
Jan Fryderyk I "Mocny" Gryfita (urodzony w Wołogoszczy, 27 sierpnia 1542 roku, zmarł w Wołogoszczy, 9 lutego 1600 roku) herb
Syn Filipa I "Pobożnego" Gryfity, księcia szczecińskiego, księcia wołogosko-słupskiego i Marii Wettin, regentki Księstwa wołogosko-słupskiego i Księstwa szczecińskiego, córki Jana Wettin, księcia-elektora Saksonii.
Książę szczeciński od 5 listopada 1569 roku do 9 lutego 1600 roku, książę wołogosko-słupski od 14 lutego 1560 roku roku do 9 lutego 1600 roku, książę-biskup kamieniecki od [wybrany] 29 sierpnia 1556 roku [objął 15 czerwca 1557 roku] do 26 października 1574 roku.
17 lutego 1577 roku na zamku w Szczecinie poślubił Erdmutę Hohenzollern (urodzona na zamku w Zechlinie, 26 czerwca 1561 roku, zmarła na zamku w Słupsku, 23 listopada 1623 roku), córkę Jana Jerzego Hohenzollern, margrabiego-elektora Brandenburgii i Sabiny Hohenzollern, córki Jerzego Hohenzollerna, księcia Brandenburgii na Ansbach-Kulmbach.
Jan Fryderyk był drugim z kolei synem Filipa I i jako najstarszy z żyjących jego synów otrzymał staranne wykształcenie, gdyż po ojcu miał objąć władzę. Urodził się 27 sierpnia 1542 roku w Wołogoszczy. Uroczystość chrztu odbyła się niezwykle skromnie, ponieważ książę Filip I pragnął poddanym pokazać, że będzie dawał przykład swym oszczędnym życiem dworskim. Ojcami chrzestnymi byli Krzysztof Loorber, burmistrz Strzałowa, i Otto von Wedel, ojciec znanego kronikarza pomorskiego, jak również wielki bankier szczeciński Stefan Loitz, późniejszy sekretarz króla Zygmunt August.
W dzieciństwie Jan Fryderyk wychowywał się razem z młodszymi braćmi Bogusławem i Ernestem Ludwikiem na dworze w Wołogoszczy, gdzie pobierał wstępne nauki. Pierwszym jego nauczycielem był w tym okresie Francuz Andrzej Magerius. W 1558 roku ojciec umieścił go w Gryfli, gdzie uczęszczał na tamtejszy uniwersytet przez blisko trzy lata. Okres studiów był dość ciężki ze względu na surową dyscyplinę, której synowie musieli przestrzegać z nakazu ojca. Zimą i latem młodzi książęta wstawali o godzinie szóstej rano. Nauka rozpoczynała się o siódmej. Po dwugodzinnej przerwie obiadowej synowie Filipa I pobierali lekcje muzyki, arytmetyki i innych przedmiotów. Dzień kończyła nauka szermierki i spacer. Wieczorem czytano Biblię. Dwa razy w tygodniu młodzi chłopcy musieli popisywać się podczas obiadu łacińskimi oracjami. Taki plan studiów opracował dla książąt pomorskich sam Filip Melanchton.
Jan Fryderyk w Gryfli nie skończył studiów, ale zdążył poczynić znaczne postępy, zwłaszcza w opanowaniu łaciny. Przedwczesna śmierć ojca spowodowała przerwę w nauce. W wieku zaledwie lat 14 Jan Fryderyk został w 1556 roku biskupem, ponieważ w tym czasie umarł biskup kamieński Weyher. W kilka miesięcy potem, w dniu 16 czerwca 1557 roku odbyła się uroczystość złożenia hołdu młodocianemu biskupowi przez poddanych miast biskupich. Świecki zarząd księstwem kamieńskim oddano w ręce Henryka Normana i Henninga von Wolde, ponieważ młody książę miał ponownie udać się do Gryffi w celu ukończenia studiów. Dla zarządu kościelnego podczas nieobecności młodocianego biskupa powołano specjalną superintendenturę w Kołobrzegu, na wzór istniejących już w Wołogoszczy i Szczecinie. Pierwszym superintendentem został doktor Veneddger, który w czasie wizytacji w podległym sobie okręgu znalazł wielu jeszcze katolików i nowochrzczeńców.
Po śmierci Filipa ustanowiono w księstwie wołogoskim regencję, w której najważniejszą rolę odgrywał Ulrich von Schwerin oraz wdowa po księciu Filipie - Maria saska. Pewien wpływ na rządy miał również Barnim "Stary", któremu Filip zlecił opiekę nad synami. Król Polski Zygmunt August i książę Wolfgang von Anhalt, pod których opiekę zmarły książę Filip oddawał swe państwo i synów, w praktyce niewiele zajmowali się sprawami pomorskimi.
Po dalszych studiach w Gryfli Jan Fryderyk odbył prawdopodobnie kilka podróży zagranicznych, a następnie osiadł w biskupstwie kamieńskim przenosząc swoją siedzibę z Kołobrzegu. do Koszalina, gdzie rezydował początkowo w budynkach klasztoru żeńskiego. Z tego czasu pochodzą różne dokumenty świeckie i kościelne; Jan Fryderyk, jako biskup kamieński, wydał wówczas, ni. in. pismo w sprawie pokuty.
W czasie najazdu Eryka brunszwickiego na Pomorze miody książę wysłał stryjowi do, Gryfie na pomoc swój oddział zbrojny w 1563 roku, jednakże do walki nie doszło.
Aby zapewnić sobie poparcie cesarza Maksymiliana II wobec ponawianych roszczeń brandenburskich, Jan Fryderyk postanowił udać się ze swym oddziałem do Wiednia, by Wziąć udział w zbliżającej się wojnie z Turcją. W zamian za to spodziewał się potwierdzenia dla siebie i swych braci lenna pomorskiego. Było to tym bardziej celowe, że od czasów wojny szmalkaldzkiej cesarz darzył książąt pomorskich niechęcią.
Przez dwa lata pobytu na dworze cesarskim w Wiedniu miody książę pomorski dal się poznać nie tylko jako człowiek wykształcony, pełen ogłady i manier towarzyskich, ale również jako doskonały dowódca pomorskiego oddziału, który wsławił się w czasie walk z Turkami. Cesarz przeto wyróżniał Jana Fryderyka przy różnych okazjach, a na dowód swego uznania nadal księciu oraz jego braciom księstwo wołogoskie. Specjalnym dowodem łaski cesarza była obietnica ekspektatywy na Nową Marchię w razie wymarcia Hohenzollernów. Sympatią i wielką życzliwością cesarza Maksymiliana II Jan Fryderyk cieszył się aż do śmierci tego władcy w 1576 roku. Na wiedeńskim dworze Jan Fryderyk nawiązał kontakty z wieloma wybitnymi ludźmi swego czasu, jak na przykład z synem księcia Cosima I, Franciszkiem toskańskim, z którym utrzymywał korespondencję przez długie lata. Powrót Jana Fryderyka z Wiednia był bardzo uroczysty. W orszaku księcia obok 4 wielbłądów, darowanych mu przez cesarza, znajdował się również Turek, budzący prawdziwą sensację w Szczecinie.
W tymże niemal czasie na Pomorze powrócili również młodzi bracia: Bogusław XIII i Ernest Ludwik, którzy po studiach w Gryfii udali się w 1563 roku na uniwersytet wittenberski, a następnie przez dwa lata podróżowali po Francji i w Paryżu przez pewien czas kontynuowali studia. W młodzieńczej ciekawości poznania świata książęta zapuścili się aż na Wyspy Brytyjskie.
