
Bogusław XIV "Towarzyski" Gryfita (urodzony w Barth, 31 marca 1580 roku, zmarł w Szczecinie, 10 marca 1637 roku) herb
Syn Bogusława XIII Gryfity, księcia szczecińskiego, księcia darłowskiego, księcia wołogosko-słupskiego, księcia bardowskiego i Klary Welf Brunswick-Lüneburg-Gifhorn, córki Franciszka Welf, księcia Brunszwiku na Giffhorn.
Książę szczeciński od 27 listopada 1620 roku do 10 marca 1637 roku, książę darłowski od 7 marca 1606 roku do 10 marca 1637 roku, książę bardowski od 6 lutego 1625 roku do 10 marca 1637 roku, książę-biskup kamieniecki od 31 października 1622 roku do 10 marca 1637 roku, książę Pomorza Zachodniego od 6 lutego 1625 roku do 10 marca 1637 roku.
19 lutego 1615 roku na zamku Rügenwalde poślubił Elisabeth Oldenburg-Schleswig-Holstein-Sonderburg (urodzona 24 września 1580 roku, zmarła 21 grudnia 1653 roku), córkę Johanna II "Młodszego" Oldenburg-Schleswig-Holstein, księcia Schleswig-Holstein-Sonderburg i Elisabeth Welf von Braunschweig-Grubenhagen-Herzberg, córki Ernesta III [IV], księcia von Braunschweig-Grubenhagen-Herzberg.
Ostatni męski potomek rodu Gryfitów od dziecka oglądał częste uroczystości pogrzebowe. W czasie niezbyt długiego życia, poza pogrzebem rodziców, uczestniczył w dziesięciu pogrzebach swych braci i stryjów, nie licząc zgonów ciotek i sióstr. Był bezsilnym świadkiem wymierania własnego rodu i upadku państwa pomorskiego, które po stu latach rozbicia politycznego znowu zostało zjednoczone w jego ręku.
Bogusław XIV był trzecim z kolei synem Bogusława XIII. Oprócz dwu starszych braci miał jeszcze dwie starsze od siebie siostry. Przeżył jednak wszystkich nie dlatego, że dożył sędziwego wieku, lecz z racji przedwczesnych zgonów starszego i młodszego rodzeństwa. Sam zmarł w wieku lat 57.
Urodził się 31 marca 1580 roku na zamku w Bardzie. O jego młodych latach wiemy niewiele. Młody Bogusław razem ze starszymi braćmi uczył się w domu, gdyż ojciec w trosce o rozwój umysłowy synów sprowadził doskonałych preceptorów. Książęcy synowie od najmłodszych lat uczyli się m. in. łaciny i greki.
Potem, gdy najstarszy z braci - Filip - udał się za zgodą ojca w podróż po krajach Zachodu, aby uzupełnić domowe wykształcenie, młodszy Bogusław został na dworze w Bardzie i był prawą ręką ojca w zarządzaniu niewielkim okręgiem. Przedtem jeszcze, mając lat osiem, był gościem na weselu swej siostry w Wołogoszczy, a w cztery lata potem uczestniczył w pogrzebie księcia Ernesta Ludwika. W roku 1593 książę Bogusław po raz pierwszy znalazł się za granicami Pomorza - wyjazd wypadł z okazji wesela najstarszej siostry, Klary Marii. Do Ivenack w Meklemburgii, gdzie miała odbyć się uroczystość weselna, wyruszył z bratem Filipem. W czasie wędrówek starszych braci, Filipa i Franciszka, po krajach Europy zachodniej, miody Bogusław był wyręką dla ojca w trudnych rządach w księstwie wołogoskim. (Po śmierci brata, Bogusław XIII objął w zarząd to księstwo, sprawując jednocześnie opiekę nad małoletnim synem Ernesta - Filipem Juliuszem). Książę poprzez towarzyszenie ojcu w sejmach stanów pomorskich poznawał ustawodawstwo kraju i już wówczas zrozumiał, jak trudna jest sztuka dobrego rządzenia.
Po powrocie Filipa z podróży zagranicznych spotkała wszystkich braci wielka żałoba - po krótkiej chorobie zmarła matka osierocając siedmioro dzieci. Jej śmierć zapoczątkowała znowu całą serię pogrzebów w najbliższej rodzinie; w 1600 roku zmarł stryj Jan Fryderyk, książę szczeciński, po nim - jego następca Barnim XII w 1603 roku, w dwa lata potem - książę Kazimierz, biskup kamieński, a na koniec, w 1606 roku, ojciec - Bogusław XIII, który władzą księcia szczecińskiego cieszył się zaledwie dwa lata.
W tym czasie Bogusław XIV od dawna marzył o tym, by pójść w ślady starszych braci i wyruszyć w dalekie podróże po obcych krajach. Przed śmiercią Bogusława XIII sytuacja materialna rodziny księcia była niezła, ponieważ najstarszy z braci został namiestnikiem w księstwie szczecińskim i przez ojca uznany był za następcę, a młodszy, Franciszek, otrzymał w zarząd księstwo kamieńskie. Mógł więc młody Bogusław liczyć na pomoc finansową i braci, i ojca.
Książę Bogusław wybrał nieco inną trasę niż jego brat Filip, gdyż wyruszył drogą morską wzdłuż wybrzeża Niemiec, odwiedzając ważniejsze miasta portowe. W Niderlandach trafił akurat na walki Hiszpanów pod Ostendą i był świadkiem kapitulacji tej twierdzy, którą zdobyli Holendrzy. Po zwiedzeniu ważniejszych miast i twierdz w Niderlandach udał się Bogusław do Anglii, gdzie po śmierci królowej Elżbiety władzę objął Jakub I ze Szkocji. Książę zwiedził Londyn w czasie słynnego zamachu prochowego i inne miasta Anglii; zapuścił się również do Szkocji, gdzie podziwiał wspaniałe górskie krajobrazy. Po Anglii przyszła kolej na Francję, która po okresie religijnej wojny domowej usuwała zniszczenia pod rządami Henryka IV. Francję Bogusław zwiedzał dosyć dokładnie; pragnął obejrzeć nie tylko cenne zabytki z dziedziny sztuki, ale również poznać różne prowincje i życie mieszkańców. Z królestwa francuskiego podążył Bogusław XIV do Italii, gdzie w tymże czasie w Rzymie po krótkich pontyfikatach Klemensa VIII i Leona XI zasiadł na tronie papieskim Paweł V, który wszczął wojnę z Wenecją. Z tego powodu książę Bogusław nie mógł zwiedzić całej Italii i pośpieszył z powrotem na północ, zwiedzając po drodze górne Niemcy. Do Szczecina przybył niestety za późno, gdyż na krótko przed powrotem syna umarł na zamku szczecińskim jego ojciec, Bogusław XIII. Rządy księstwem szczecińskim spoczęły w ręku najstarszego z braci - Filipa II.
W rok po śmierci ojca wszyscy bracia po długich pertraktacjach doszli do porozumienia i zawarli między sobą układ tymczasowy na lat osiem. Porozumienie dotyczyło podziału ojcowizny. Filip II jako najstarszy zatrzymał władzę nad całością księstwa, które nie powinno ulegać dalszym podziałom. Młodszy brat, Franciszek I, obok biskupstwa kamieńskiego dodatkowo otrzymał w zarząd starostwo bytowskie. Książę Bogusław zaś razem z młodszym bratem Jerzym III przejął okręg darłowski. Najmłodszy z braci, Ulryk, zadowolił się tylko roczną pensją.
Po tym porozumieniu Bogusław z Jerzym przenieśli się do Darłowa, gdzie urządzili skromny dwór. W tym czasie Bogusław odbył kilka podróży na Zachód. Pod wpływem wieści o szykującej się wojnie cesarza z Turcją, Bogusław zamierzał wyprawić się z orszakiem zbrojnych na dwór do Wiednia i marzył o dokonaniu W czasie wojny rycerskich czynów. Rychłe zawarcie pokoju z Turkami przez cesarza Rudolfa II przekreśliło zamiary Bogusława. W 1607 roku książę wyjechał do Meklemburgii na wesele siostry Klary Marii, która po śmierci pierwszego męża w związek małżeński wstępowała po raz drugi - z księciem Brunszwiku.
W tym czasie wrócił na Pomorze brat Franciszek I, który dłuższy czas - zostawiwszy sprawy księstwa kamieńskiego w rękach urzędników - podróżował po Francji i Niderlandach, a potem także przemierzył całe niemal Czechy. Po odbyciu podróży ożenił się z córką księcia saskiego Zofią. Ślub odbył się w Dreźnie w 1610 roku; Bogusław pojechał na te uroczystości w zastępstwie najstarszego brata Filipa II. Wesele było okazją do wielkiego zjazdu książąt Rzeszy i delegatów cesarskich, pozwoliło też Bogusławowi na zawarcie wielu ciekawych znajomości.
Życie na dworze w Darłowie nie stwarzało wielu okazji do rozrywek. Dlatego od czasu do czasu przebywał książę w Szczecinie. Na przykład Bogusław wziął udział w wielkich uroczystościach zorganizowanych przez Filipa II w tym mieście z okazji objęcia władzy cesarskiej przez arcyksięcia Macieja. Odbyło się wtedy wiele turniejów, balów maskowych i uroczystych pochodów przez miasto.
