Zofia Aleksiejewna Romanowa (urodzona w Moskwie, 17 [27] września 1657 roku, zmarła w Monasterze Nowodziewiczy w Moskwie, 3 [14] lipca 1704 roku) herb

Córka Aleksego I Michajłowicza Romanowa, pretendenta do korony polskiej, cara Rosji i Marii Iljinicznej Miłosławskiej, córkę Ilii Daniłowicza Miłosławskiego.

Regentka-wielka księżna Rosji od 29 maja (8 czerwca) 1682 roku do 7 (17) września 1689 roku.

Siostra carów: Iwana V Romanowa i Piotra I "Wielkiego".

Po śmierci cara Fiodora III, w wyniku sporów i krwawych porachunków pomiędzy strzelcami carskimi i bojarami, ogłoszono równolegle carami dwóch braci zmarłego: 15-letniego Iwana i 10-letniego Piotra, zresztą z różnych małżeństw, i przydano im za regentkę ich 25-letnią siostrę, Zofię. Faktycznie rezolutna Zofia sprawowała niepodzielnie władzę przez 7 lat, gdyż Iwan był niesprawny umysłowo, zaś Piotr zbyt młody.

W 1682 roku, w tym samym dniu, w którym zmarł car Fiodor, następcą ogłoszono dziesięcioletniego Piotra, syna cara Aleksego i Natalii Naryszkiny. Wprawdzie tron na zasadzie starszeństwa powinien przypaść jego szesnastoletniemu bratu przyrodniemu, Iwanowi, ale głupota młodzieńca była powszechnie znana i w ogóle nie wzięto jego kandydatury pod uwagę. Jedynie carówna Zofia, urodzona w 1657 roku, a więc mająca wówczas dwadzieścia pięć lat i serdecznie nienawidząca Naryszkinów, opowiedziała się publicznie za swoim ograniczonym umysłowo bratem, licząc na możliwość przejęcia rządów.

Pogrzeb cara Fiodora odbył się już nazajutrz po jego śmierci i stał się dla niej okazją do odegrania prawdziwego spektaklu. Była wprawdzie w stanie panieńskim, a obyczaj nie dopuszczał w takim wypadku córek carskich do udziału w publicznych uroczystościach żałobnych, ale nikt nie ośmielił się zwrócić jej na to uwagi. Szła "z wielkim ryczącym głosem, że onej kilkadziesiąt czernic [mniszek - W. A. S.] okąwszy w płaczu i krzyku strzymać nie mogli", donosił jeden ze współczesnych. W powrotnej drodze z soboru Archangielskiego, gdzie złożono ciało zmarłego, do pałacu Zofia Nróciła się do tłumu zgromadzonych krzycząc, że Fiodora otruto, a Iwana odsunięto od tronu wbrew prawu. Co więcej, nawoływała ludzi do udzielenia "pomocy skrzywdzonym sierotom", występując wyraźnie przeciw nowo obranemu carowi. Wówczas jeszcze nikt nie odpowiedział na jej wezwanie, ale ludzie rozeszli się do domów z myślą, że - być może - byli świadkami dalszego ciągu zbrodni, jakie dokonały się na monarszym dworze.

Władzę w imieniu małoletniego Piotra przejęła jego matka, co nie budziło niczyjego zdziwienia i wdawało się posunięciem całkowicie naturalnym. Gorzej, że do rządzenia rzuciło się całe stronnictwo, cała żądna władzy rodzina Naryszkinów oraz ich zwolennicy. Iwan Naryszkin, dwudziestodwuletni brat Natalii został mianowany bojarem i przejął zarząd Orużejnoj Pałały, a więc uzyskał kontrolę nie tylko nad bronią na Kremlu, lecz również nad kosztownościami znajdującymi się w skarbcu. Dodać trzeba, że nie miał on żadnego doś&iadczenia w służbie państwowej i żadnych zasług, które pozwalałyby mu pretendować do tego tytułu i stanowiska.

