniewa, wykradzionego "z czeską chytrością" przez Czechów z kwedlinburskiego klasztoru. Książę zrodzony z Polki stał się kartą atutową w rękach króla Wratysława i jego syna Brze­tysława.

W rękach wojewody (określanego łacińskim terminem palatyn) spoczywał bowiem zarząd dworu monarszego, zastępował on księcia w sądownictwie i w dowodzeniu wojskami, nadzorował ściąganie świadczeń od ludności, zarządzał wreszcie całą administracją terytorialną. Do własnej dyspozycji miał oddelegowany oddział rycerzy, którymi dowodził w czasie bitwy (pod obecność władcy jako dowódcy całości) i którzy w czasie pokoju pilnowali jego bezpieczeństwa. Przy takich szerokich kompetencjach palatyna oczywistym było, iż trafiając na słabszego od siebie władcę, to on faktycznie rządził zza pleców księcia całym państwem. Taki właśnie przypadek miał miejsce za czasów Sieciecha, skoro przyszło mu działać przy Władysławie Hermanie, młodszym z synów Kazimierza "Odnowiciela". Gall Anonim pisał o tym księciu, iż był "człowiekiem ociężałym i chorym na nogi", a pamiętać trzeba, że pisał to na dworze i w czasach panowania syna księcia Władysława, Bolesława "Krzywoustego". Nie mógł więc za bardzo wyrażać rzeczywistych opinii o Hermanie, jawiącym się w takim świetle jako przykład księcia-niezguły. W jakiejś mierze była to zresztą i postać nieszczęśliwa: jako młodszy z dynastii nie był wcale przewidywany do objęcia rządów nad krajem, otrzymawszy jedynie w zarząd Mazowsze przebywał w ulubionym Płocku, a słowiańskim obyczajem wziąwszy sobie za żonę przedstawicielkę miejscowego możnowładztwa, prowadził spokojny żywot, doczekawszy się nawet syna Zbigniewa. Wszystko to trwało do czasu znanego konfliktu starszego brata, Bolesława Śmiałego, z biskupem Stanisławem, zakończonego wygnaniem króla i jego syna Mieszka w 1080/81 roku. Ponieważ nie było innego Piastowica, z dnia na dzień przywieziono Hermana z Płocka do Krakowa, każąc mu pełnić rolę, o którą nigdy nie zabiegał. Miarą goryczy musiał być i fakt, że mazowiecka żona okazała się teraz zbyt nisko urodzona, by pozostać przy boku władcy całej Polski i odesłano ją do rodziców, a Władysław ożenić się musiał z księżną czeską Judytą. Ta zaś z kolei, po długich staraniach i męża, i św. Idziego (do którego słano bogate dary) urodziła między 1085 a 1086 rokiem, syna Bolesława i zmarła po kilku miesiącach.

Wszystkie te wydarzenia nie mogły się odbywać bez udziału Sieciecha. Skoro w 1090 roku z całą pewnością pełnił urząd palatyna, to musiał mieć za sobą nawet już dość znaczny okres udziału w życiu politycznym. Ponownie jednak historycy dzielą się na zwolenników kilku koncepcji: jedni widzą w Sieciechu przywódcę tych, którzy obalili rządy Bolesława Śmiałego, drudzy skłonni są uważać go za towarzysza Hermana jeszcze w jego mazowieckim epizodzie, że ograniczymy się tylko do skrajności. Ciąży zresztą na Sieciechu znacznie więcej podejrzeń. Oto bowiem kiedy przyszedł na świat dziedzic Hermana, Bolesław Krzywousty, zezwolono na powrót do kraju synowi zmarłego już Bolesława Śmiałego, Mieszkowi. Nie minęło jednak wiele czasu, kiedy tajemniczo przez Galla Anonima określani „jacyś wrogowie" bojąc się zemsty za wygnanie ojca, otruli młodego księcia. Podejrzenia historyków kierują się od dawna na Sieciecha i żeby zrozumieć powody, raz jeszcze odwołać się trzeba do stosunków rodzinnych Władysława "Hermana".