Lata jednak szybko mijały i książę Bogusław dobiegał już trzydziestki; należało się rozejrzeć za odpowiednią kandydatką na żonę. W owych czasach była to nie tylko sprawa osobista zainteresowanego, ale również sprawa całej rodziny. Po wielu naradach i rozmowach w rodzinie Bogusława XIV postanowiono wszcząć starania o rękę Elżbiety, księżniczki z Holsztynu-Sonderburg. Oświadczyny zostały przyjęte i księżniczka przybyła do Szczecina, a stąd przywiózł ją do Darłowa sam książę Filip II. Skromne uroczystości weselne odbyły się w Darłowie.
Po ślubie Bogusława, Jerzy III przeniósł się z darłowskiego zaimku do Bukowa i tam urządził swoją siedzibę. Po tym weselu znowu spadły na rodzinę książęcą nieszczęścia w postaci kilku pogrzebów. Najpierw umiera, w 1616 roku, macocha Bogusława, Anna, mieszkająca w dobrach wdowich, w starostwie szczecineckim. W rok potem z grona Gryfitów śmierć zabiera Jerzego, który zmarł nagle mając lat 35.
Nieoczekiwany zgon brata przyczynił się poważnie do pogorszenia zdrowia księcia Filipa. Jeszcze książę Bogusław XIV nie zdołał przejąć po zmarłym Jerzym jego dóbr i zabezpieczyć rezydencji bukowskiej, a już na zamku w Szczecinie poddał się wyrokowi losu najstarszy brat panujący w księstwie szczecińskim - książę Filip II.
Przedwczesna śmierć Filipa wprowadziła poważne zmiany w dotychczasowe życie Bogusława XIV. Władzę nad opustoszałym księstwem objął najstarszy z braci, książę Franciszek I, który dotychczas, jako biskup kamieński, przebywał najczęściej w Koszalinie, gdzie wybudował sobie siedzibę w upiększonym i częściowo przebudowanym zamku. Był człowiekiem o awanturniczym usposobieniu. Wiele lat podróżował po obcych krajach i był bardziej kondotierem niż biskupem. Najmniej wykształcony z wszystkich braci, wolał raczej konie i bitwy niż studia i książki.
Książę Franciszek I nakazał budynki pedagogium szczecińskiego przerobić na stajnie, do spełnienia książęcego polecenia nie doszło jednak wskutek perswazji doradców książęcych. Po śmierci brata objął księstwo szczecińskie, biskupstwo kamieńskie zostawiając najmłodszemu bratu - Ulrykowi.
Bogusław pozostał dalej w Darłowie, ale na krótko, gdyż w dwa lata potem Franciszek zmarł i władza nad księstwem szczecińskim przeszła z kolei w ręce Bogusława XIV.
Poddani chyba z ulgą powitali zmianę rządów, ponieważ książę Franciszek nie dbał zbytnio o dobro poddanych i często lubił zaglądać do kielicha, o czym świadczy m. in. końcowy fragment listu młodszego brata Ulryka, wysłany z okazji ślubu Franciszka; czytamy w nim: "przywiozę z sobą wielką, wielką stągiew wina i prosimy, aby Wasza Miłość zechciała wypić i także naszego brata Bogusława [XIV] pozdrowić". Poza tym Franciszek był typowym żołnierzem, chociaż zbyt często prochu nie wąchał. Na odgłos wydarzeń w Czechach począł przygotowywać się na wszelki wypadek do wojny i w tym celu nakładał na poddanych nowe podatki, aby nadrobić wielkie zaniedbania w dziedzinie obronności powstałe za czasów ostatnich, pokój miłujących książąt pomorskich, a szczególnie za rządów Filipa II.
Kazał na przykład ściągać działa z miast i miasteczek pomorskich do Szczecina, by to miasto w razie potrzeby przekształcić w silną twierdzę. Planów nowego władcy nie rozumieli przyzwyczajeni do pokoju poddani i dlatego niechętnie wykonywali jego rozporządzenia.
Ostatnie miesiące rządów księcia Franciszka zapisały się również niechlubnie w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości, gdyż skazano wówczas na karę śmierci niewinną staruszkę ze znamienitego pomorskiego rodu Borków i wyrok wykonano.
Szybkie wymieranie dynastii Gryfitów i brak potomstwa w młodych małżeństwach książąt pomorskich w tym pełnym fanatyzmu religijnego i ciemnego zabobonu wieku XVII tłumaczone były ingerencją sił nadprzyrodzonych.
Sydonia von Bork - piękna i posażna córka możnowładcy pomorskiego - miała rzekomo wielkie aspiracje i odtrącała licznych kandydatów do swej ręki, marząc o wyjściu za księcia. Dostawszy się na dwór księcia Filipa I w Wołogoszczy, potrafiła swymi wdziękami oczarować najpiękniejszego z synów księcia - Ernesta Ludwika, który w porywach młodzieńczego uczucia przyrzekł jej nawet małżeństwo. Nie pozwoliła na taki mezalians rodzina księcia i ostatecznie Sydonia, poniżona w swej godności i dotknięta w durnie kobiecej, opuściła dwór wołogoski, a książę Ernest Ludwik ożenił się z księżniczką brunszwicką.
Do czasu śmierci ojca Sydonia nie cierpiała żadnej biedy i nadal wyjść za mąż nie chciała. Kiedy zabrakło jej ojca (matka zmarła wcześniej), wówczas zaczęły się ciężkie dni dla pięknej, ale już nie pierwszej młodości Sydonii. Brat zmarłego ojca będąc dworzaninem księcia szczecińskiego bezprawnie pozbawił bezbronną kobietę rodowych dóbr i w ten sposób Sydonia znalazła się niemalże w nędzy.
Wówczas też zaczęto posądzać ją o czary i pragnienie zemsty na książęcym rodzie. Powód do tego dały liczne pogrzeby książąt poczynając od nieoczekiwanej śmierci Ernesta Ludwika, potem Jana Fryderyka, następnie Barnima XII, Kazimierza IX i Bogusława XIII. Twierdzono - a plotki te rozsiewał głównie stryj, który zagarnął majątki - że Sydonia miała przekląć cały ród Gryfitów, a żony książąt skazać na bezpłodność. Bezdzietne małżeństwa kilku książąt pomorskich zdawały się potwierdzać te podejrzenia.
Skoro zaś w ciągu kilku miesięcy zmarło wielu osobistych wrogów Sydonii, przypuszczenie zaczęto traktować jako pewnik. Zamknięta w klasztorze w Marianowie koło Stargardu, Sydonia swym zachowaniem umacniała otoczenie w podejrzeniu. Rozżalona na Filipa II za to, że w jej procesie ze stryjem o ojcowskie majątki poparł wbrew sprawiedliwości swego dworzanina, odgrażała się mu i jego braciom. Kiedy po krótkiej chorobie zmarł bardzo młodo i bezpotomnie książę Jerzy (prawdopodobnie na skutek nadużywania alkoholu), wówczas nawet książę Filip - człowiek prawy i szlachetny, a nade wszystko wykształcony - zaczął dawać wiarę szerzonym wobec Sydonii posądzeniom. Wrogowie Sydonii działali także na dworze książęcym w Szczecinie i gdy książę Filip w czasie podróży do Szczecinka ciężko zaniemógł - za przyczynę choroby władcy podano działanie czarów rzuconych przez Sydonię.
Śmierć księcia Filipa II dolała oliwy do ognia. Książę Franciszek przejąwszy władzę po bracie postanowił wytoczyć proces starej już kobiecie, naiwnie wierząc, że tym posunięciem uratuje swój ród od wymarcia, gdyż w dalszym ciągu ani on, ani dwaj jego bracia nie mieli potomstwa mimo młodego wieku.
Pierwsze przesłuchania podejrzanej o czary przeprowadzono w marianowskim klasztorze, gdzie zawistne współtowarzyszki nie szczędziły oszczerstw, by wtrącić znienawidzoną Sydonię do więzienia. Jeden ze świadków, człowiek o wielce podejrzanej przeszłości, zeznał na mękach, że sam zajmował się czarami i osobiście spotykał Sydonię na zjazdach czarownic.
Z rozkazu księcia Franciszka przewieziono następnie nieszczęsną staruszkę do dawnego zamku Barnima XI w Grabowie i tam torturami zmuszono ją do zeznań; za pomocą "butów hiszpańskich" i innych najbardziej wymyślnych narzędzi mąk oprawcy zmusili Sydonię do przyznania się do "winy". Staruszka potwierdziła na mękach zarzucane jej przestępstwa, sformułowane w 74 artykułach, wśród których nie brakło posądzeń o otrucie księcia Filipa II, o rzucanie czarów na żony książąt, a także o obcowanie z szatanem.
Wymuszone zadawaniem bólu potwierdzenie przez oskarżoną zarzucanych jej zbrodni było podstawą surowego wyroku sądu książęcego, który skazał blisko osiemdziesięcioletnią szlachciankę na ścięcie, a potem na spalenie. Od ogłoszenia wyroku do jego wykonania upłynęło jednak jeszcze kilka miesięcy, ponieważ - zgodnie z prawem magdeburskim - wyrok powinien być potwierdzony przez sąd miasta Magdeburga.
Sąsiedni książęta i wybitne rody pomorskie czyniły starania u księcia Franciszka, aby uwolnił niewinną Sydonię von Bork lub złagodził karę, książę jednak wyroku nie zmienił. Książęcy upór miał podobno przyczyny w osobistej nienawiści księcia do Sydonii. Książę bowiem, gdy Sydonia więziona była na zamku w Grabowie, miał udać się do niej i błagać ją o zdjęcie klątwy z jego rodu. Świadoma jego lęku, Sydonia odrzuciła prośbę twierdząc, że to, co się raz stało, nie może się odmienić, czym pozyskała sobie najgroźniejszego wroga.