Po powrocie z zagranicy bracia postanowili odbyć podróż po księstwie wołogoskim w celu odebrania hołdu od szlachty i miast. Objazd władztwa zaczęto od Gryfina; następnymi etapami podróży młodych książąt były miejscowości: Pozdawilk, Wkryujście, Nakło, Łosice, Dymin, Trzebudzice, Bardo, Strzałów, Grzymie, Gryfia i Uznam. Przy odbieraniu hołdu obecni byli również przedstawiciele elektora brandenburskiego, którzy swoją obecnością zaznaczali, że na wypadek bezpotomnej śmierci książąt pomorskich właściwymi panami na terenie Pomorza będą Hohenzollernowie. Ceremonie hołdownicze odbywały się bardzo uroczyście; szlachta i miasta witały młodych książąt niezwykle serdecznie, nie skąpiąc bogatych podarków i przygotowując wszędzie odpowiednie przyjęcia. Jedynie w Strzałowie doszło do małego ekscesu: pewien pijany szlachcic zastrzelił w sali jadalnej, na oczach młodych książąt, jakiegoś młodzieńca, za co natychmiast skazano zabójcę na karę śmierci; wyrok wykonano na rynku w Strzałowie, jeszcze przed wyjazdem książąt.
Po zakończeniu podróży młodych Gryfitów, na wniosek starego stryja rządy w księstwie wołogoskim powierzono dwom najstarszym synom księcia Filipa; okres próby w rządzeniu wynosił dwa lata. Pod kierownictwem doświadczonego polityka, jakim był niewątpliwie marszałek dworu wołogoskiego Ulrich von Schwerin, młodzi synowie Filipa: Jan Fryderyk i Bogusław XIII nauczyli się zarządzać ojcowizną. Opracowaniem formy rządów dwóch braci i podziału dochodów zajął się specjalny sejm zwołany do Wkryujścia, który przyjął od książąt zapewnienie, że w swych rządach będą działać na korzyść młodszych braci. Młodzi książęta, pełni energii i ambicji, a przy tym mający dobre wzory ojca, nie zawiedli ani poddanych, ani stryja Barnima, gdyż ich rządy, choć krótkie, przyniosły księstwu wołogoskiemu wiele dobrego. Jan Fryderyk poza tym nie zrezygnował z księstwa kamieńskiego, lecz rządził nim osobiście lub za pośrednictwem swoich urzędników. Umiejętny zarząd księstwem dał Barnimowi Staremu pewność, że można z powodzeniem przekazać władzę w młodsze ręce, a samemu wycofać się z trudów zarządzania państwem. W niecałe dwa lata po przekazaniu władzy w księstwie wołogoskim synom bratanka Filipa I, książę Barnim postanowił zrzec się tronu także w księstwie szczecińskim. Na sejmie w Wolinie w maju 1569 roku książę Barnim przekazał władzę synom Filipa, dla siebie rezerwując tylko głos decydujący w ważniejszych sprawach państwowych oraz kilka dochodowych posiadłości. Przy przejmowaniu władzy przez synów zmarłego Filipa I przyjęto za podstawę dawne podziały z lat 1532 i 1541. Rządy nad obydwiema częściami księstwa - wołogoską i Szczecińską - przejąć mieli dwaj najstarsi synowie Filipa I. O podziale decydowało losowanie. Biskupstwo kamieńskie, uniwersytet w Gryfii i pedagogium szczecińskie pozostawały wspólną własnością i obaj władcy mieli mieć jednakowy udział w dochodach i wydatkach.
Ostateczne decyzje w sprawie podziału księstw pomorskich zapadły dopiero na zjeździe pięciu braci w Jasienicy, kiedy to po rezygnacji Bogusława XIII księstwo wołogoskie objął w posiadanie jego młodszy brat - Ernest Ludwik, a Bogusław zadowolił się tylko okręgiem Barda i Nowopolem. Barnim XII otrzymał jako apanaż okręg Darłowa; ponadto zapewniono go, że po śmierci stryja, Barnima Starego, przejmie również dobra Bukowa i starostwo bytowskie. Najmłodszy z braci, Kazimierz, miał otrzymać po śmierci stryja biskupstwo kamieńskie, które miał mu odstąpić Jan Fryderyk, dzierżący jeszcze te ziemie ze względu na szczupłe dochody księstwa szczecińskiego. Bardziej dochodowe majątki trzymał w swym ręku stryj. W układzie tym pomyślano także o matce - wdowie po księciu Filipie I, która za Bardo i Nowopole - zapisane jej przez męża w testamencie - otrzymała obecnie, jako majątek wdowi, wyspy: Wolin i Uznam.
Po przejęciu władzy w księstwie szczecińskim przez Jana Fryderyka książę Barnim "Stary" wycofał się z czynnego życia politycznego i osiadł na zamku w Grabowie, nadal jednak decydował nieraz o polityce Pomorza Zachodniego. Wpływy Barnima w Rzeszy i Polsce okazały się pomocne dla rządów młodych książąt.
Również z inicjatywy Barnima podjęto starania w sprawie wysłania jednego z synów bratanka na dwór królewski w Polsce, gdzie zapraszał ich król polski Zygmunt August. Spodziewano się, że w czasie kilkuletniego pobytu książę pomorski nauczy się języka polskiego i w czasie służby w armii królewskiej ze swym co najmniej 300 jeźdźców liczącym oddziałem zdoła zaskarbić sobie łaskę polskiego władcy i uznanie szlachty, co może w przyszłości przynieść wiele korzyści dla Pomorza. Barnim uważał, że najbardziej odpowiednią osobą na wyjazd do Polski byłby Ernest Ludwik, który przebywał na dworze wuja, elektora saskiego. Do Saksonii wysłano specjalnie Ottona von Ramin, by ten nakłonił młodego Ernesta do wyjazdu do Polski. Ernest Ludwik, przebywający wówczas w Eisenach, odmówił jednak życzeniu stryja; książę tłumaczył się tym, że nie znając języka polskiego czułby się w Polsce źle, a poza tym nie dysponując odpowiednimi sumami pieniędzy musiałby jechać do dalekiej i nie znanej sobie Polski z mocno uszczuplonym pocztem, na czym ucierpiałby jego książęcy autorytet.
Odmowa Ernesta pokrzyżowała plany Barnima i Jana Fryderyka, którzy postanowili jednak nie rezygnować z zaproszenia króla Zygmunta i namówić do wyjazdu któregoś z młodszych braci. Skończyło się jednak na planach, ponieważ nie udało się nakłonić żadnego z synów Filipa do wyjazdu na dwór królewski w Polsce.
Postanowiono natomiast skorzystać z zaproszenia Zygmunta Augusta do Lublina na sejm unii lubelskiej. Ostatecznie ustalono, że do Polski pojedzie najstarszy z braci, Jan Fryderyk, i Barnim "Młodszy". Przygotowania do wyjazdu były już poważnie zaawansowane, zwłaszcza że po podpisaniu umowy o pożyczkę Zygmunt August przeznaczył niebagatelną sumę 4000 talarów na koszty przyjazdu książąt do Polski. W wyprawie obok dwu książąt uczestniczyć mieli również wybitni dostojnicy dworów z Wołogoszczy i ze Szczecina. Wydatkowano już nawet poważne sumy na prezenty dla polskich przyjaciół, a także dla króla Zygmunta Augusta, któremu przeznaczono krytą, ozdobnie wykonaną karetę z siedmioma białymi końmi. Prezenty otrzymać mieli również arcybiskupi: gnieźnieński i lwowski. W podróż tę wyprawić się miało również około 40 ze szlachty pomorskiej. Stary książę Barnim miał ze swej strony powiększyć orszak pomorski o około 60-80 ludzi. Cała delegacja miała liczyć około 300 ludzi wyposażonych w tyleż koni. Z tego orszaku około 200 ludzi miało pozostać w Polsce na usługi Zygmunta Augusta. Mimo zaawansowanych przygotowań do podróży wyjazd Jana Fryderyka i Barnima "Młodszego" do Polski nie doszedł do skutku, gdyż termin spotkania, wyznaczony przez stronę polską na lipiec, książętom nie odpowiadał, ponieważ na ten sam miesiąc zwołano sejm stanów pomorskich, a wysunięty przez Jana Fryderyka projekt spotkania się z Zygmuntem Augustem we Wrocławiu - dokąd również zjechać miał cesarz Maksymilian II - nie znalazł w Polsce zrozumienia.