Po śmierci Judyty czeskiej książę niedługo pozostawał wdowcem, w 1088/89 roku wstępując w kolejny związek małżeński z kolejną Judytą (właściwie Judytą-Marią), tym razem siostrą samego cesarza Henryka, wdową po królu Węgier Salomonie. Dziwne plotki krążyły po Europie o nowej żonie polskiego władcy. Przypisywano jej łamanie wierności małżeńskiej jeszcze za życia Salomona i wcale nie lepszy tryb życia po powrocie do Niemiec. Niemiecki pisarz zanotował nawet, że Henryk "z jej powodu, choć pod innymi względami szczęśliwy, doświadczał nieszczęścia losu" i nic dziwnego, że za wszelką cenę starał się pozbyć ze swego otoczenia pięknej, choć płochej niewiasty. Wyswatano więc Judytę i Władysława "Hermana", przy czym jeden z historyków dobitnie stwierdził o Władysławie, że zamiast mówić "ożenił się" stosowniej powiedzieć "ożeniono go". I wyobraźmy sobie tę scenę, gdy powabna Judyta ujrzała swojego nowego męża, ociężałego i chorego, a przy nim przystojnego ("pięknego" jak pisał Gall) i tryskającego energią wojewodę.

Sieciech, który stał się faktycznym władcą, i Władysław Herman usi­łowali poskromić ambitnego młodzieńca. Ale oddziały księcia, wypra­wione na Śląsk w 1093 roku, odmówiły walki ze zwolennikami Zbignie­wa. Władysław został zmuszony do uznania Zbigniewa za prawego syna i następcę tronu. Ale, namówiony chyba znów przez Sieciecha, podejmuje decyzję o uderzeniu na syna i wyrzyna wojsko Zbigniewa w bitwie nad jeziorem Gopło. Pojmanego w bitwie syna oddaje w niewolę Sieciechowi, który przetrzy­muje księcia do 1097 roku.

Tak bardzo wojewoda zdominował księcia Hermana, bowiem te niedorzeczne wojny dynastyczne i domowe, polityczne za­wirowania stają się zrozumiałe, gdy założymy, iż Sieciech zmierza do przejęcia tronu. Zdaje się, że szeptali o tym niemal wszyscy nad Wisłą od Płocka po Kraków, oprócz samego Władysława Hermana. Z pewnością wiedziała o tym jego żona, prowadząc zapewne swoją grę. Nikt jednak nie pisał wówczas diariuszy, nie odważyłby się nawet, gdyby znał pismo: indywidualizm był ostro tępiony przez średniowieczne normy. A nawet, jeśli ktoś się odważył coś zanotować, to tylko módlmy się, aby gdzieś, co­kolwiek ocalało. Bo znów jesteśmy skazani na domysły z Galla Anonima et certenses.

Od dawna już badacze podejrzewają, że między Judytą a Sieciechem nawiązał się cichy romans, a wiernywojewoda zastępował swego władcę i w polu, i w łożnicy. Dopiero ostatnio podejmuje się próby przewartościowania ocen, dowodząc, że Władysław "Herman" był władcą mądrym i roztropnym, Judyta cnotliwą, a Sieciech posłusznym. Wszystko to jednak mało przekonuje, już choćby dlatego, że za wiele było plotek i historia nie zawsze bywa gładko przyczesana.