Po nadejściu potwierdzenia z sądu magdeburskiego Sydonię ścięto 19 sierpnia 1620 roku pod murami Szczecina na tzw. kruczym kamieniu. Po egzekucji zwłoki nieszczęsnej na rozkaz księcia zostały spalone, a prochy rozsypane po okolicznych polach.
Zemsta księcia na rzekomej czarownicy bardziej ze strachu o swe własne życie niż z przeświadczenia o jej zbrodniach nie na wiele się przydała. Jeszcze tego roku, dokładnie w trzy miesiące po ścięciu Sydonii, zmarł nagle po trzech dniach choroby książę Franciszek. Kolejny nieoczekiwany zgon w rodzinie książęcej wzmógł jeszcze bardziej wiarę w czary nie tylko wśród prostego ludu. W czary i czarownice wierzył Bogusław XIV - człowiek o typowej dla XVII wieku mentalności, pełnej zabobonu i dewocji.
Władzę po bracie obejmował Bogusław w nie najlepszych dla Pomorza Zachodniego czasach. Książę opuścił dotychczasową siedzibę - zamek darłowski - odstępując ją bratu Ulrykowi, a sam przeniósł się do Szczecina. Z pewnością jeszcze trzy lata temu z uwagi na starszych braci i ich ewentualnych synów nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie panował na zamku szczecińskim.
Księstwo przeżywało trudności wewnętrzne. Suma długów państwowych za czasów księcia Franciszka wynosiła około 150 000 guldenów, które książę Bogusław obiecał spłacić. Na początek postanowił ograniczyć wydatki swego dworu. Do stanów pomorskich zwrócił się z prośbą o pokrycie kosztów pogrzebu zmarłego brata z pieniędzy przeznaczonych na cele obrony kraju. Zamiast przyjmowania hołdu od stanów w poszczególnych okręgach, jak to było w zwyczaju za poprzedników, książę Bogusław zażądał 12.000 guldenów tzw. rekognicji, co oczywiście było znaczną ulgą dla poddanych, ponieważ uroczystości składania hołdu były o wiele kosztowniejsze.
Pomorze Zachodnie w owym czasie było państwem stanowym, w którym władza książęca była silnie ograniczona na rzecz szlachty. Książę Jan Fryderyk, a następnie Bogusław XIII próbowali ograniczyć jej uprawnienia, ale daremnie. Bogusław XIV i Filip Juliusz byli zmuszeni przystać na rozliczne przywileje szlacheckie, co potem znalazło potwierdzenie w kancelarii cesarskiej.
Przez hegemonię szlachty, podobnie jak w Polsce, ograniczono rozwój miast i w ten sposób krępowano rozwój życia gospodarczego. Coraz bardziej zmniejszały się dochody skarbu książęcego, które w tym czasie wystarczały zaledwie na pokrycie potrzeb dworu. Podatki każdorazowo zależały od zgody stanów. Coraz bardziej zaznaczał się tutaj wpływ polskich instytucji stanowych, które w Polsce kontrolowały gospodarkę finansową króla. Doszło nawet do tego, że i sejmy pomorskie niekiedy zwoływano bez zgody i wiedzy księcia, co oczywiście spotkało się z ostrą reakcją ze strony Jan Fryderyka i Bogusława XIII, uważających takie postępowanie za naruszenie swych prerogatyw książęcych. Nawet radców ziemskich po roku 1625 musiał książę dobierać sobie za zgodą i z grona kandydatów wysuniętych przez stany. Kolegium radców dworskich miało szerokie uprawnienia, bo do jego kompetencji należało zwoływanie zjazdów stanowych i przedkładanie im propozycji księcia. Także spośród tego grona wyłaniani byli główni poborcy, którzy także zarządzali skarbem księstwa. A skarb ten nie był imponujący. Panowanie Filipa II nadwerężyło go znacznie. W chwili obejmowania rządów przez Bogusława XIV zadłużenie Pomorza Zachodniego wynosiło ok. 100 000 florenów, a wiosną 1624 roku długi wzrosły do 309.090 florenów. Niedomagał także wymiar sprawiedliwości i w nie najlepszym stanie były sprawy porządku publicznego. Były wszakże próby reform w roku 1613, ale pomimo zaakceptowania ich przez sejm pomorski w 1616 roku - nie weszły w życie. W 1619 roku opublikowano obszerny zwód przepisów regulujących sprawy lenne oraz uposażenie wdów i córek szlacheckich. Wydano także ordynację chłopską normującą wszelkie sprawy wiejskie. Ustalała ona praktykę rugów chłopskich i przywiązania chłopów do ziemi. Większość chłopów uznano obecnie za poddanych osobistych pana. Ordynacja chłopska była sukcesem klasowej polityki szlachty pomorskiej.
Także pod względem obronności Pomorze Zachodnie przedstawiało wiele do życzenia. W innych krajach Rzeszy rozbudowane już były armie najemne, tutaj zaś nadal trzymano się pospolitego ruszenia. Książęta zdawali sobie jednak z tego sprawę, a wybuch wojny trzydziestoletniej skłaniał do większych wysiłków w kierunku reorganizacji służby wojskowej. W 1619 roku powołano specjalną komisję złożoną z radców książęcych i doświadczonych wojskowych. Komisja orzekła, że dla obrony kraju konieczna jest armia złożona z 8000 piechoty i 1500 jazdy. Wysunięto także żądanie budowy arsenału-zbrojowni w Szczecinie, która dotychczas istniała tylko w Wołogoszczy. Te postulaty nie doczekały się jednakże realizacji. Jedynie w 1624 roku utworzono niewielki fundusz na zorganizowanie obrony w poszczególnych okręgach kraju.
Tuż po objęciu władzy przez Bogusława zaczęły się dla obu książąt - Bogusława XIV w księstwie szczecińskim i księcia Filipa Juliusza w księstwie wołogoskim - nowe kłopoty z powodu podatku płaconego cesarzowi na obronę Rzeszy, który Pomorze, należące do okręgu saskiego, miało zapłacić w wysokości 83 500 talarów. Księstwa początkowo próbowały sprawę odwlec, ale kiedy elektor saski - odpowiedzialny przed cesarzem za ściągnięcie tych sum - zagroził zakwaterowaniem swego wojska na terenie księstw pomorskich, wówczas książęta zaczęli nakłaniać stany do uchwalenia odpowiednich podatków z obawy, że wielka zawierucha wojenna, jaka wybuchła już w Czechach, dosięgnie również Pomorze Zachodnie. Drugim ważnym powodem uległości książąt wobec cesarza były ich starania o potwierdzenie lenna pomorskiego, które zakończyły się pomyślnie; cesarz Ferdynand II potwierdził pomorskie lenna w 1622 roku w Ratyzbonie.
W tymże samym roku na panującą rodzinę Gryfitów spadł nowy cios: umarł najmłodszy z braci - książę Ulryk. Śmierć najmłodszego brata była dla Bogusława XIV wielkim wstrząsem. Jeszcze w lipcu 1622 roku Bogusław zaprosił Ulryka do Szczecina, dokąd przyjechał także stryjeczny brat Filip Juliusz, książę wołogoski. Na zamku szczecińskim odbyły się wtedy rozmowy na tematy polityczne; omawiano także sprawy rodzinne, a potem wyruszono w okolice Szczecina na polowanie. Podczas pobytu w Szczecinie książę Ulryk poczuł nieoczekiwanie dziwne bóle i zaczęły mu puchnąć nogi oraz brzuch. Nadworni lekarze nie szczędzili wysiłków, by przywrócić księcia do zdrowia, ale daremnie.
Wreszcie - kiedy choroba robiła szybkie postępy, a chory książę pragnął za wszelką cenę jechać do Darłowa twierdząc, że tamtejsze powietrze przyniesie mu poprawę - postanowiono odwieźć go do zamku darłowskiego. Orszak z chorym wyruszył ze Szczecina 7 października. W towarzystwie żony, księżniczki brunszwickiej, i siostry, wdowy po księciu de Croy, oraz brata Bogusława i księcia Kurlandii, wyruszył Ulryk w swą ostatnią podróż. W całym księstwie zarządzono uroczyste modły za powrót do zdrowia młodego księcia. Stan księcia Ulryka pogarszał się z dnia na dzień. W dniu 11 października zdołano dojechać do Pobierowa w biskupstwie kamieńskim i tam musiano przerwać podróż, gdyż ciężki stan chorego nie pozwalał na dalszą jazdę. Na domiar złego chory książę w czasie podróży przeziębił się i mocny kaszel jeszcze bardziej osłabił i tak już wycieńczony organizm.
O niebezpiecznym stanie chorego Ulryka lekarze powiadomili księcia Bogusława, który wcześniej zawrócił z drogi i udał się z powrotem do Szczecina. Na wieść o stanie chorego brata Bogusław zostawił sprawy państwowe i natychmiast, co koń wyskoczy, wyruszył do Pobierowa, dotąd dotarł w dniu 29 października. Niezwykle osłabiony Ulryk był jednak przytomny i mógł z Bogusławem rozmawiać. Dzień potem chory był już tak słaby, że próbowano go wzmocnić różnymi balsamami. Następna noc przyniosła jeszcze większe osłabienie, a w dniu 31 października książę był już konający. W ostatnich godzinach życia Ulryka zaczęto odmawiać za kaznodzieją nadwornym modlitwy za konających; książę zupełnie przytomny cicho powtarzał słowa, ledwie dostrzegalnie poruszając wargami. Wreszcie około godziny szóstej po południu Ulryk skonał w obecności brata Bogusława, żony i siostry. Bogusław XIV urządził bratu wspaniały pogrzeb.