Ostatecznie wielka wyprawa książąt do Polski pozostała tylko projektem i nigdy nie doszło do jej zrealizowania; mimo że Jan Fryderyk wysunął raz jeszcze projekt odwiedzenia Zygmunta Augusta w listopadzie 1569 roku, strona polska propozycji nie podtrzymała i na sejmie lubelskim interesy Jana Fryderyka reprezentował jedynie stary poseł księcia Barnima, Henning von Wolde.
Szczere pragnienie książąt pomorskich pogłębienia kontaktów z Polską pokrzyżowała prawdopodobnie dyplomacja brandenbursko-pruska, gdyż w tym czasie - podczas bytności Jana Fryderyka i Ernesta Ludwika w Kostrzynie nad Odrą - zostały sfinalizowane rozmowy pomorsko-brandenburskie. Ułożono tam wówczas małżeństwo Jana Fryderyka z Erdmutą córką elektora brandenburskiego Jana Jerzego; do zawarcia małżeństwa doszło w kilka lat później. Siostra żony Jana Fryderyka, Anna Maria, wyszła natomiast za Barnima "Młodszego".
Zygmunt August tymczasem przygotowywał dla księcia Jana Fryderyka możliwość zaczepienia się o lenno pruskie przez wydanie którejś z księżniczek pomorskich za Fryderyka - jedynego syna Albrechta Hohenzollerna, co oczywiście mogłoby poważnie zaszkodzić interesom Hohenzollernów brandenburskich. Z drugiej znów strony dyplomacja polska w tym czasie za zgodą króla czyni próbne sondaże w sprawie wydania królewny Anny Jagiellonki za jednego z książąt pomorskich. W grę wchodzi tutaj przede wszystkim Barnim "Młodszy", który w związku z tym w liście do brata Jana Fryderyka pisał wprost, że małżeństwo ze starszą od siebie o prawie 20 lat królewną. polską nie bardzo mu odpowiada, ale skoro to ma być dla dobra państwa pomorskiego, gotów jest przystać na ten związek. Z dalszej treści owego listu dowiadujemy się, że Barnim słyszał już o wielkich zaletach Anny Jagiellonki i pragnie jak najszybciej otrzymać od przyszłej żony jej prawdziwy portert ("wahrhaftig Conterfey"). Ale i te rozmowy, które prowadził w Drahimiu Stanisław Sędziwój Czarnkowski, nie przyniosły wyniku, ponieważ strona pomorska chciała przy okazji powiększyć swój obszar kosztem Korony Polskiej, na co nie mógł przystać Zygmunt August, gdyż w tych sprawach decydował sejm, a jego zgoda była mało prawdopodobna, zważywszy że Pomorzanie żądali kilku starostw jako wiana przyszłej żony Barnima "Młodszego" (starostwa: puckie, tucholskie, mirachowskie; kościerzyńskie, wałeckie i drahirnskie). Zygmunt August natomiast gotów był bogato wyposażyć siostrę, dając jej wielką sumę 400.000 złotych polskich, a oprócz tego bogatą wyprawę w szatach i sprzętach oraz udział w spadku po królowej Bonie. Mimo zgody królewny Anny i Barnima Młodszego, mimo poważnego zaangażowania się strony polskiej w te rozmowy - projektowane małżeństwo Anny Jagiellonki z księciem pomorskim Barnimem XII nie doszło do skutku. Z czyjej winy - nie wiadomo, ale przypuszczać należy, że również w tym wypadku nie obyło się bez poważniejszej akcji ze strony dyplomacji Hohenzollernów, którzy byli najbardziej zainteresowani w rozbiciu rysującego się zbliżenia polsko-pomorskiego.
W tym samym czasie młody i niedoświadczony książę Jan Fryderyk miał do rozwiązania wiele problemów w polityce zagranicznej. Od roku 1563 toczyła się na lądzie i morzu wielka wojna północna między Polską, Danią i Lubeką z jednej a Szwecją i Moskwą z drugiej strony. Ostrożna polityka zmierzająca do pokoju, jaką prowadził Barnim Stary przez cały czas swego panowania, znalazła kontynuatora również w osobie Jana Fryderyka: młody książę zamierzał pośredniczyć w układach pokojowych między stronami wojującymi. Ostatecznie w roku 1570, nie bez poważnego udziału książąt pomorskich, zwalany został wielki kongres pokojowy do Szczecina; Jan Fryderyk wziął udział w układach jako główny przedstawiciel cesarza. Książę pomorski cieszył się w tym czasie cesarską życzliwością i był w dobrych stosunkach z królem Polski. Szczecin na kilka miesięcy stał się ośrodkiem polityki europejskiej, ponieważ do wyników konferencji pokojowej w Szczecinie wielką wagę przywiązywały - obok państw skandynawskich i Polski - również państwa zachodnie: Francja, Niderlandy i Anglia - ze względu na handel w basenie Morza Bałtyckiego. Książę Jan Fryderyk już w początkach lipca przybył z Darłowa do Szczecina, gdzie witał i gościnnie podejmował przyjeżdżających delegatów.
Rozmowy były prowadzone w ratuszu miejskim, ale niemal wszyscy wybitniejsi dyplomaci i przedstawiciele poszczególnych państw byli goszczeni i podejmowani również przez księcia szczecińskiego w zamku książęcym. Ze strony cesarza w obradach kongresu pokojowego wziął udział Jan Schlich, Krzysztof z Karłowie oraz Kasper von Minckewitz. Przedstawicielem króla francuskiego Karola IX był Karol Dancay. Polskę reprezentowali: wybitny historyk Marcin Kromer, Jan Dymitr Solikowski, arcybiskup lwowski, oraz Stefan Loitz - znany bankier szczeciński i jednocześnie sekretarz króla Zygmunta Augusta. Poza tym zjechało do Szczecina wielu wybitnych dyplomatów Danii, Szwecji i Lubeki, a także sporo postronnych obserwatorów.
Gospodarzem tego olbrzymiego zjazdu politycznego był Jan Fryderyk, któremu nie zbywało na wykształceniu i towarzyskiej ogładzie, gdyż - zdaniem współczesnych - uchodził za jednego z najbardziej wykształconych książąt Rzeszy. Mimo niewielkich dochodów z księstwa (ważniejsze kompleksy majątkowe dzierżył Barnim XI), Jan Fryderyk lubił, jako typowy przedstawiciel Renesansu, życie wystawne i pragnął błyszczeć w towarzystwie, przeto nie szczędził środków, by jego przyjęcia na zamku zadziwiały znakomitych gości. Nic więc dziwnego, że po kilku miesiącach (obrady kongresu przeciągnęły się aż do grudnia) kasa książęca była już prawie pusta i nawet wielkie sumy pożyczane od Loitzów niewiele mogły ją podreperować. Konieczne były nowe podatki na pokrycie długów książęcych. Stany księstwa szczecińskiego zgodziły się na propozycje podatkowe Jana Fryderyka pod warunkiem, że w przyszłości książę tak zorganizuje swój dwór, aby tego rodzaju ciężary już nigdy nie były nakładane.