Obserwując późniejszą działalność wojewody sformułowano już dość dawno pogląd, iż w planach Sieciecha leżała chęć objęcia przezeń tronu w Polsce po śmierci Władysława "Hermana", do czego miał dążyć z jednej strony drogą wygubienia wszystkich następców starego władcy (stąd sprawa Mieszka), z drugiej zaś rozkochaniem w sobie i małżeństwem z przyszłą wdową, właśnie Judytą-Marią. Zauważono przy tym, że Gall Anonim - jedyne dla nas źródło - "nie mówi jasno, co wojewodę do królowej zbliżyło, zawsze jednak zestawia ich razem i w machinacjach Sieciecha przeważnie udział przyznaje Judycie". Niektórzy nowsi historycy - którym jak widać niewiele podoba się z tego, co wymyślili kiedyś ich starsi koledzy i dla których każdy władca był najmądrzejszy i najlepszy - nawet jeśli uznają fakt romansu Sieciecha z Judytą-Marią, to nie widzą w tym nic zdrożnego dla ciągłości władzy dynastii piastowskiej. Uznają bowiem wojewodę za przywódcę tych sił, które w walce z decentralistycznymi dążeniami możnowładztwa chciały utrzymać przewagę dworu i księcia, twierdzą też, że pozycja dynastii była już tak ugruntowana, iż zmiana jej nie wchodziła w rachubę. Pytanie jednak, kto rządziłby w Polsce w wypadku śmierci Władysława "Hermana" i wygubienia jego następców (bez Mieszka, syna Bolesława "Śmiałego", to raptem tylko dwóch małolatów: Zbigniew i Bolesław "Krzywousty"), nie znajduje w takich konstrukcjach odpowiedzi. Co więcej, negując dynastyczne aspiracje Sieciecha, potykać się trzeba co krok o niewygodne fakty. Choćby o przekaz Galla Anonima, który w usta przeciwników Sieciecha kładł przemowy kierowane do młodego Krzywoustego: "że Sieciech dąży wszelkimi sposobami do wygubienia całego twojego rodu, a najbardziej ciebie, jako dziedzica Królestwa, by sam mógł uchwycić we własne ręce i zatrzymać całą Polskę". Może to potwarze przeciwników politycznych palatyna, wysuwane w celu oczerniania jego osoby, bardziej jednak prawdopodobne, że święcie wierzyli w to ludzie z czasów Władysława "Hermana" i Bolesława "Krzywoustego". Do tego dochodzi oczywiście cały szereg danych pośrednich. W dwóch ówczesnych głównych grodach: pod Wawelem i w Płocku Sieciech wybudował własne obronne dworzyszcza, trzymające jakby w szachu książęce siedziby, także w Krakowie i w Płocku wznosił własnej fundacji kościoły (św. Andrzeja i św. Benedykta), a gdzie się dało także własne prywatne grody-fortece (w Sieciechowie koło Kozienic, w innym Sieciechowie przy szlaku Łęczyca - Płock). Wreszcie rzecz niezmiernie ważna, która także przeważa szalę na korzyść opinii o tronowych aspiracjach Sieciecha. Bez precedensu w dziejach państwa wczesnopiastowskiego był bowiem fakt bicia przez Sieciecha w latach 1090-1100 własnej monety, konkurencyjnej w stosunku do monety książęcej. Palatyn dosłownie zalewał kraj własnymi pieniędzmi i jak obliczają numizmatycy, wyprodukował ich ponad pięćdziesiąt tysięcy sztuk, zużywając na to wiele dziesiątków kilogramów własnego srebra. Przy tym była to moneta znacznie lepsza niż książęca (lepsza jakość kruszcu), znajdował się na niej napis ZETECH oraz znak własnościowy palatyna, brak zaś czegokolwiek, co symbolizowałoby podległość księciu. Numizmatycy podkreślają słusznie, że owe monety to jedyne dochowane do obecnych czasów źródła bezpośrednio z epoki Sieciecha, im więc przede wszystkim należy dać pierwszeństwo w ocenie planów wojewody. Ponieważ zaś emisja pieniędzy przez Sieciecha ma wyraźnie opozycyjny stosunek d pieniędzy wypuszczanych przez Władysława "Hermana", przeto przypuszczalna dążność wojewody do opanowania tronu znajduje tutaj bardzo mocne poparcie.

Nie jest, więc wykluczone, że Sieciecha łączyła z ostatnią żoną Her­mana, Judytą Marią, potajemna miłość. Byłaby to para na miarę dramatu Szekspira w dziejach pol­skich. Być może otrucie Mieszka jest pierwszą poważną sprawką Siecie­cha w drodze do wymarzonego tronu. Następnie wojewoda pozbył się Zbigniewa, następcy tronu; być może Judyta Maria namawiała męża, by uznał swego pierworodnego za bękarta.

Kolejną akcję zapewne podjął Sieciech zmuszając księcia Hermana do wysłania synów Zbigniewa i Bolesława na podbój Pomorza. Może obaj albo, choć jeden stracą życie w zasadzce koło Nakła czy Szczecina. Wte­dy jednak obydwaj bracia zgodnie zawrócili i zażądali od ojca oddania rządów.