Razem z księciem Ulrykiem znikła ostatnia nadzieja na utrzymanie dynastii, gdyż tylko z tego młodego małżeństwa, które przeżyło z sobą zaledwie trzy lata, można było spodziewać się potomstwa.
Biskupstwo kamieńskie po śmierci Ulryka stało się przedmiotem wytężonych starań ze strony króla Danii, który pragnął osadzić w Kołobrzegu swego syna, również Ulryka. Przeciwstawiał się temu kategorycznie książę Bogusław XIV. Książę szczeciński sam ogłosił się tytularnym biskupem kamieńskim, a swego krewnego, księcia wołogoskiego, uznał koadiutorem, przez co biskupstwo kamieńskie nadal zostało w posiadaniu książąt pomorskich.
Tymczasem odgłosy wojny trzydziestoletniej docierały coraz bardziej do Pomorza. Sukcesy katolickiej Ligi zaniepokoiły protestantów. Na zjeździe przedstawicieli okręgu saskiego postanowiono powołać pod broń 6000 piechoty i 2000 jazdy, z czego na Pomorze przypadało 800 jazdy i około 1000 piechoty. Książęta pomorscy zmobilizowali już częściowo znaczną armię, ale potem - skoro niebezpieczeństwo było jeszcze odległe - pod naciskiem stanów pomorskich rozpuszczono te skromne siły. Zamiast pomagać swym władcom i zbroić kraj, stany pomorskie wykłócały się z książętami o każdy grosz, tak potrzebny na cele obrony, nie zdając sobie sprawy, że na bezbronny kraj spadną wkrótce spragnione łupu, dzikie roty Wallensteina, a potem oddziały szwedzkie.
Niepewność dnia jutrzejszego oraz szybkie wymieranie dynastii sprzyjały szerzeniu się defetyzmu. Nawet różne dziwne zjawiska przyrody brano za złe wróżby na przyszłość. Pojawienie się w 1620 roku wieloryba, który przygnany w te strony zdechł u wybrzeży wyspy Wolin, komentowane było jako zły znak. Złowiony w Zalewie Odrzańskim olbrzymi szczupak o czerwonych oczach miał być zapowiedzią przyszłych nieszczęść. W Wołogoszczy zaś, w 1625 roku, podczas ćwiczeń wojskowych przez nieuwagę wystrzelił jakiś muszkiet i kula dziwnym trafem uderzyła w drzewce proporca z herbem książąt pomorskich, co natychmiast uznano za złowrogą przepowiednię najbliższej przyszłości. Tajemnicze zjawisko miało miejsce w kościele zamkowym w Szczecinie: wisząca od wielu lat korona spadła bez rzekomo żadnej przyczyny i swym ciężarem wytrąciła miecz z ręki drewnianej figury wyobrażającej jednego z książąt pomorskich, co wśród zabobonnego mieszczaństwa szczecińskiego, a także wśród dworu książęcego wywołało odpowiednie komentarze o przyszłości państwa pomorskiego.
W 1623 roku poważnie zaniepokoiła księcia wieść z Berlina o gromadzeniu się wojsk polskich na granicy pomorskiej; oddziały polskie, głównie kozacy, liczyć miały około 10 tysięcy. Książę polecił wtedy zachować wszelkie środki ostrożności. Na przykład starosta Białogardu Jan Hechthausen miał opatrzyć mury miejskie oraz uzupełnić amunicję i przygotować broń. Podobny rozkaz wyszedł z kancelarii książęcej w dwa lata później - 22 maja 1625 roku z Wołogoszczy - w którym książę mówił o zagrożeniu ze strony Lisowczyków. Rozkaz księcia odczytany był również z ambon w Szczecinie. Na dzień 1 czerwca 1625 roku książę zapowiedział przegląd wojskowy w Bobolicach. Jednocześnie szpiedzy pomorscy wyruszyli do Polski i uzyskali wiadomość od Golców z Henrykowa, że grasujące na granicy wojska są luźnymi bandami Lisowczyków, które zwalcza wojsko króla. Tę wiadomość potwierdził również wojewoda pomorski Jan Wejher i cała mobilizacja księstwa okazała się zbyteczna.
W Wołogoszczy rządził nadal książę Filip Juliusz, od dziecka cieszący się dobrym zdrowiem. Był człowiekiem dużej odwagi i wielkiej odporności fizycznej, tak że często słudzy nie mogli mu dorównać wytrzymałością w podróżach czy polowaniach, które wymagały dobrej kondycji fizycznej. Książę Filip dobiegał już czterdziestki, ale raczej rzadko uskarżał się na jakiekolwiek dolegliwości. Dopiero w lipcu 1625 roku zapadł na jakąś febrę, potem odbył jeszcze męczącą podróż do Franzburga, Barda i na Rugię, gdzie przyjmował poselstwo króla Anglii. W drodze powrotnej odwiedził matkę - wdowę po księciu Erneście Ludwiku - do której zawsze odnosił się z wielką serdecznością.
Znaczne pogorszenie zdrowia przyszło jesienią, ale jeszcze w listopadzie postanowił książę Filip Juliusz odbyć podróż do Słupa i Turzychgłów. Wyprawa podczas zimy zaszkodziła zdrowiu księcia. Po powrocie z podróży książę przez 8 tygodni nie opuszczał swego pokoju i stopniowo opadał z sil. Filip Juliusz należał do ludzi lubiących obficie zjeść; już na rok przed chorobą nadworni lekarze ostrzegali go, aby unikał "zbyt długiego przesiadywania przy kolacjach i nie przeciążał żołądka potrawami i napojami". Lekarskie uwagi książę zbywał kartami. Filip Juliusz umarł bezpotomnie 6 lutego 1626 roku mając lat 40. Wdowa po nim, Agnieszka brandenburska, wyszła wkrótce za mąż za księcia saskiego.
Rządy w Wołogoszczy przejął brat stryjeczny zmarłego - Bogusław XIV, który w kwietniu 1626 roku odebrał hołd lenny od stanów księstwa wologoskiego. W ten sposób - po przeszło stu latach podziału na księstwa wołogoskie i szczecińskie - całe Pomorze Zachodnie zostało ponownie zjednoczone. Niestety, stało się to dopiero w momencie, gdy wojna była już u granic księstwa pomorskiego.
Król duński pragnął wspomóc współwyznawców w Rzeszy i wystąpił przeciw armii cesarskiej, która pod wodzą Tilly'ego coraz bardziej zapuszczała się na północ Niemiec. Przeciw cesarzowi Ferdynandowi II oraz nowo utworzonej armii Wallensteina wystąpił Mansfeld, który na czele zaciężnych oddziałów próbował zagrodzić między Odrą i Łabą drogę wojskom cesarskim. Na Pomorzu jednak ograniczono się jedynie do obsadzenia piechotą miejską ważniejszych przejść, mało troszcząc się o zabezpieczenie granic księstwa. Szlachta i miasta nadal odmawiały podatków na cele wojenne i książę Bogusław - chociaż zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa - był bezradny wobec opozycji stanów.
Po klęsce armii duńskiej pod Lutter am Barenberge w dniu 27 sierpnia 1626 roku wojska cesarskie stanęły u granic Pomorza. Położenie było tym bardziej poważne, że w czasie toczącej się nadal wojny Szwecji z Polską król szwedzki kilkakrotnie próbował przeprowadzić swoje oddziały przez terytorium Pomorza Zachodniego. Mimo sprzeciwu ze strony Bogusława i mimo wysokiego okupu 9000 talarów - znaczny oddział Szwedów przedarł się przez księstwo pomorskie i dotarł na pole bitwy pod Hamersztynem, gdzie hetman Koniecpolski odniósł wielki sukces militarny nad wojskami szwedzkimi. Szwedzi gwałcąc suwerenność Pomorza Zachodniego stworzyli precedens. Z kolei cesarz zażądał przepuszczenia swych wojsk przez terytorium pomorskie. W tym samym czasie Zygmunt III wysłał poselstwo do miast portowych Pomorza Zachodniego, prosząc o powstrzymanie się od wszelkiego handlu ze Szwecją, a zwłaszcza od dostaw broni i żywności, grożąc w przeciwnym wypadku konfiskatą mienia przez flotę polską. Jednocześnie 5 polskich okrętów zawinęło do portu w Kołobrzegu, szukając schronienia przed flotą szwedzką. Jednakże wojsko pomorskie pod wodzą Siegfrieda Damitza w sile 100 koni i małego oddziału piechoty z Koszalina i Kołobrzegu zażądało opuszczenia portu. Polacy po trzech dniach oczekiwania na sprzyjający wiatr opuścili kołobrzeską przystań i cało wrócili do Gdańska. Ich dowódcą był Szkot Murrey.
Po zajęciu Meklemburgii przez wojska Wallensteina, Bogusław XIV zwołał w sierpniu 1627 roku sejm do Wolina, na którym dla obrony księstwa postanowiono zaciąg piechoty i 1200 muszkieterów.