W początkach roku 1572 nastąpił wielki kryzys gospodarczy i finansowy na Pomorzu, spowodowany bankructwem domu handlowego Loitzów. Jan i Stefan Loitzowie ze Szczecina (Stefan był ojcem chrzestnym Jan Fryderyka) poprzez pożyczki królom i książętom uwikłali się w wiele deficytowych transakcji, które ostatecznie stały się przyczyną ich ruiny. Bankructwo szczecińskich bankierów przyniosło katastrofalne następstwa dla gospodarki Pomorza Zachodniego, ponieważ Loitzowie dysponowali ogromnymi sumami szlachty i mieszczaństwa. Pieniędzmi tymi obracali z wielką wprawą i robili kolosalne interesy, ale przyszedł dzień, kiedy ich wydatki przekroczyły dochody. W tej sytuacji Loitzowie szczecińscy postanowili ratować co się uda i uszli z Pomorza Zachodniego do Polski; król Zygmunt August miał zobowiązania wobec Loitzów na sumę około 300.000 talarów.
Na Pomorzu, a zwłaszcza w części szczecińskiej, powstało wielkie zamieszanie i chaos gospodarczy, co zaciążyło poważnie na pierwszych latach panowania Jana Fryderyka. Loitzowie bowiem mieli wywieźć z Pomorza Zachodniego 10 beczek złota, pochodzącego z oszczędności osób prywatnych, miast, kościołów, a także fundacji. Bankierzy szczecińscy przez dłuższy czas wypożyczali wielkie sumy pieniężne poza granice księstw pomorskich i w ten sposób ogołocili Pomorze Zachodnie z wszelkich kruszców szlachetnych. W księstwie zapanowała stagnacja gospodarcza, mnożyły się procesy pokrzywdzonych z poręczycielami Loitzów. Jednym z poręczycieli szczecińskich bankierów był również książę Jan Fryderyk. Po ucieczce Stefana Loitza książę zwrócił się do Zygmunta Augusta z prośbą o wydanie zbiegłych do Polski bankierów. Rychła śmierć polskiego władcy, a potem dwa bardzo burzliwe bezkrólewia nie pozwalały na skuteczniejszą akcję w tej sprawie. Obiór Batorego na króla Polski też nie przyniósł zmiany na lepsze, gdyż król początkowo nawet odmawiał uznania sumy 100.000 talarów za dług państwowy. Poza tym Batory szachował umiejętnie księcia Jana Fryderyka cofnięciem mu lenn lęborskiego i bytowskiego. Na skutek jednak lojalnej postawy Jana Fryderyka w czasie konfliktu z Gdańskiem, król Polski uznał owe lenna i przyjął od księcia hołd z tych terytoriów, a potem uznał także pożyczkę i gotów był ją spłacić dostawami soli z Wieliczki. Ta forma spłaty wywołała sprzeciw miast pomorskich, zwłaszcza Kołobrzegu, który obawiał się, że napływ polskiej soli na teren obu księstw zahamuje handel Pomorza z Zachodem i wpłynie ujemnie na produkcję salin kołobrzeskich. Ostatecznie książę musiał odrzucić ofertę Batorego i Polska nadal była dłużnikiem Pomorza.
W tym też czasie Szczecin prowadził długoletni spór z Frankfurtem o prawo składu. Na podstawie starego przywileju, jeszcze z roku 1511, Frankfurt nad Odrą domagał się, aby wszystkie szkuty płynące Wartą do Szczecina dobijały najpierw do portu frankfurckiego i rozkładały towary na miejscowym rynku. Ten przywilej poważnie krępował handel Szczecina z Polską, zwłaszcza z Wielkopolską, i obniżał dochody kupców szczecińskich. W spór dwu miast wmieszał się elektor brandenburski, stając, oczywiście, po stronie Frankfurtu. W tej sytuacji Jan Fryderyk stanął w obronie swej stolicy - Szczecina. Spór uległ poważnemu zaostrzeniu, gdy we Frankfurcie, w czasie targu, zatrzymano 40 kupców szczecińskich, a ich towary skonfiskowano. Za poparcie w czasie konfliktu z Frankfurtem Szczecin złożył Janowi Fryderykowi hołd w lutym 1575 roku.
W wyniku porozumienia z miastem, Jan Fryderyk uzyskał także możliwość rozbudowy zamku książęcego. Dla przebudowy i rozbudowy siedziby sprowadził książę architekta z Wioch, który w latach 1575-1577 przebudował zamek w stylu włoskim. Koszty przedsięwzięcia były znaczne jak na możliwości finansowe księcia; w czasie budowy, w 1576 roku, spłonęło jedno skrzydło zamku, co poważnie przedłużyło roboty. Ogółem koszty prac budowlanych wyniosły około 100.000 talarów, nie licząc wyposażenia wnętrz. Książę przynaglał budowniczych i nie szczędził funduszów, gdyż pragnął swoje wesele urządzić w nowej rezydencji.
W roku 1577 doszło wreszcie do skutku dawno już przygotowywane małżeństwo Jana Fryderyka z księżniczką brandenburską, którą dawno obiecano księciu. Wbrew ostatniej woli ojca Filipa, który jeszcze na łożu śmierci ostrzegał synów przed związkami małżeńskimi z Hohenzollernami, Jan Fryderyk - prawdopodobnie z powodów czysto politycznych - postanowił jednak, niepomny przykrych doświadczeń pradziadka Bogusława Wielkiego, wziąć sobie za żonę najstarszą córkę elektora. Wesele odbyło się z wielkim przepychem. Wśród licznych gości znaleźli się m. in. ojciec narzeczonej i jej brat - arcybiskup Magdeburga, matka, siostry i czterej bracia Jana Fryderyka oraz książę legnicki z synami.
W kilka tygodni potem odbyła się uczta z okazji chrzcin drugiego syna księcia Bogusława, któremu nadano imię Franciszek. W tym samym roku odbyło się jeszcze jedno wesele - młodszego brata, Ernesta Ludwika, który pojął za żonę Zofię Jadwigę, księżniczkę brunszwicką. Uroczystość odbyła się w zamku wołogoskim i nie dorównywała przepychem weselu Jan Fryderyka. Wśród gości, obok najbliższej rodziny narzeczonej oraz czterech braci księcia, znalazł się także brat króla szwedzkiego - Karol.
Podobnie jak Jan Fryderyk, również książę Ernest Ludwik dbał bardzo o rozwój budownictwa. Za rezydencję obrał sobie Wołogoszcz, położoną przy wodnym szlaku komunikacyjnym i handlowym. Zamek, spalony jeszcze za życia ojca w 1557 roku, przebudował w nowym stylu przy wielkim nakładzie środków finansowych, przekraczających sumę 200 000 guldenów. W miejscu starego klasztoru wybudował Ernest Ludwik w Pudagla rezydencję dla swej matki, Marii saskiej. Utrzymywanie wystawnych dworów przez Ernesta Ludwika i Jana Fryderyka oraz budowa wielkich gmachów pochłaniały dużo pieniędzy; w roku 1580 nadzwyczajne wydatki Jana Fryderyka szacowane były na sumę 250.000 talarów. Takie poważne zadłużenie spotkało się z dezaprobatą stanów pomorskich. Na rozrzutność książąt szczególnie niechętnie patrzyły miasta, na które władza książęca chciała przerzucić znaczną część kosztów utrzymania dworu. Na przykład Stargard wszedł w zatarg z Janem Fryderykiem, kiedy ten - na wzór francuskiego Fontainebleau - począł budować dla siebie myśliwską rezydencję w pobliżu Kolbacza, na dawnym gruncie zakonu cysterskiego. Rezydencję zaczęto budować w miejscu, gdzie droga z Dębna do Maszewa przecinała rzekę Inę.