Ambitny palatyn otoczył cały kraj siecią związanych z sobą osób. Byli to zarówno jego bliscy krewni jak i powinowaci, ale przede wszystkim - co także zanotował Gall Anonim - "ludzi niskiego stanu wynosił ponad szlachetnie urodzonych". Zdania kronikarza objaśnia się w ten sposób, iż Sieciech oddawał urzędy "ludziom z gminu, pospolitym władykom, którzy przezeń wyniesieni, jemu wszystko zawdzięczając, byli powolnym narzędziem wszechwładnego wojewody". Drażniło to niesamowicie pozostałych, odsuwanych w cień możnych, że "słuchać musieli lada chudopachołka, co się Sieciechowi zasłużył", ale wszelkie próby przeciwstawienia się takiemu stanowi rzeczy kończyły się fiaskiem. Sieciech bowiem "jednych z błahego powodu zaprzedawał w niewolę, innych z kraju wypędzał" (Gall Anonim). Bez przesady można powiedzieć, że trwał w kraju krwawy terror palatyna i coraz więcej znaczących osób opuszczało Polskę, tworząc aktywny ośrodek emigracyjny w sąsiednich Czechach.

Wszystko to razem wskazuje, że w polityce Sieciecha leżało coś więcej niż tylko chęć utrzymania pierwszoplanowej roli przy Hermanie a potem jego następcach, czy też dążność tylko iwyłącznie do wzmocnienia władzy centralnej.

Mieli za sobą rycerstwo - i Władysław Herman ustąpił. Podzielił kraj między synów. Sieciech podjął więc ostatnią wielką grę: zmusił księcia, by ten wysłał Bolesława na Czechy w otoczeniu zaufanych wojewody. Bolesław nie zgodził się; obydwaj bracia znów porozumieli się na wiecu we Wrocławiu i wspólnie ruszyli na ojca. Aż trudno uwierzyć po wie­kach, jak potężny wojewoda omotał księcia. Oto Władysław Herman, zagrożony bitwą z potężniejszymi wojskami synów, oddalił Sieciecha, a następnie - unikając walki - potajemnie popłynął Wisłą samotrzeć znów do Sieciechowa.

Ale rycerstwo stanęło po stronie braci. Nie chciało bezwzględnego pa­latyna na tronie. Podczas oblężenia Płocka, stolicy Władysława Herma­na, ksiażę powtórnie zaprzysiągł oddalenie wojewody.

I wtedy dopiero nasz ambitny kandydat do korony umyka gdzieś z kroniki Galla. Coś się stało z Sieciechem. Gall pisze, że "nudno byłoby o tym mówić". Za tą "nudą" coś się jednak ważnego, może wstrząsają­cego kryje: być może po powrocie z wygnania ówczesnym zwyczajem Sieciech został oślepiony albo okrutnie stracony.

Judyta Maria pozostała przy mężu. Gdyby stało się inaczej, zapewne nawet Gall by o tym napisał. Dopiero wtedy, po wypędzeniu Sieciecha, po pięćdziesiątce, obudziła się we Władysławie Hermanie energia i talent Piastów. "Po wygnaniu Sieciecha z Polski, choć słaby był skutkiem wie­ku i choroby, żadnego przecież nie ustanowił na dworze swoim palatyna lub jego zastępcy. Wszystko mianowicie już to sam osobiście roztropnie załatwiał, już to każdorazowo temu komesowi, którego ziemię odwiedzał, zlecał troskę o dwór i jego sprawy. I tak rządził krajem bez komesa owego, wędrując po kraju niczym wreszcie wielki gospodarz.

Po śmierci Władysława "Hermana" Judyta Maria ze swymi córkami coraz mniej liczyła. Dostała zapewne, jak pisze Zofia Kozłowska-Budkowa, rozległą oprawę wdowią w środkowej Polsce. To chyba ona nadała m.in. Opole Chropskie koło Pabianic dla kanoników katedry krakowskiej i Książnice nad Śre­niawą dla opactwa w Tyńcu. Zadziwiające, że wyznaczono jej również Sieciechów, do którego przecież wrócił palatyn Sieciech z wygnania. Czyżby para ta nie wycofała się z ambitnych planów?