Sytuacja polityczna zmieniała się z tygodnia na tydzień. Po pokonaniu Danii, król szwedzki Gustaw Adolf i Polska przy pośrednictwie Francji dążyły do pokoju. Zakończenie wojny w Polsce dawało Szwecji wolną rękę w sprawach Rzeszy, czego obawiał się cesarz i Wallenstein. Dla zaszachowania Szwecji należało opanować jak najszybciej Pomorze Zachodnie, które było w tej wojnie niezwykle ważnym terytorium strategicznym, a także pierwszorzędnym partnerem handlowym dla Szwecji. Wychodząc z tych założeń, Wallenstein wbrew zapewnieniom cesarskim, że jego wojska nie będą kwaterowane na terytorium księstwa pomorskiego, począł przerzucać swe oddziały na Pomorze Zachodnie. Poza tym cesarz Ferdynand zdawał sobie sprawę z bliskiego wygaśnięcia dynastii pomorskiej i na wszelki wypadek chciał ten kraj mieć w swych rękach, gdyż bezbronny - mógł łatwo dostać się w posiadanie nieprzyjaciela.
Książę Bogusław nadal naiwnie wierzył w zapewnienia cesarza, że neutralność Pomorza zostanie uszanowana. W Polowie października 1627 roku Bogusław, przebywający wtedy w Wołogoszczy, został namówiony przez swych dworzan (przekupionych prawdopodobnie przez cesarza) do odbycia podróży do Franzburga, mimo że wielu przewidujących doradców dworu sprzeciwiało się tej podróży z powodu stacjonowania w pobliżu armii cesarskiej. Bogusław jednak w towarzystwie dworzan udał się tam. Ledwo książę zdołał przybyć na zamek, a już przyjechało kilku oficerów z armii cesarskiej z poleceniem, aby książę przyjął na kilka tygodni 10 regimentów cesarza i obsadził wojskami cesarskimi ważniejsze przejścia graniczne w swym państwie, gdyż wymagała tego niebezpieczna sytuacja polityczna, a rokowania pokojowe między Polską a Szwecją jeszcze nie dały wyników.
Daremnie Bogusław prosił o czternastodniową zwłokę tłumacząc się tym, że bez wiedzy doradców i stanów decydować w tak zasadniczej sprawie nie może. Wysłannik cesarza, hrabia Arnim, był jednak nieustępliwy i groził wtargnięciem wojsk cesarskich na Pomorze. W takiej sytuacji książę ustąpił i wydał polecenie przygotowania kwater dla wojsk cesarskich. W kilka dni potem, 10 listopada 1627 roku, podpisana została tzw. kapitulacja we Franzburgu (Nowopole).
Wojska cesarskie zostały rozlokowane na całym Pomorzu; książę zastrzegł sobie jednak, że Wołogoszcz, Szczecin, Dąbie i Koszalin oraz siedziby szlachty będą wolne od kwaterunków. Wkrótce rozlokowano 33 kompanie na Pomorzu wołogoskim, 35 kompanii na wyspie Ruguj oraz 55 kompanii na Pomorzu szczecińskim. Oprócz wyżywienia stany pomorskie musiały dostarczać wojskom cesarskim również odpowiednich funduszy na żołd dla żołnierzy, co wynosiło 38.000 talarów miesięcznie. Były to zatem wydatki przekraczające możliwości księstw pomorskich, tym bardziej że zdziczały żołnierz często uciekał się do grabieży.
Główny ciężar utrzymania wojsk cesarskich spoczywał przede wszystkim na mieszczaństwie, przeto nic dziwnego, że w krótkim czasie kwitnące miasta pomorskie popadły w nędzę: upadł w nich handel i rzemiosło. Obawa przed rabunkiem nie pozwalała kupcom wystawiać towarów. Chłopi zaś nie przyjeżdżali do miast ze swymi produktami, gdyż nie tylko musieli świadczyć specjalne daniny dla żołnierzy na alkohol, ale również rabowano im towar na drodze.
Na próżno książę Bogusław XIV wysyłał poselstwa do cesarza, kiedy minął sześciotygodniowy termin pobytu armii cesarskiej na Pomorzu. Ferdynand II wojsk nie wycofywał, a nawet przysyłał nowe oddziały, zwłaszcza na terytorium księstwa wołogoskiego, gdyż tutaj zaczęła się walka o Strzałów.
Z wszystkich miast Pomorza Zachodniego tylko Strzałów odmówił przyjęcia wojsk cesarskich. Już od dawna miasto to sprzyjało Szwedom i z handlu ze Szwecją ciągnęło wielkie korzyści. Dowódca wojsk cesarskich, hrabia Arnim, zażądał od Strzałowa okupu 150.000 talarów. Zaczęły się bezowocne układy, w których próbował pośredniczyć książę Bogusław. Rada miejska mając poparcie Danii odrzuciła wszelkie propozycje wodzów cesarskich; Strzałów postanowił się bronić do upadłego.
W styczniu 1628 roku wojska cesarskie zaczęły oblegać miasto. Bogusław, z obawy przed zemstą cesarza Ferdynanda II za opór Strzałowa, ponownie wystąpił z propozycją mediacji, ale i tym razem daremnie. Strzałów nie myślał rezygnować z obrony, licząc na pomoc duńską od strony morza. W maju 1628 roku pod mury miasta przybyła wielka, bo 8 tysięcy żołnierzy licząca armia cesarska. Wkrótce potem, w końcu maja, Strzałów otrzymał od króla Danii Chrystiana IV znaczną pomoc - okręty duńskie przewiozły do obleganego miasta 1000 żołnierzy. W tej sytuacji książę Bogusław podjął jeszcze jedną próbę pokojowego rozwiązania konfliktu cesarza z miastem. Tymczasem rada miejska Strzałowa zawarła porozumienie z królem Szwecji Gustawem Adolfem.
Kiedy w mieście zabrakło prochu, wysłano statki po nowe transporty do Gdańska. Port gdański skutecznie blokowali wówczas Szwedzi; król szwedzki nie tylko pozwolił na przewóz prochu, ale nakłaniał Strzałowian do wytrwałego oporu przeciw wojskom cesarskim, obiecując daleko idącą pomoc. W kilka tygodni potem - 25 czerwca 1628 roku doszło do zawarcia formalnego sojuszu Strzałowa z królem Gustawem Adolfem na okres dwudziestu lat.
Książę Bogusław nie ustawał w tym czasie w staraniach o doprowadzenie do pokoju. Sojusz Strzałowa ze Szwecją był dla pomorskiego władcy niebezpieczny, gdyż miasto coraz bardziej przechodziło pod wpływy obcych potęg, i to bez wiedzy swego księcia. Z dwojga złego książę wolał, by Strzałów poddał się cesarzowi, jak to uczyniło całe Pomorze. Na skutek osobistych starań książę doprowadził do zawieszenia broni; oblegani wysłali delegację do Pragi w celu pertraktacji o warunki poddania miasta. Wallenstein jednak, żądny opanowania tej twierdzy, postawił takie warunki, że miasto nie mogło ich przyjąć. Ambitny wódz cesarski chciał osobiście nauczyć rozumu "hultajów ze Stralsundu".
Działania z rozkazu Wallensteina zostały wznowione, mimo że miasto zaczęło już dochodzić do porozumienia z Ferdynandem II co do warunków kapitulacji. Wbrew poleceniom cesarza, Wallenstein nie tylko nie starał się o zawarcie pokoju ze Strzałowem, ale celowo dążył do zerwania rozmów pokojowych. Kiedy wysłannik rady miejskiej przedstawił Wallensteinowi rezolucję cesarską, ten miał szyderczo odpowiedzieć: "Choćby ta twierdza była łańcuchami do nieba przytwierdzona, to i tak muszę ją zdobyć". Niebawem wznowiono oblężenie pod osobistym dowództwem Wallensteina, który ściągnął dodatkowo dziewięciotysięczną armię.
W ten sposób wszelkie wysiłki Bogusława XIV zostały sparaliżowane i Strzałów, nie mając innego wyjścia, coraz bardziej popadał w zależność od Szwecji, która przysłała znaczne wojska i nie szczędziła dostaw żywności dla głodującej twierdzy. Na nic się zdała osobista interwencja księcia Bogusława, który udał się do obozu oblegających i prosił o złagodzenie warunków poddania miasta. Wallenstein żądał usunięcia obcych wojsk z miasta i zakwaterowania w nim wojsk cesarskich.
Gdy obrońcy odrzucili te warunki, Wallenstein nakazał 24-godzinne bombardowanie miasta, chcąc poprzez olbrzymie zniszczenia zmusić załogę do poddania. Rada miejska gotowa była przystać na te warunki, ale na kapitulację nie pozwoliły wojska szwedzkie.
Przewlekające się oblężenie i wielkie straty w wojsku cesarskim oraz brak żywności zmusiły wreszcie Wallensteina do ustępstw. Wodzowi Ferdynanda II chodziło już tylko o ratowanie honoru. Nie mogąc zmusić mieszkańców do kapitulacji, zawarł Wallenstein z księciem Bogusławem układ, w którym rzekomo miasto przyjmowało jego warunki. Strzałów jednak tych warunków nie przyjął i ostatecznie armia cesarska odstąpiła od oblężenia w dniu 24 lipca 1628 roku.