Podlesie (Friedrichswalde) było dużym pałacem, mogącym pomieścić trzystu ludzi. Obiekt posiadał własny akwedukt, doprowadzający wodę z lny. Cały kompleks zabudowań mieszkalnych i gospodarczych, otoczony wysokim płotem, posiadał również wspaniale ogrody warzywne i owocowe. Rezydencja miała piekarnię, kuźnię, wozownię, pracownie kołodziejskie i krawieckie oraz pralnie. Osobno wybudowano pomieszczenia dla księżnej. Wszystkie pokoje, jak świadczą ówczesne opisy, miały dobre zamki przy drzwiach i były wyposażone w piece. Wyposażenie wnętrz odbiegało jednak od luksusu. Zamiast ozdobnych mebli - stały proste ławy, zydle i stoły. Tylko ściany przyozdobiono bogato obrazami i różnego rodzaju trofeami myśliwskimi. Naoczni świadkowie wspominają również o wielkim świeczniku w sali tańca, gdyż książę urządzał często dla swych gości bale.
Każdego przybysza zadziwiała wielka liczba poduszek i pierzyn w pokojach sypialnych, zaś w kuchni liczna służba i bogate wyposażenie w naczynia. Myśliwska siedziba księcia posiadała też kaplicę, w której kapelan księcia odprawiał przed polowaniem nabożeństwo. W Podlesiu podejmowano niekiedy gości zagranicznych, jak np. elektora brandenburskiego, dla którego wygody Jan Fryderyk zbudował specjalny pomost, ażeby elektor - wielki miłośnik koni - mógł wierzchowcem wjeżdżać do swojego pokoju, mieszczącego się na pierwszym piętrze.
Dziełem Jana Fryderyka był także dom rybacki w Kopicach. Książę bowiem, obok wielkiego zamiłowania do łowów, miał również w sobie żyłkę do rybołówstwa. Mógł na przykład - podobnie jak jego brat Kazimierz - całymi tygodniami łowić ryby, niejednokrotnie w nocy. Nawet pora zimowa nie mogła mu przeszkodzić w ulubionym zajęciu; książę wyspecjalizował się w połowie ryb pod lodem. Do wznoszenia tego rodzaju obiektów jak Podlesie czy Kopice nakłaniała go zapewne żona, która lubiła życie towarzyskie; książę dla przypodobania się żonie wydawał olbrzymie sumy na utrzymanie zbyt częstych i licznych gości.
Jan Fryderyk nie wolny był również od codziennych, prozaicznych kłopotów. Na przykład podczas odnawiania pomieszczeń na zamku szczecińskim pomocnik malarza zakradł się przez stary kominek kaflowy do pokoju księcia i skradł klejnoty wartości 100 guldenów i wiele cennych papierów, a następnie uciekł z miasta. Wysłane przez księcia listy gończe przyniosły efekt; po kilku dniach poszukiwań schwytano owego złodzieja w Nowej Marchii. Zdążył one zaledwie wydać na pożywienie kilka guldenów, a resztę rzeczy zdołano z powrotem oddać księciu. Opryszka przywieziono pod strażą do Szczecina i powieszono przed bramą Młyńską.
Dochody księcia zwiększyły się wyraźnie po śmierci Barnima Starego w 1573 roku, ponieważ Jan Fryderyk przejął jego dochodowe domeny. Młodsi bracia patrzyli jednak niechętnym okiem na uprzywilejowanie starszego brata i wymogli na nim przyrzeczenie szanowania dawniejszych umów. Pod ich naciskiem Jan Fryderyk musiał zrezygnować z biskupstwa kamieńskiego na rzecz najmłodszego z braci - Kazimierza, który doszedł już do pełnoletniości i domagał się udziału w rządach. Natomiast starszy od Kazimierza Barnim XII przejął władzę nad starostwem bytowskim i okręgiem Darłowa, przez co dochody księcia Jana Fryderyka znacznie zmalały.
Potrzeby jednak rosły nadal. Utrzymanie dworu liczącego kilkudziesięciu, a nieraz i kilkuset ludzi pochłaniało znaczne kwoty, tym bardziej że księżna lubiła życie towarzyskie, a książę nie ograniczał wydatków na odpowiednią oprawę życia dworskiego. Dzięki zachowanym przepisom regulującym życie dworu znamy liczbę ludzi spożywających posiłki w jadalni księcia, znamy też porządek zasiadania przy książęcym stole.
Książęca jadalnia miała 16 stołów; przy każdym z nich siadało 6 lub 11 ludzi. Przy pierwszym stole jadali - marszałek dworu, kanclerz i inni dostojnicy dworscy. Na końcu sali przy stole dla 11 osób siadali knechci od wozów i stajni, furmani, kucharka z pomocnikami oraz obsługa piwnic, w których przechowywano piwo i wina. Sam książę jadał w swoich pokojach, bo przepisy dworskie nie wymieniają miejsca dla księcia w sali jadalnej.
Książę Jan Fryderyk znany jest również jako wielki opiekun i wspomożyciel wszelkich przedsięwzięć w dziedzinie nauki. Dzięki pomocy księcia pastor w Bytowie; Szymon Krofey, wydał. swój kancjonał i katechizm Lutra w języku polskim. Na koszt księcia kształcił się m. in. Grzegorz Lagus, późniejszy rektor szkoły w Szczecinku i autor wielu dzieł teologicznych; napisał on również historię Pomorza ("De Pomerania...") z dedykacją dla Jana Fryderyka.
Za czasów tego księcia powstała w 1577 roku pierwsza drukarnia w Szczecinie. Najstarsza zachowana książka wydrukowana w tym mieście pochodzi z roku 1578. Jan Fryderyk dbał także o papier dla kancelarii książęcej i nowo powstałej drukarni. W tym celu w Dąbiu nad Płonią powstała papiernia. W dniu 17 września 1577 roku książę Jan Fryderyk udzielił specjalnego przywileju Hansowi Beyerowi, dając mu monopol w produkcji papieru na 15 lat. Miał on także wyłączne prawo do zbierania szmat. Po dwóch latach wolnizny Beyer obowiązany był płacić księciu 50 talarów rocznie oraz dawać dwie ryzy papieru.
Zgodnie z duchem czasu utrzymywał Jan Fryderyk na swym dworze błaznów. Jednym z nich był Mikołaj Hintze, którego książę spotkał na wsi, gdy pasł gęsi. Uwagę księcia zwrócił mały Mikołaj tym, że chcąc ujrzeć księcia przejeżdżającego drogą, kilka gęsi uwiązał sobie u pasa, aby mu nie uciekły, gdyż matka przykazała mu pilnie ich strzec. Książę uśmiał się z małego chłopczyka i wziął go na swój dwór do Szczecina. Hintze przebywał tam przez dwadzieścia lat ciesząc się dużą sympatią księcia; za co odwdzięczał się wierną służbą i całkowitym oddaniem. Nikt z dworzan nie potrafił tak rozbawić księcia, jak ów dawny gęsiarek. Za wierną służbę książę nadał błaznowi w dożywocie wieś, w której ów wesołek urodził się; na cześć Hintzego nadano miejscowości nową nazwę - Hintzendorf (Sowno). Wielkie przywiązanie błazna Mikołaja do osoby księcia było również przyczyną jego zguby. Pewnego razu Jan Fryderyk zachorował; błazen dowiedział się od jakiejś baby, że tego rodzaju febrę najskuteczniej leczy przestrach. Postanowił przeto ratować swojego pana. Wykorzystał moment, kiedy książę szedł po moście nad fosą, i bez chwili namysłu wepchnął księcia do zimnej wody. Tego rodzaju zuchwalstwo - nawet tak ulubionego błazna, jakim był Mikołaj Hintze - nie mogło ujść bezkarnie. Książę wytoczył mu proces o zniewagę majestatu: wyrok skazywał Mikołaja na karę śmierci przez ścięcie mieczem. Proces i wyrok postanowił Jan Fryderyk potraktować humorystycznie i gdy przyprowadzono skazańca, książę polecił katu użyć do ścięcia głowy zamiast miecza... kawałka kiełbasy. Przyszła chwila egzekucji. Przestraszony błazen bez oporu złożył głowę na katowskim pniu, a kiedy spadło na niego uderzenie ową kiełbasą - z przestrachu wyzionął ducha. Księcia ogarnął żal, że z powodu żartu stracił życie oddany mu sługa. Poruszony do głębi śmiercią wesołka rozkazał przewieźć zwłoki do rodzinnej wsi Mikołaja i uroczyście pogrzebać w miejscowym kościele, a na grobie wystawił kamienny pomnik, 6 stóp wysoki, wyobrażający postać błazna Mikołaja, z napisem: "Sic caput ma-nus gestus Hinzius haud mirum morio totus est".