Rzecz jasna planów snutych przez palatyna nie wolno traktować jako czegoś niezmiennego. Różne ich warianty bez wątpienia musiały się rodzić i umierać wraz z aktualnym rozwojem wypadków, a szczególnie niechęć do synów Hermana uwidoczniła się wówczas, gdy nadchodził moment dopuszczenia ich do rządów. Jako pierwszy z pretensjami tego typu wystąpił Zbigniew, owoc pierwszego, mazowieckiego, małżeństwa Hermana. Zamknięty swego czasu w klasztorze w Saksonii, by nie stanowił przeszkody dla Krzywoustego, wrócił do kraju w 1093 roku na czele emigrantów, grupujących się w Czechach. Choć Władysław "Herman" gotów był nawet osadzić go we Wrocławiu, namówiony przez Sieciecha w konsekwencji wysłał przeciwko synowi wojsko. Błąkającą się po kraju partię Zbigniewa doścignięto wreszcie pod Kruszwicą, a wielka bitwa zmieniła się w rzeź opozycjonistów. Pojmanego Zbigniewa przechwycił w swoje ręce Sieciech i zamknął w lochach własnego grodu koło Kozienic, gdzie jeniec przesiedział cztery długie lata. Uporawszy się z jednym Piastowicem, powrócił Sieciech do drugiego. Mamy tak chyba prawo mówić, wiedząc o dziwnym incydencie, jaki w tych latach przytrafił się młodziutkiemu, nie mającemu jeszcze dziesięciu lat, Bolesławowi. W trakcie polowania na dzika, gdy "zbliżał się do leśnej bestii i już cios chciał wymierzyć w jej szyję, z przeciwka nadbiegł pewien jego rycerz, który powstrzymał jego ramię wzniesione do ciosu i chciał mu odebrać oszczep" (Gall Anonim). Na szczęście dla Bolesława zdołał on ujść cało z tej przygody, lecz niewiele brakowało, by zginął pod szarżującym odyńcem. Nietrudno dopatrzyć się tutaj nieudanego zamachu na życie książątka, choć przesłuchiwany rycerz tłumaczył się, że nie wiedział co robi. Bolesław przez dłuższy czas nie chciał go potem widzieć w swoim otoczeniu, może nawet domyślając się właściwych przyczyn. Nie wiemy, czy takich wypadków było wówczas więcej, późniejsze wszakże wydarzenia dowodzą, że takie skrytobójcze działania Sieciecha nie były niczym odosobnionym.

Działalność rosnącej z każdym dniem w siłę opozycji utrudniała palatynowi jego zamierzenia. Po czterech latach, w 1097 roku, zmuszony był wreszcie przywrócić wolność Zbigniewowi, a Władysław Herman przeprowadził podział kraju na trzy dzielnice: jedną dla Zbigniewa, drugą dla Bolesława, w trzeciej osiadł sam, rezerwując również dla siebie zwierzchnie rządy nad całością. Gall Anonim tak oto opisał nowy system rządów: "Tymczasem Sieciech wiele, jak mówią, obydwu chłopcom gotował zasadzek i przy pomocy wielu intryg starał się odwrócić serce ojca od miłości ku synom. Także w grodach należących do działu każdego z nich ustanawiał komesów i przystawców ze swego albo niższego rodu, którym młodzi książęta mieli rozkazywać - i nakłaniał ich z przewrotną chytrością, by nie wypełniali tych rozkazów. Bracia zaś zaprzysięgli sobie nawzajem i ustalili znak między sobą, że na wypadek, gdyby Sieciech gotował któremu z nich zasadzkę, to jeden drugiemu bez najmniejszej zwłoki pośpieszy na pomoc ze wszystkimi swymi siłami".

Jeśli nawet tak, to bez sukcesów. Dostojny arcybiskup Marcin zdołał załagodzić spór braci Zbigniewa i Bolesława - i po wielkich uroczystośc­iach zwłoki Władysława "Hermana" spoczęły w kościele płockim.

Aż wreszcie nadszedł przełomowy rok 1099 na 1100. Zdarzyło się wówczas, że przybył do Bolesława "Krzywoustego" posłaniec rzekomo od starego księcia z wieścią o najeździe Czechów i nakazem szybkiego stawienia się na umówione miejsce koncentracji wojsk polskich. Bolesław bez zwłoki ruszył w drogę, jednak otoczenie jego zaniepokoiło zachowanie wychowawcy młodego księcia, komesa Wojsława, jednego z powinowatych Sieciecha.