Książę Bogusław XIV nie był już panem w Strzałowie. Gospodarzyli tam Szwedzi, a król duński próbował w tym czasie - choć bez skutku - przy pomocy floty opanować wyspę Rugię, zajętą przez wojska cesarza. Duńczycy zapuścili się wtedy również do Wołogoszczy i zajęli całą wyspę Uznam. Wojska cesarskie pod wodzą hrabiego Arnima zdołały jednak wyprzeć Duńczyków z Uznamu, a także z Wołogoszczy. W czasie tych walk wojska duńskie spaliły zamek wołogoski, zbudowany za czasów Filipa I. W rok potem doszło do zawarcia w Lubece układu pokojowego między królem duńskim a cesarzem. Nad interesami Bogusława XIV czuwali wysłani do Lubeki obserwatorzy. Książę pomorski uważał także za stosowne wydać specjalne polecenie w sprawie powszechnych modłów na całym Pomorzu o pokój i uchronienie kraju przed dalszą ruiną. Ani obecność obserwatorów przy tych rozmowach pokojowych, ani modlitwy nie na wiele się zdały, skoro - poza Strzałowem - zabrakło w państwie siły militarnej i odwagi.
Pokonanie Danii tak dalece wzmocniło siły cesarza, że przy poparciu czterech elektorów katolickich nie wahał się ogłosić - jeszcze przed podpisaniem pokoju w Lubece - edyktu restytucyjnego. Na jego podstawie wszelkie dobra zabrane Kościołowi po układzie passawskim w 1552 roku miały być obecnie zwrócone. Edykt miał dotyczyć również Pomorza Zachodniego. Zaczęto coraz częściej mówić o przejęciu w ręce katolickie biskupstwa kamieńskiego; w tej sprawie czynił starania w Rzymie pewien kanonik z Salzburga, a także król Polski Zygmunt III Waza. Te wieści zatrwożyły mocno księcia Bogusława, który mógł utracić wpływy na znacznej połaci kraju. Wysłał przeto do cesarza specjalne poselstwo, aby nie dopuścić do utraty biskupstwa. Starania odniosły skutek: Ferdynand II wziął pod uwagę lojalność księcia pomorskiego w czasie ostatnich działań wojennych i potwierdził mu prawa do biskupstwa kamieńskiego w 1630 roku. Poważniejsze jednak niebezpieczeństwo zagrażało Bogusławowi XIV z zupełnie innej strony, mianowicie ze strony Szwecji. Pod pozorem obrony luteran uciskanych przez cesarza, który pragnął wcielić w życie edykt restytucyjny, król szwedzki Gustaw Adolf dążył do umocnienia swych wpływów w Niemczech. Nagrodą za obronę interesów protestantów niemieckich miało być Pomorze Zachodnie, które w najbliższej przyszłości mogło zostać bez władcy, gdyż Bogusław XIV nie miał potomstwa, a jego choroba nie rokowała mu długiego życia. Przez zajęcie Pomorza Zachodniego król szwedzki, po wielkich sukcesach militarnych na terenie Polski i Prus, urzeczywistniłby wreszcie swój wielki cel - uczynienie Bałtyku wewnętrznym morzem szwedzkim.
Sytuacja gospodarcza Pomorza przedstawiała się w tym czasie niemal tragicznie. Cesarz w obawie przed atakiem Szwedów nadal trzymał na ziemi pomorskiej swe wojska, które - zgodnie z hasłem "wojna żywi wojnę" głoszonym przez Wallensteina - utrzymywane były kosztem podbitego kraju. Książę Bogusław zdawał sobie sprawę z nędzy, jaka spadła na jego księstwo w wyniku podpisania układów we Franzburgu i nie ustawał w staraniach o wycofanie wojsk Wallensteina z Pomorza. W 1630 roku wysłał swych przedstawicieli na sejm do Ratyzbony, aby złożyli na ręce cesarza Ferdynanda II skargę (54 artykuły), w której książę przedstawił ponury obraz nędzy swego kraju, spowodowanej przez okupację wojsk cesarskich.
Zabiera się ludziom wszystko - pisze książę Bogusław XIV - aż do ostatniej koszuli na grzbiecie, jak to czyni pułkownik Conti w Stargardzie. Okropne zuchwalstwa nie omijają i służby bożej, gdzie żołnierze przeszkadzają nie tylko w nabożeństwach, ale również rabują kościoły, otwierają groby w celach rabunkowych. Książęca władza i dochody zostały już tak ograniczone, że książęcy stół ma mniej do dyspozycji, niż przeciętny kapitan z armii Wallensteina. Wobec poddanych księcia żołnierze dopuszczają się wszelkich bezeceństw gwałcąc kobiety i panny, a często nawet nie oszczędzając i trupów. Nie mniej dotkliwie objawia się gniew żołnierzy w postaci pożarów, plądrowania i wymierzania kar chłosty. Przez rekwizycję środków żywnościowych ludzie zostali wtrąceni w taką nędzę i w tak straszliwy głód, że muszą się żywić nienaturalnymi potrawami, jak wywary z różnego zielska, pąki traw i drzew. W kilku wypadkach doszło nawet do tego, że żywiono się mięsem ludzkim, a jedna matka, by nasycić się mięsem, zabiła i ugotowała własne dziecko. Wszystkie te rzeczy spowodowane zostały przez postępowanie wojska cesarskiego, z którym ani poganie, ani Turcy równać się w tej mierze nie mogą, a nawet sam diabeł we własnej postaci z piekła rodem nie mógłby być gorszy.
Ta opinia księcia o wojsku Wallensteina bynajmniej nie była przesadzona. Wiele bowiem źródeł z tego czasu potwierdza nieludzkie wprost postępowanie wojsk tego wodza wobec ludności Pomorza. O wypadkach ludożerstwa wspomina również J. Micrelius - kronikarz żyjący w latach wojny trzydziestoletniej. Między innymi podaje też fakt, że w pobliżu Kamienia, w braku mąki ludzie wykopywali mączkę wapienną i mieszając ją z prawdziwą mąką piekli chleb, który był niezwykle szkodliwy dla zdrowia. Jeszcze większy głód panował na wyspie Rűgen; tamtejsza ludność żywiła się m. in. wodorostami morskimi.
Wysiłki księcia Bogusława zmierzające do usunięcia armii cesarskich z Pomorza (wojska Wallensteina wyrządziły - według obliczeń strony pomorskiej - szkody na Pomorzu na sumę 10 milionów talarów) nie zostały uwieńczone sukcesem. Cesarz jedynie pozbawił dowództwa nad armią księcia Frydlandu, Albrechta Wallensteina.
W tym czasie Szwedzi zdołali opanować wyspę Rugię, którą cesarz za pewnym odszkodowaniem odstąpił Danii. W tej sytuacji Bogusław z niepokojem oczekiwał ataku wojsk szwedzkich na Pomorze. Cesarscy dowódcy obsadzili nie tylko ważniejsze przejścia, gwałcąc ponownie układ we Franzburgu, ale domagali się również zgody na przejęcie i obsadzenie ich wojskami stolicy księstwa - Szczecina. Tym razem jednak Bogusław zdobył się na energiczny protest, wobec czego wojaka Ferdynanda II zaczęły przecinać dowóz żywności do Szczecina, zamierzając miasto pokonać głodem. Z drugiej zaś strony lada moment należało spodziewać się lądowania armii szwedzkiej. Bogusław zdobył się jeszcze na wysłanie posłów do Szwecji, prosząc króla Gustawa Adolfa o oszczędzenie w tej wojnie księstwa pomorskiego. Posłowie pomorscy przybyli do Sztokholmu W momencie, gdy armia szwedzka w sile 14 tysięcy była już gotowa do odpłynięcia. Na prośby posłów pomorskich Gustaw Adolf odpowiedział, że "dla swego i powszechnego bezpieczeństwa, o które podjął walkę, nie widzi lepszego w Niemczech miejsca do lądowania niż Pomorze". Poza tym dodał, że "nie ma on powodu traktować Pomorza jako kraj przyjazny, skoro książę przed dwoma laty na szkodę króla szwedzkiego odmówił przepuszczenia przez swe tory odmówił przepuszczenia przez swe terytorium wojsk szwedzkich, w wyniku czego poniosły one w Polsce klęskę. Nie pytał go również książę o radę, kiedy do wybrzeża Bałtyku zbliżała się armia cesarska, którą książę Bogusław dobrowolnie przyjął i przekazał jej ważniejsze przejścia i miasta, zaopatrując we wszelkie potrzeby". Dalej król Gustaw Adolf zarzucał księciu, że "w czasie oblężenia Strzałowa zostawił to miasto bez żadnej pomocy, a nawet starał się przekazać tę twierdzę w ręce cesarskie i usunąć stamtąd przysłane przez króla wojska szwedzkie".
Daremnie posłowie pomorscy starali się osłabić zarzuty króla tłumacząc, że cesarz był zwierzchnikiem Bogusława XIV. Prośba o uszanowanie neutralności Pomorza została przez Gustawa Adolfa odrzucona. Wkrótce silna flota szwedzka z królem na czele wylądowała na wyspie Uznam 24 czerwca 1630 roku. Król Gustaw Adolf pierwszy wysiadł na ląd, klęknął na ziemi i na oczach swej armii dziękował Bogu za szczęśliwe wylądowanie. Małe oddziały cesarskie szybko się wycofały i po kilku dniach wszystkie trzy ujścia Odry dostały się w ręce Szwedów.
Książę Bogusław, dowiedziawszy się o lądowaniu wojsk Gustawa Adolfa, raz jeszcze wysłał do kwatery króla szwedzkiego na wyspie Uznam posłów z prośbą o zachowanie neutralności Pomorza. Władca Szwecji jednakże ponownie odrzucił tę prośbę księcia.