Po śmierci stryja Barnima XI Jan Fryderyk został głową rodu Gryfitów jako najstarszy w rodzinie. Rządził właściwie tylko w księstwie szczecińskim, ale starał się pomagać młodszym braciom, siostrom i matce. Z zachowanych listów księcia do członków rodziny możemy wnioskować o dużym przywiązaniu do matki i siostry Amelid. Na swe wesele książę wysłał specjalnie po matkę do Wołogoszczy powóz zaprzęgnięty w dwa białe konie, bo tak sobie księżna życzyła. Dwa lata później księżna matka składa synowi serdeczne podziękowanie za przysłane jej w podarunku zegar i piękną, artystycznie wykonaną skrzynię. Serdeczny stosunek między synem a matką wytworzył się jeszcze za życia ojca Filipa I, gdy Jan Fryderyk studiował na uniwersytecie w Gryfli; Wówczas w jednym ze swych listów księżna Maria pisała do syna, że posyła mu w podarunku małego pieska i prosi, aby się nim troskliwie opiekował. Również w późniejszych czasach, za rządów Jana Fryderyka w Szczecinie, księżna Maria dawała liczne dowody macierzyńskiej miłości do syna. Pewnego razu przysłała mu z Wołogoszczy porcję krabów z życzeniem, aby dobrze smakowały. Na Gwiazdkę 1572 roku ofiarowała Janowi Fryderykowi piękne sukno angielskie. W późniejszych latach, gdy nie stać ją było na droższe prezenty, wysyłała synowi drobne upominki, np. chusteczki do nosa. Wśród prezentów nie brakowało także dzieł sztuki; w 1569 roku księżna Maria przysłała Janowi Fryderykowi jego piękny olejny portret pędzla Tomasza Netera.
Wobec siostry Amelii, osoby chorowitej, Jan Fryderyk objawiał braterskie przywiązanie i często sprawiał jej przyjemność drobnymi podarkami, np. w 1580 roku wysłał jej paczkę owoców. Amelia przebywała na dworze matki i po śmierci ojca cierpiała raczej niedostatek, skoro matka prosiła Jana Fryderyka, aby przysłał siostrze kilka skórek kunich na futro, bo stare całkowicie zniszczyły mole i księżniczka nie miała co włożyć na siebie. Innym razem matka prosiła w imieniu córki o łóżeczko podróżne z firankami. Czy książę wszystkie te życzenia spełniał - tego nie wiemy.
Autorytet księżnej Marii łagodził w wielu wypadkach konflikty między braćmi. Najbardziej, jak można wywnioskować z listów, nie lubili się Jan Fryderyk i młodszy Ernest Ludwik. Gdy Jan Fryderyk miał przyjmować hołd od swych miast i szlachty w 1575 roku - poprosił Ernesta o wypożyczenie złotego łańcucha. Ernest Ludwik początkowo odmówił, dopiero dzięki wstawiennictwu matki zgodził się pożyczyć ów łańcuch, ale zastrzegł sobie natychmiastowy zwrot, zaraz po odebraniu przez brata hołdu. Jan Fryderyk zwlekał jednak z oddaniem, dopiero interwencja matki zmusiła go do zwrócenia drogocennego klejnotu rodzinnego. Jan Fryderyk był opieszały i niesłowny w pożyczkach. Świadczy o tym wypożyczenie od matki pięknej Biblii, wydanej w Norymberdze, gdyż książę podobną chciał drukować w Szczecinie. Niestety, jeszcze po dwóch latach Biblia pozostawała w rękach księcia. Dopiero usilne nalegania matki w 1580 roku skłoniły Jan Fryderyka do oddania książki; książę tłumaczył się wówczas, że tę książkę "bardzo lubił".
W trzy lata później, w dniu 7 stycznia, zmarła stara księżna na zamku w Wołogoszczy. W tym samym roku w księstwach szczecińskim i wołogoskim odbyły się generalne przeglądy oddziałów wojskowych. Jan Fryderyk odbył taki przegląd na polach pod wsią Poczernin na mą, dokąd zjechała się szlachta pomorska z zachodniej części księstwa szczecińskiego. Szlachta ze wschodniej części odbyła podobny zjazd pod Słupskiem; przeglądu dokonał brat Jana Fryderyka - Barnim XII.
Jan Fryderyk nadal rządził księstwem szczecińskim. W miarę upływu lat powiększały się długi księcia. W 1588 roku książę Jan Fryderyk wydał za wdowca swoją siostrę Annę. Kosztowne wesele odbyło się wprawdzie w Wołogoszczy, ale Jan Fryderyk musiał dołożyć do posagu siostry. Nakładanie coraz to nowych podatków oburzało szlachtę i mieszczan. Poważnym zmartwieniem księcia był brak potomstwa. Córka elektora brandenburskiego okazała się kobietą bezpłodną i mimo starań księcia, który woził żonę do różnych wód, ni. in. do Karłowych Warów w Czechach, żadne kuracje nie pomagały. Dwór szczeciński pełny był różnojęzycznego gwaru gości, ale brakło w nim szczebiotu dzieci pary książęcej.
Pod koniec rządów Jana Fryderyka powstał poważny spór z księciem wołogoskim Ernestem Ludwikiem. Powody zadrażnienia narastały z roku na rok, ale dopiero zatrzymanie w Wołogoszczy kilku statków kupców szczecińskich, na których były również towary Jana Fryderyka, dolało oliwy do ognia. W odwet za ten czyn Jan Fryderyk nakazał zatrzymanie kupców wołogoskich. Sytuacja pogarszała się z dnia na dzień i spór między braćmi przybierał charakter konfliktu między dwoma księstwami. Dopiero usilne starania wysokich dostojników księcia Jana Fryderyka i radców dworu Ernesta doprowadziły do porozumienia. W zażegnaniu konfliktu główną rolę odegrał niewątpliwie graf Ernest Ludwik von Eberstein. Wprawdzie między braćmi zapanowała zgoda, ale już nigdy nie wróciły dawne braterskie kontakty.
Dni księcia Ernesta Ludwika były już jednak policzone. Na krótko przed śmiercią książę Ernest Ludwik przeżył wiele dni w smutku i rozpaczy z powodu ciężkiej choroby ukochanej córki Elżbiety Magdaleny, którą posądzano, że została opętana przez szatana. W tym czasie książę coraz bardziej interesował się astrologią, do której uprawiania namówił go i zachęcił wybitny matematyk, Paucer, zięć Melanchtona. Książę otrzymał od niego, jeszcze w czasie studiów w Wittenberdze, niektóre drogie przyrządy astronomiczne. Czytanie w gwiazdach i odgadywanie z ich układu przyszłości zrodziło w księciu pewnego rodzaju melancholię. Choroba córki kryzys ten jeszcze pogłębiła. Książę dawał ucha swym doradcom i zaczynał wierzyć, że ukochane dziecko popadło w chorobę za sprawą czarownic. W tym czasie Ernest Ludwik popadał coraz częściej w stan apatii i myślał o śmierci; przed zgonem spisał testament. Głęboka wiara w siły nadprzyrodzone była powodem, że Ernest Ludwik wierzył również w prawdziwość przepowiedni niejakiej Sydonii von Bork, która w latach młodości była na dworze Filipa. Młody Ernest Ludwik, którego współcześni uważali za najpiękniejszego ze wszystkich synów księcia Filipa I, rzekomo zakochał się w pięknej Sydonii i kiedy zyskał wzajemność, miał jej przyobiecać małżeństwo. Jednak sprzeciw rodziny książęcej uniemożliwił spełnienie przyrzeczenia i dumna Sydonia po opuszczeniu dworu książęcego miała rzucić na ród Gryfitów przekleństwo, za co po wielu latach skazano ją na ścięcie.