Sieciechowi przypisuje się rozkaz otrucia syna Bolesława "Śmiałego" - Mieszka (kandydata do tronu), a także próby pozbycia się synów Hermana, Zbigniewa i Boleslawa, tego pierwszego przez uwięzienie w latach 1093-1097, drugiego zaś wysyłając do Czech na rzekomą wojnę. Mimo że w wyprawie księciu Bolesławowi towarzyszyło wielu zwolenników Sieciecha, to wyszedł ze spisku cało - ktoś go ostrzegł. Zawrócił, sprzymierzył się z bratem Zbigniewem i wspólnie zbrojnie przeciwstawili się ojcu. Występował na czele wojsk książęcych przeciw synom Władysława II "Wygnańca". Około 1100 roku pobity przez połączone siły Zbigniewa i Bolesława III "Krzywoustego", wypędzony z kraju.

Ten bowiem ani myślał wybierać się z resztą, na co rycerze Bolesława wpierw szeptem, a potem coraz głośniej zaczęli wołać o zdradzie: "Kryje się za tym jakieś niebezpieczeństwo dla ciebie, że ojciec twój kazał ci się udać na to pustkowie. A nadto jeszcze komes Wojsław, który jest krewniakiem Sieciecha, z pewnością przybyłby tu z nami, gdyby nie wiedział z góry, że tu jakiś podstęp nam gotują". Przekonany ich argumentami Bolesław pchnął gońca po Zbigniewa z umówionym wcześniej znakiem i tak zaczęła się rewolta, która zakończyła działalność Sieciecha.

Na wiecu we Wrocławiu przemowy Bolesława i Zbigniewa, gęsto oskarżające Sieciecha o zdradzieckie spiski na ich życie, o chęć wygubienia dynastii i oddania państwa w "niepowołane ręce", zachęciły tłumy do zbrojnej wyprawy przeciwko palatynowi. Stanęły też wkrótce oba wojska koło Żarnowca nad Pilicą, gdzie młodzi władcy złożyli oświadczenie, iż nie chcą walczyć ze swym ojcem, lecz zadowolą się tylko oddaleniem Sieciecha. W obliczu wojny domowej i grając na zwłokę książę Władysław przyjął takie rozwiązanie, dając wojewodzie czas, by umknął znad Pilicy i obwarował się we własnym grodzie w Sieciechowie. Kiedy jednak i tam podążyło wojsko juniorów, stary władca nocą, z trzema tylko powiernikami, przeprawił się potajemnie przez Wisłę i przypłynął na łódce do Sieciecha, bez którego jak widać nie mógł się obejść. Potem już razem podążyli do Płocka, gotowi bronić się do końca. Rankiem, kiedy w obozie juniorów odkryto brak starego księcia, wszyscy zawrzeli oburzeniem. Okrzyknięto Hermana szalonym i rozpoczęto przygotowania do wyprawy na Płock. Dopiero interwencja arcybiskupa gnieźnieńskiego Marcina zapobiegła przelewowi krwi. Jakich argumentów użył Marcin i jaki był wynik jego mediacji, tego nie wiemy. Gall Anonim zaczyna bowiem akurat w tym miejscu nabierać wody w usta: "długo i nudno byłoby o tym mówić", widać jeszcze po latach były to sprawy niebezpieczne. Z niejasnego tekstu wynika jednak, że stary książę raz jeszcze zobowiązał się usunąć Sieciecha, ale ponownie nie dotrzymał układu. Ostatecznie jednak palatyn opuścił Polskę, choć wcale nie od razu po przedstawionych tu wydarzeniach. Co go do tego skłoniło, nie wiemy, może sam zrezygnował widząc kompletne fiasko swoich planów, może w grę wchodziło jeszcze coś dodatkowego. Trzeba tu bowiem powiedzieć, że w tym samym mniej więcej czasie wyjechała z Polski Judyta-Maria, rychło zresztą zmarła na terenie Niemiec. Ślady pobytu Sieciecha poza Polską również prowadzą w tym samym kierunku (konkretnie do Ratyzbony), ponadto dziwnym jakimś trafem po zgonie Judyty (i w 1102 Władysława "Hermana"?) Sieciech powrócił do kraju, choć - co jeszcze Gall Anonim dopowiedział - "nigdy nie było mu danym sprawować żadnej władzy".

Według niesprawdzonych źródeł Sieciech wrócił do Polski, ale został pojmany i oślepiony.


Żródła:

Sieciech w "Poczet sobiepanów"


Sieciech w "PolskieDzieje.pl - Historia Polski w Internecie"


Sieciech w "Wikipedii"