Korzystając z pomyślnego wiatru, flota szwedzka wyruszyła na południe i w dniu 10 lipca nieoczekiwanie pojawiła się pod Szczecinem; dwoma strzałami armatnimi Szwedzi oznajmili księciu Bogusławowi XIV o swoim przybyciu. Król szwedzki zajął zdewastowany już, dawny zamek księcia Barnima Starego w Gra-bowie, a gdy wysłany do niego przedstawiciel księcia zapytał, w jakim celu król przybył do Szczecina - Gustaw Adolf odpowiedział, że "konieczność wymaga, aby zabezpieczyć miasto" i zażądał osobistej rozmowy z Bogusławem.
Ostatni przedstawiciel dynastii pomorskiej znalazł się w niezwykle trudnym położeniu. Przyjęcie warunków szwedzkich omaczało złamanie przysięgi lennej na wierność cesarzowi, co - zważywszy na wielką potęgę Cesarstwa i jego ostatnie sukcesy - wróżyło księciu ponurą przyszłość, z usunięciem z księstwa włącznie. Odrzucenie propozycji sojuszu ze Szwecją w sytuacji całkowitego wyczerpania księstwa, którego większość ziem nadal znajdowała się w rękach wojsk cesarskich, narażało Szczecin na bombardowanie i wzięcie szturmem. Obrona własnymi siłami była beznadziejna, a otwarcie bram miasta przed wojskami cesarskimi też nie polepszało sytuacji, tym bardziej że armie Ferdynanda były w odwrocie.
Po dłuższej rozmowie ze swymi doradcami, Bogusław XIV postanowił ostatecznie udać się do obozu króla Gustawa Adolfa i z nim osobiście pertraktować nad zmianą warunków sojuszu ze Szwecją.
Do króla książę pojechał karetą, gdyż już wówczas mocno podupadł na zdrowiu. Powitanie Bogusława w obozie szwedzkim przez Gustawa Adolfa było bardzo uprzejme; naprzeciwko orszaku książęcego król wyjechał konno, w chwili spotkania zsiadł z konia i przywitał księcia jak przyjaciela. W rozmowie jednak twardo obstawał przy swoich warunkach przymierza, a także żądał wydania Szczecina. Bogusław, któremu szczególnie zależało na utrzymaniu niezależności chociażby w tym jednym mieście, długo naradzał się z doradcami, aż wreszcie, zrezygnowany, podszedł do króla i na cały głos, tak aby go wszyscy usłyszeć mogli, powiedział: "No to w imię Boże", po czym nastąpiło podpisanie warunków umowy o sojuszu szwedzko-pomorskim. W układzie tym znalazły się również punkty korzystne dla księcia pomorskiego; jedno z postanowień głosiło, że wszelkie ziemie pomorskie, które zostały zajęte przez armię szwedzką lub w przyszłości będą zdobyte, zwrócone zostaną księciu pomorskiemu "do wiernych rąk", bez oporu i bez żądania zwrotu jakichkolwiek kosztów wojennych. Kapitule i dominium kamieńskiemu król szwedzki gwarantował prawo wolnego wyboru biskupa. W postanowieniach układu Gustaw Adolf zaznaczał, że gdyby książę pomorski umarł bez męskiego rodowego potomka - wtedy "zatrzyma Pomorze tak długo w swym ręku [...] aż sprawa sukcesji znajdzie rozwiązanie zgodne z prawem, a jemu [królowi szwedzkiemu] przez sukcesora zwrócone zostaną wszelkie koszty wojenne".
W ręku króla Gustawa był jednak tylko Szczecin, skrawek wyspy Wolin i Uznam. Reszta Pomorza Zachodniego, z wyjątkiem Strzałowa, znajdowała się w rękach wojsk cesarskich, które na wieść o wylądowaniu Szwedów wycofały się z małych miasteczek grupując się w kilku ważnych punktach obrony. Na wschodzie wielką twierdzą, obsadzoną silnie przez wojska cesarskie, był Kołobrzeg, na południe od Szczecina - Gardziec, na Pomorzu zaodrzańskim zaś Gryfia i Dymin.
Armie Ferdynanda II miały być wyparte z Pomorza przez wojska Gustawa Adolfa, a koszty utrzymania armii szwedzkiej miał ponieść Bogusław XIV (200.000 talarów książę wypłacić mial w trzech ratach). Szczecin zobowiązał się do wystawienia trzech regimentów wojska (około 4000 żołnierzy). Po umocnieniu Szczecina swoimi wojskami, Gustaw Adolf zaczął stopniowo wypierać wojska cesarskie z miast pomorskich. Najszybciej Szwedzi zajęli Stargard, potem przyszła kolej na miasta Pomorza wołogoskiego. Opowiedzenie się księcia Bogusława po stronie Szwedów zwiększyło jeszcze bardziej ucisk wojsk cesarskich. Odtąd żołnierze cesarscy ludność Pomorza traktowali jak największych wrogów.
Najbardziej ucierpiało ponownie zdobyte przez oddział cesarski miasto Pozdawilk, którego ludność już w czasie stacjonowania wojsk Wallensteina zmalała o jedną trzecią, a teraz miasto zostało celowo zburzone na rozkaz dowódcy cesarskiego Jana Gotza, tak że zostało tylko kilka domów.
Nadchodząca zima roku 1630 przyniosła nowe sukcesy wojskom szwedzkim. Armia cesarska, znienawidzona przez ludność miejscową, cierpiała na brak żywności w gospodarczo zrujnowanym. kraju. Kołobrzeg bronił się jeszcze, ale skoro Szwedzi otrzymali posiłki, załoga cesarska - z powodu braku żywności i szerzących się chorób - zmuszona była kapitulować po pięciomiesięcznym oblężeniu. W kilka miesięcy potem, w czerwcu skapitulowała także Gryfia i całe Pomorze Zachodnie zajęli Szwedzi, którzy w porównaniu z niekarnymi wojskami Wallensteina nie grabili początkowo ludności. Armia Gustawa Adolfa znana była z karności i dyscypliny. Żołnierze za wszelki prowiant dla ludzi i koni płacili. Rabunków nie było. Sympatia Pomorzan była po stronie Szwedów i wielu spośród poddanych księcia Bogusława XIV znalazło się rychło w szeregach armii Gustawa Adolfa.
Bogusław XIV domagał się od króla Szwecji oddania Strzałowa pod swoją władzę, król jednak oprócz obietnicy pośredniczenia między miastem a księciem niczego więcej nie przyrzekał.
Po wyparciu wojsk cesarskich z Pomorza Gustaw Adolf wyruszył do Brandenburgii, a potem - po wielkim zwycięstwie odniesionym nad armią Tilly'ego - udał się do Bawarii i założył swą kwaterę w Norymberdze. Dopiero wówczas cesarz powołał na powrót Wallensteina, który - mimo wielkiego talentu w dowodzeniu - uległ Szwedom w bitwie pod Ltitzen, gdzie poległ król Gustaw Adolf.
Wieść o śmierci króla szwedzkiego dotarła do księcia Bogusława w dniu 17 listopada 1632 roku i stała się powodem nowych niepokojów o losy Pomorza. Ciało zabitego władcy przywieziono do Wołogoszczy, skąd rezydująca tu jego żona, Maria Eleonora, przewiozła zwłoki męża do kraju. Władzę po zmarłym przejął kanclerz królestwa Axel Oxenstierna, a na Pomorzu nadal najważniejszą osobą był namiestnik królewski Steno Bielke, który nakładał coraz to nowe podatki na stany pomorskie.
W 1632 roku Bogusław zdołał przekazać biskupstwo kamieńskie swemu siostrzeńcowi Ernestowi Bogusławowi de Croy, który był synem siostry Bogusława - Anny. W tym samym roku książę Bogusław XIV omal nie zginął w zamachu urządzonym na niego; do książęcej karety strzelano z muszkietu i kula przeszła w pobliżu głowy ostatniego z Gryfitów.
Klęska protestantów pod Nórdlingen w 1634 roku, gdzie została rozbita wielka armia szwedzka, przyniosła księciu nowe kłopoty. Elektor saski przeszedł wówczas na stronę cesarza i w Pradze doszło do podpisania pokoju, do którego przyłączył się również elektor brandenburski, uzyskując od cesarza obietnicę przekazania mu - zgodnie z dawniejszymi umowami - Pomorza Zachodniego. Na układy do Pragi cesarz zaprosił także księcia Bogusława XIV i dał mu 10 dni czasu do namysłu. Książę jednak - chociażby z uwagi na to, że Pomorze było w rękach szwedzkich - nie mógł nawet myśleć o zerwaniu sojuszu ze Szwedami. Szwedom również nie mógł ufać, gdyż jeszcze król Gustaw Adolf, na krótko przed śmiercią, dawał do zrozumienia, że za swą walkę na terenie Niemiec musi otrzymać odpowiednie odszkodowanie terytorialne, a kanclerz Oxenstierna na sejmie Rzeszy we Frankfurcie n. M. wyraźnie oświadczył, że "za ofiarność należy Szwecji przyznać Pomorze jako odszkodowanie". Oświadczenie to poważnie zaniepokoiło Bogusława i stany pomorskie. Po przeciągnięciu Brandenburgii i Saksonii na swą stronę w 1635 roku, cesarz Ferdynand II znowu był górą i jego wojska zaczynały się zbliżać do granic pomorskich wywołując wszędzie panikę.