W 1592 roku książę Ernest Ludwik dostał dużej gorączki i bólów głowy. Walcząc z chorobą zakończył życie w dniu 17 czerwca na zamku w Wołogoszczy, a w miesiąc potem został z wielkimi ceremoniami pochowany obok ojca w kościele parafialnym. Zmarły w testamencie odsunął od rządów żonę. Do czasu pełnoletniości syna księstwo otrzymywało rządy regencyjne. W 1597 roku rządy w księstwie wołogoskim objął w porozumieniu z Janem Fryderykiem książę Bogusław XIII.
W księstwie szczecińskim nadal panował Jan Fryderyk. Książę utrzymywał bliskie kontakty nie tylko z królem polskim, ale również z możnymi rodami polskimi, o czym świadczy jego korespondencja. Podobnie jak w latach młodości, pogrążał się coraz bardziej w długach, które pragnął spłacać pieniędzmi uzyskiwanymi z nowych podatków. Książę wykorzystywał także nałożony przez cesarza Rudolfa II podatek na walkę z Turkami. Zamierzał także - w ścisłym porozumieniu z Bogusławem XIII - wprowadzić w księstwie wołogoskim dawno już projektowany podatek od napojów (akcyza). Plany Jana Fryderyka spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem miast, głównie Szczecina. Sejm w Trzebiatowie odrzucił projekty księcia, a w roku 1599 sejm w Szczecinie zgodził się jedynie uchwalić podatki na częściową spłatę długów książęcych w wysokości 77.000 talarów. Książę nie doczekał spłaty tych długów, gdyż w rok potem zmarł.
Stany pomorskie za złą politykę księcia winiły przede wszystkim doradców, spośród których najgorszą opinię posiadał Piotr Kamyk, gdyż miał doradzać często księciu różne despotyczne posunięcia w polityce wewnętrznej. Prawdziwym jednak Machiavellim pomorskim za czasów Jana Fryderyka był graf von Eberstein, który namawiał księcia do skłócenia szlachty z miastami, aby w ten sposób wzmocnić władzę książęcą. On też ponosił odpowiedzialność za obciążanie stanów pomorskich dodatkowymi podatkami, które książę ustanawiał wbrew prawom.
Pod koniec 1599 roku książę Jan Fryderyk przez dłuższy czas przebywał z dworem w ulubionym domku rybackim w Kopicach, gdzie niemal codziennie, nawet w czasie dużych mrozów, łowił ryby. Za namową żony, która lubiła podróże i odmiany w życiu towarzyskim, postanowił odwiedzić swego bratanka Filipa Juliusza w Wołogoszczy. Razem z bratankiem Franciszkiem, żoną, dwiema księżniczkami - saską i brandenburską, które w tym czasie gościły na jego dworze - wyruszył Jan Fryderyk w noc sylwestrową do Wołogoszczy. Orszak książęcy jechał saniami przy blasku pochodni, które uprzednio przygotowywano na ten cel przez całe lato. W dniu 2 lutego oczekiwani goście zawitali na zamek wołogoski. Obok matki wdowy i młodszego księcia Filipa Juliusza, książę Jan Fryderyk zastał tam również księcia Joachima Karola z Brunszwiku. Wszyscy witali przybyłych z wielką serdecznością i radością, o czym świadczyła wystawność w podejmowaniu gości. Dwa następne dni upłynęły na zabawach i w wesołym nastroju. Książę razem z innymi tryskał humorem i nawet po wypiciu znacznej ilości wina nie wpadał w gniew, jak to zwykle bywało. Dopiero w dniu 5 lutego wieczorem książę poczuł słabość i obiad zjadł u siebie, nie schodząc do jadalni ogólnej. Jednakże wieczorem poczuł się znacznie lepiej i zszedł do sali tańca, gdzie wszyscy wesoło bawili się w strojach maskowych.
Widząc ten wesoły nastrój, sam nawet zatańczył z kilkoma partnerkami, a potem kwadrans rozmawiał z bratem Bogusławem, który w tym właśnie dniu przybył do Wołogoszczy, wyraźnie ucieszony spotkaniem. W chwilę potem, gdy podszedł do kominka, ażeby usiąść przy wdowie po księciu Erneście Ludwiku, poczuł nagle ostry ból. Około godziny 9 zasłabł całkowicie i upadł na podłogę. Jana Fryderyka przeniesiono natychmiast do pokoju, w którym przed 58 laty przyszedł na świat. W kilka godzin potem krew rzuciła mu się ustami. Po tym krwotoku książę leżał niezwykle osłabiony i prawie bezwładny. Następnego dnia odbył spowiedź u nadwornego kapelana i po przyjęciu sakramentów zmarł rano 9 lutego 1600 roku przeżywszy 57 lat.
Lekarze byli bezradni i nie mogli nawet wskazać przyczyny śmierci. Stąd powstały podejrzenia, że książę został otruty albo zmarł w wyniku działania czarów.
Zwłoki książęce (bez dokonania sekcji, gdyż książę nie życzył sobie tego) zostały uroczyście złożone w drewnianej trumnie. Zgodnie z przedśmiertnym życzeniem, zmarłego Jana Fryderyka przyodziano w szaty książęce: aksamitne spodnie i aksamitny kaftan, przetykany złotą nicią. Poza tym dano mu do trumny złoty łańcuch, aksamitną czapkę, ozdobioną kosztowną złotą wstęgą i czarnymi piórami. Na pozłacanym pasie błyszczał u boku pozłacany rapier. Aż do 13 lutego ciało książęce wystawione było na widok publiczny w sali zamkowej, gdzie dzień i noc czuwała przy nim szlachta. W dzień pogrzebu, po porannym kazaniu, trumnę włożono na wóz sześciokonny, przykryty czarnym całunem, i zawieziono do klasztoru w Słupie, gdzie znajdowała się przez noc z 13 na 14 stycznia. Dalszym etapem pośmiertnej podróży Jana Fryderyka było Wkryujście, a potem Jasienica i wreszcie Szczecin. Przed Szczecinem naprzeciw orszakowi pogrzebowemu wyszły władze miasta i wielki tłum ubranych na czarno mieszczan. We wszystkich kościołach Szczecina biły dzwony. Na drogi, którymi wieziono zwłoki księcia szczecińskiego, wyległy tłumy poddanych; z trudem udawało się utrzymać ład na trasie przejazdu orszaku. Trumnę ze zwłokami złożono następnie w wielkiej sali zamku szczecińskiego, gdzie znowu przez 4 tygodnie, w dzień i noc, czuwała przy marach szlachta pomorska. Pogrzeb wyznaczono na dzień 15 marca. Zwłoki księcia złożono teraz w cynowej trumnie i o godzinie drugiej po południu wyruszył kondukt żałobny. Trumnę niosło dwudziestu wysokich szlachciców pomorskich, wśród których znajdował się także kronikarz pomorski - Joachim von Wedel. Tuż za trumną postępowała najbliższa rodzina zmarłego: Bogusław XIII, Barnim XII, biskup kamieński Kazimierz, Filip II, Filip Juliusz i dwóch margrafów brandenburskich - Albrecht i Zygmunt. W orszaku żałobnym kroczyli także posłowie książąt, a dopiero za nimi szły kobiety: księżna wdowa, prowadzona przez księcia Brunszwiku i księcia, Franciszka - bratanka zmarłego, żona księcia Barnima XII i reszta niewiast z rodziny książęcej. Następnie szła szlachta, a na końcu przedstawiciele miast pomorskich. Po przeniesieniu trumny do kościoła zamkowego, gdzie jeszcze za życia kazał sobie książę przygotować grobowiec, odbyło się ostatnie kazanie pogrzebowe; w tym samym czasie podobne mowy na cześć zmarłego Jana Fryderyka mieli wygłosić duchowni we wszystkich kościołach księstwa. Przed złożeniem trumny w grobowcu wręczono księciu Barnimowi XII miecz i pieczęć książęcą, którą tenże kazał na oczach obecnych złamać na znak, że zakończyły się rządy zmarłego.
Śmierć Jana Fryderyka przeżył najbardziej Piotr Kamyk, powiernik księcia, a zarazem - zdaniem współczesnych - jego "zły duch". Od dziecka wychowany w służbie na szczecińskim dworze, odgadywał każdą myśl Jan Fryderyka i tak potrafił wkraść się w łaski księcia, że wysocy urzędnicy dworscy zastanawiali się, kto właściwie rządzi w księstwie - Jan Fryderyk czy Piotr Kamyk. Wystarczyło narazić się powiernikowi książęcemu, aby na zawsze stracić łaskę księcia, a wyświadczona Piotrowi przysługa natychmiast jednała serce księcia. Nic więc dziwnego, że Piotr Kamyk był znienawidzony przez wszystkich dworzan. Nawet książę Barnim XII szczerze go nienawidził, gdyż i jego potrafił oczernić przed bratem. Toteż kiedy teraz Barnim wziął władzę w swe ręce - natychmiast usunął Piotra Kamyka z zajmowanego stanowiska, a na ważniejsze urzędy w księstwie powołał nowych ludzi - głównie ze swojego dworu w Bytowie.
Książę Jan Fryderyk był typowym przedstawicielem swego wieku. Był księciem epoki Renesansu, bardziej pasującym do stosunków włoskich niż do warunków pomorskich. Według Olejnego portretu, który na papierze wykonał nieznany artysta; Jan Fryderyk zdradza cechy bardziej łagodne niż poważna twarz jego ojca. Zaś na portrecie z roku 1571, wykonanym przez nadwornego malarza, Periniego, widzimy księcia jako władcę lubującego się w przepychu i zbytku, dla którego prawdziwym Wzorem mógł być książę Alba lub król Hiszpanii Filip II: Rozmiłowany w książkach i w nauce, rzeczywiście osiągnął znaczny poziom umysłowy. Pod koniec życia jednak pociągały go bardziej polowania, wesołe towarzystwo i łowienie ryb, niż książki i uczone dysputy. Podobnie jak jemu współcześni, Jan Fryderyk znajdował upodobanie w budownictwie. W czasie swojego panowania książę zbudował rezydencje bądź rozbudował zamki w Szczecinie, Koszalinie, Słupsku, Dąbiu i Kopicach; zbudował z wielkim rozmachem rezydencję w Podlesiu. Lubował się również w drogich i ładnych sprzętach i naczyniach. Wszystko to jednak kosztowało wiele pieniędzy, a tych księciu zawsze brakowało, gdyż zarząd księstwem zlecał dworzanom, którzy niejednokrotnie dopuszczali się jawnych nadużyć. Przykładem złej gospodarki może być wielki proces urzędników podatkowych, który wytoczył książę na rok przed śmiercią. Trzech oskarżonych: Jakuba Schmedta z Wolina, Mikołaja Peuckera z Lęborka i Wawrzyńca Nagla z Szadzka postawiono przed sądem książęcym i skazano następnie na ścięcie na "kruczym kamieniu". Wyrok wykonano dla odstraszenia innych oszustów, których - zdaniem współczesnych - wśród urzędników było wielu.
Tak prowadzona gospodarka księstwa nie mogła przynosić władcy odpowiednich dochodów, tym bardziej że książę żył i wydawał ponad stan, spraszał licznych gości, sam lub z żoną często wyjeżdżał, co pociągało za sobą znaczne koszty.
Idąc śladami ojca, Jan Fryderyk popadł w nałóg pijaństwa, i często w zamroczeniu alkoholowym wydawał nie przemyślane polecenia. Korzystali z tego najczęściej pochlebcy, którzy wyłudzali od księcia cale wsie i majątki. Nie pomagały sprzeciwy stanów na sejmach ani życzliwe rady braci: Bogusława XIII i Barnima XII. Książę coraz bardziej pogrążał się w długach i w momencie śmierci - jak wykazały obliczenia - "spuścizna" po zmarłym wynosiła ponad 300 000 guldenów długów. Książę pozostawił zupełnie pustą kasę.
W polityce zagranicznej Jan Fryderyk pozostał wierny linii politycznej swego ojca i stryja przez cały czas swoich rządów (ponad 40 lat): Pomorze Zachodnie żyło w całkowitym pokoju, nie mieszając się w żadne wewnętrzne rozgrywki na terenie Rzeszy, a z najbliższymi sąsiadami utrzymywało przyjazne stosunki. Z południowym sąsiadem kontakty osłabły na skutek niezwrócenia przez Polskę stu tysięcy talarów pożyczonych niegdyś Zygmuntowi. Augustowi. Za. Zygmunta III Wazy Jan Fryderyk występował wobec Polski z pewną rezerwą, ale gdy przyszło do załatwienia sprawy przemarszu wojsk królewskich do Szwecji, książę przyjął propozycję króla i dla przyjęcia dworu królewskiego wyznaczył nawet odpowiednie stacje postoju oraz nakazał urzędnikom dbać o wygody króla polskiego. Zygmunt III Waza zmienił jednak swój zamiar i popłynął do Szwecji z Gdańska.
Początkowo (około 1560/1561) zamierzano na dworze polskim wydać za ówczesnego księcia wołogoskiego najmłodszą z sióstr Zygmunta II Augusta - Katarzynę, co mogłoby ułatwić objęcie przez Gryfitę tronu polskiego po śmierci ostatniego Jagiellona. Jednak wobec niemożności uzgodnienia wspólnego stanowiska (strona polska wymagała od władcy pomorskiego udzielenia jej pożyczki, strona pomorska zaś godziła się ją dać jedynie pod zastaw dóbr w Prusach Królewskich) do finalizacji rozmów nie doszło.
Ostatecznie Jan Fryderyk, po konsultacjach z bratem Bogusławem XIII 5 kwietnia 1569 roku i podpisaniu układu małżeńskiego oraz zaręczynowego 5 czerwca tegoż roku w Zechlinie, ożenił się 17 lutego 1577 roku na zamku szczecińskim z młodszą o prawie 19 lat Erdmutą, córką Jana Jerzego, elektora brandenburskiego i Sabiny, margrabianki na Ansbach. Małżeństwo to było bezpotomne, a stosunki między małżonkami nie układały się najlepiej, co zdaje się potwierdzać naturalne potomstwo księcia.
Z nieznanej z imienia konkubiny miał jedno, poświadczone źródłowo dziecko, tj.
córka (urodzona przed 1585 roku, zmarła?), żona: Jan [Hansa] Rambowa (urodzony w 1564 roku, zmarł w 1613 roku), książęcego kamerdynera.
Żródła:
"Książęta Pomorza Zachodniego" - Zygmunt Boras.
"Gryfici książęta Pomorza Zachodniego" - Kazimierz Kozłowski, Jerzy Podralski.
Jan Fryderyk "POMORZE" - biuletyn informacyjny o Pomorzu Zachodnim - Redaktor Naczelny Grzegorz Chmielecki
Jan Fryderyk w "Wikipedia", tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk
Jan Fryderyk "Mocny" w "Geni" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk
Johann Friedrich I. von Pommern-Wolgast w "WORLDHISTORY - Personen der Werltgescichte" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk
28-03-2021
21-03-2021