Jesienią 1635 roku wojska cesarskie pod dowództwem Rudolfa Marazziniego zdobyły Gardziec, potem Stargard i Goleniów; Szwedzi zdołali się jednak utrzymać na wyspie Wolin. Szczecin został przekazany wojskom pomorskim, a sam Oxenstierna stracił już wiarę w zwycięstwo, tym bardziej że kończył się sześcioletni rozejm z Polską. Jednak na skutek akcji mediacyjnej Francji udało się Szwedom przedłużyć rozejm z Polską o dalsze 16 lat i jedna z armii szwedzkich stojąca w Prusach mogła być użyta na terenie Pomorza do walki z wojskami Cesarstwa.
Bogusław w tym czasie znowu starał się o zachowanie neutralności swego kraju i wysyłał poselstwa do Szwecji i Polski. Król Władysław IV obawiając się, że dwa lenna polskie - Lębork i Bytów - mogą ulec zniszczeniu w czasie przemarszów wojsk szwedzkich, zażądał od Bogusława zgody na zakwaterowanie w obu tych starostwach kilku oddziałów jazdy i piechoty na koszt księstwa pomorskiego. Daremnie władca Pomorza próbował zmienić tę decyzję króla - pułkownik Jakub Wejher wprowadził polskie oddziały na teren obu starostw, ale potem - po otrzymaniu kilku tysięcy talarów - wycofał żołnierzy, którzy na ziemi pomorskiej przebywali zaledwie trzy miesiące i byli trzymani w wielkiej karności.
Na terenie starostwa szczecińskiego wybuchły wtedy spory graniczne: starosta drahimski, Jan Sędziwój Czarnkowski, wykorzystując zaangażowanie Pomorza Zachodniego w wojnie trzydziestoletniej, pragnął usunąć z niektórych nadgranicznych wsi cztery rody pomorskie z dawna tam osiadłe - Boninów, Glasenappów, Zastrowów i Woldów. Wobec tego książę udał się ze skargą do króla Władysława IV, który nakazał Czarnkowskiemu zwrócenie zajętych wsi, ale ten zwlekał dosyć długo ze spełnieniem królewskiego polecenia.
Szwedzi wsparci sześciotysięczną armią generała Wrangla, który przybył z Prus wschodnich, zaczęli wypierać wojska cesarskie. Tymczasem książę Bogusław nie przestawał zabiegać na dworach Danii i Polski o pokój mając nadzieję, że może uda mu się zapewnić neutralność księstwa. Były to jednak marzenia chorego człowieka, nie znajdujące potwierdzenia w sytuacji politycznej. Pomorze znowu zamieniło się, wbrew woli swojego władcy, w olbrzymie pole bitwy. Poddani Bogusława XIV ponosili ofiary, tracili mienie i życie dla zupełnie obcych sobie celów wojennych Szwecji i cesarza. Sam zaś książę jesienią 1635 roku z obawy przed wojskami saskimi uciekł ze Szczecina do Koszalina, gdzie próbował przyjść z pomocą miejscowej ludności. Tam też na ręce księcia kołobrzeżanie złożyli petycję, w której obok wielu punktów na plan pierwszy wysuwali żądania swobodnego handlu z Prusami i Polską.
Książę nie doczekał już jaśniejszej chwili w swym życiu. W roku 1633 zapadł poważnie na zdrowiu, gdyż chwycił go częściowy paraliż, i już nigdy nie wrócił do dawnych sił. Jako następstwo paraliżu pozostała księciu trudność mowy. W czasie choroby Bogusława wielka trwoga padła na cały kraj. Ludzi nękała myśl: Co stanie się z Pomorzem na wypadek śmierci władcy? We wszystkich kościołach pomorskich odbywały się uroczyste nabożeństwa za zdrowie panującego. Po sześciu dniach minął najgorszy kryzys i chory książę stopniowo wracał do zdrowia.
Ciężkie kłopoty i zmartwienia nie sprzyjały rekonwalescencji; Bogusław, przeczuwając rychły koniec swego panowania, chciał uregulować jeszcze wiele spraw.
Z tego czasu pochodzi sławna darowizna książęca dla uniwersytetu w Gryfli, który po wielkich zniszczeniach bliski był upadku. Książę chcąc ratować podupadłą uczelnię, fundowaną przez Warcisława IX, przekazał jej znaczne dobra ziemskie dawnego klasztoru w Eldenie - wsie, lasy, ziemie uprawne, łąki, stawy rybne i młyny. Odtąd dobra te stały się poważnym źródłem dochodów dla najstarszej pomorskiej uczelni. Ta darowizna tym bardziej zasługuje na uwagę, że Bogusław dał wtedy jak gdyby resztkę ze swego majątku, który mu jeszcze pozostał.
Dochody księcia wyraźnie zmalały na skutek jego nadmiernej szczodrobliwości i wielkich zniszczeń kraju. Zrujnowane miasta i wsie nie były w stanie płacić podatków, a książę, gdy się do niego zwracano, nie tylko zwalniał poddanych od świadczeń, ale dawał jeszcze zapomogi na odbudowę. Ta szczodrość doprowadziła prawie do nędzy na książęcym dworze, skoro po śmierci Bogusława Jerzy von Dewitz przypomniał na sejmie pomorskim, że dochody księcia w ostatnich czasach nie przekraczały 12 tysięcy talarów, a wydatki wynosiły ponad 25 tysięcy talarów. Z konieczności skarbnik książęcy musiał ograniczyć Bogusława XIV w wydatkach i doszło do tego, że ostatniemu władcy z dynastii Gryfitów wydzielano dziennie 10, a potem tylko 6 talarów na najniezbędniejsze wydatki.
Władza księcia Bogusława była tylko formalna, gdyż krajem rządzili Szwedzi, a w niektórych miastach wojska cesarskie. Na dworze książęcym w Szczecinie wielkie wpływy posiadali ludzie, którzy - zgodnie z wolą księcia - mieli po jego śmierci sprawować władzę regencyjną aż do czasu zawarcia ostatecznego pokoju i uregulowania spraw pomorskich zgodnie z poprzednim umowami. Rządy regencyjne miał sprawować namiestnik, którym został Volckmar Woli von Putbus, były przewodniczący sądu nadwornego w Wołogoszczy, i dani mu do pomocy: dwaj kanclerze księstwa wołogoskiego i szczecińskiego, starosta zamku szczecińskiego oraz dwóch radców.
Schorowany i coraz bardziej popadający w dewocję książę za najważniejszy punkt swojego testamentu uznał sprawę utrzymania na Pomorzu czystej religii luterańskiej. Sejm szczeciński w dniu 5 września 1634 roku zatwierdził regencyjną formę rządów, a odpowiedni dokument książę podpisał 29 listopada tego roku. Ustrój księstwa pozostał nie zmieniony.
W ostatnim okresie życia Bogusław zabiegał o to, aby oba lenna: Lębork i Bytów, które nie należały do Pomorza (i po wymarciu dynastii pomorskiej miały wrócić do Polski), przejął siostrzeniec - wspomniany już Ernest Bogusław do Croy, tytularny biskup kamieński. W tym celu wysłał do króla Polski Władysława IV specjalne poselstwo z propozycją przekazania tych lenn swemu siostrzeńcowi za ową sumę 100 000 talarów, pożyczoną niegdyś od książąt pomorskich przez Zygmunta Augusta, która nie została jeszcze spłacona. Poselstwo to jednak nie przywiozło księciu oczekiwanej zgody na wysuniętą propozycję. Polska nie mogła się pogodzić z utratą dwóch starostw i to na rzecz Brandenburgii lub Szwecji, które zgłaszały swe pretensje do Pomorza.
W ostatnich latach życia Bogusława, złożonego ciężką chorobą, zwiększał się wpływ dowódców szwedzkich na losy kraju, a sam książę pozostawał pod wielkim wpływem kaznodziei, Jakuba Fabriciusa z Koszalina, który przez dłuższy czas był kapelanem Gustawa Adolfa, a po śmierci władcy szwedzkiego został nadwornym kaznodzieją na szczecińskim zamku. Człowiek ten, chociaż Pomorzanin, całkowicie uległ wpływom szwedzkim i popierał w pełni politykę Oxenstierny. Książę cenił go i bardziej słuchał jego rad niż wskazówek swoich doradców. Opanowany myślą o bliskiej już śmierci - wiele czasu spędzał na rozmyślaniach religijnych i słuchaniu kazań. Próba cesarza przeciągnięcia go na swą stronę nie mogła się udać, gdyż księciu brakowało energii na jakąkolwiek decyzję, tym bardziej że cały kraj był w rękach szwedzkich i Szwedzi w każdej chwili łatwo mogli księcia odsunąć od władzy. Książę Bogusław tłumaczył wszystko wyrokiem Opatrzności i z prawdziwą energią oddawał się jedynie organizowaniu powszechnych modłów za pomyślność swego księstwa poddanych.
W ostatnim roku życia książę był już tylko ruiną człowieka. Po owym paraliżu sprzed kilku lat nigdy już do zdrowia nic wrócił, ale lekarze wyleczyli go na tyle, ze mógł drżącą ręką podpisywać dokumenty i obok mowy wróciła mu częściowo pamięć. Stan zdrowia nie pozwalał jednak Bogusławowi samodzielnie opuszczać pokoju. Jesienią 1636 roku postanowiono księcia wywieźć dla zmiany powietrza, ale dwaj lekarze: doktor Wilhelm Simon i doktor Adamus sprzeciwiali się temu z uwagi na osłabienie organizmu, który mógł nie przetrzymać trudów podróży. Bogusław żył więc dalej na zamku szczecińskim. Śmierć w dniu 10 marca 1637 roku położyła kres jego cierpieniom.
cd.