Inny Iwan, Miłosławski, będący niegdyś bliskim współpracownikiem cara Fiodora, stanął na czele niezadowolonych i postanowił posłużyć się dla urzeczywistnienia sych zamiarów dwudziestoma pułkami strzeleckimi stacjonującymi w Moskwie. Była to podówczas najsilniejsza formacja zbrojna w państwie, znajdująca się jednak w stanie całkowitego rozprzężenia. Właśnie wtedy strzelcom udało się wmóc na władzy skazanie na chłostę dziewięciu spośród dwudziestu dowódców oskarżonych o nadużycie władzy i pospolite kradzieże. Rozzuchwaleni strzelcy przeciągali gromadnie przez stołeczne ulice i uczestniczyli w niemal wszystkich burdach i karczemnych awanturach. Miłosławski postępował zręcznie. Udał chorobę i nie wychodził z domu, co nie przeszkadzało mu przyjmować u siebie strzeleckich prowodyrów oraz nakłaniać ich do obrony pokrzywdzonych rzekomo dzieci carskich: Iwana i - rzecz jasna - Zofii. Rozpuszczano coraz bardziej nieprawdopodobne i coraz straszniejsze plotki: a to że młody Naryszkin przymierzał się już do carskiej korony, że pułki strzeleckie będą rozwiązane a prawosławie korzenione, wreszcie - że Iwan Naryszkin udusił carewicza Iwana. Miara się przebrała. Tłum ruszył na Kreml.

Strzelcy nie oszczędzali nikogo. Napotkani dworzanie i bojarzy byli bici, obdzierani z szat, ograbiani. Tymczasem, by dać świadectwo prawdzie, zaprezentowano tłumowi obydwu carskich synów: Iwana i Piotra. Zaden z nich nie wglądał na uciemiężonego i nieszczęśliwego. Ludzie zaczeli się powoli uspokajać. Na nieszczęście książę Michał Dołgorukow, pewien wygranej stronnictwa dworskiego, zaczął pokrzykiwać na zgromadzonych, wyzywając ich i strasząc. Dołgorukow został natychmiast pochwcony przez tłuszczę i bezlitośnie zabity. A potem poszła krwawa seria. Zginęły dziesiątki możnych, między innymi bracia carowej-matki: Atanazy oraz Iwan Naryszkinowie, naczelnik prikazu Strzeleckiego, Jerzy Dołgorukow, którego syn Michał sprowokował kolejne zajścia, naczelnik prikazu Poselskiego Łarion Iwanow, wojewoda Grzegorz Romodanowski, bojarzyn Artamon Matwiejew, stolnik Fiodor Sołtykow, nota bene zabity przez pomyłkę, bowiem wzięto go za jednego z Naryszkinów. Zginął także zasłużony lekarz Daniel von Haden, za którym wstawiali się wszyscy członkowie rodziny carskiej przypominając, że każde lekarstwo, nim podał je któremuś z nich, wypróbowywał na sobie. Musiał zginąć oskarżony o czary. Cyryla Naryszkina, ojca carowej Natalii, zmuszono do przyobleczenia szat zakonnych, po czym wywieziono go do monasteru w Białoziersku, położonym o kilkaset kilometrów na północ od Moskwy.

Strzelcy wymogli również wypłatę zaległego żołdu, oszacowawszy go na blisko ćwierć miliona rubli. Carówna Zofia, która postanowiła wykorzystać zamieszanie tak, by przyniosło ono korzyść jej samej oraz jej stronnictwu, obiecała dodatkowo jeszcze po dziesięć rubli dla każdego i nadała im tytuł "piechoty nadwornej", chociaż nie miała do tego żadnych uprawnień. Powodowała nimi bez najmniejszego trudu. Gdy podsunęła im żądanie wydalenia z Moskwy pozostałych przy życiu braci Natalii oraz przy okazji tuzina swoich przeciwników, natychmiast ruszyli z tym żądaniem na Kreml, gdzie zresztą beznvłocznie je spełniono.

Władzę przejęło stronnictwo Miłosławskich kierowane przez Zofię. Taki obrót sprawy nie stanowił dla nikogo niespodzianki. Pierwszą żoną Aleksego i matką Zofii była przecież Maria Miłosławska! Rychło zwołano Sobór Ziemski, którego uczestnicy obra dowali pod groźbą kolejnej interwencji strzelców. Zastraszeni przez Miłosławskich akceptowali wszystkie przedstawione propozycje, usłużnie stwierdzając, że zmiany takie będą niezykle korzystne dla kraju. Zdecydowano więc, że na tronie rosyjskim zasiądą dwaj władcy, dwaj bracia: Iwan oraz Piotr. Zofia została regentką, odgrywając uprzednio kolejną komedię: nie chciała władzy, ale "uległa" prośbom strzelców i Soboru.

Uspokojenie wzburzonych umysłów nie było rzeczą łatwą, ale Zofia udowodniła, że nie zamierza być bezwolną marionetką w rękach tłumu, ulegającą jego nastrojom i wykonującą jego polecenia. Gdy staroobrzędowcy próbowali przejąć rządy w Cerkwi i nawet uzyskali poparcie formacji strzeleckich, regentka tak pokierowała wydarzeniami, że sami strzelcy jednemu z raskolników obcięli głowę, drugi zaś musiał salwować się ucieczką. Dodać trzeba, że obydwaj przybyli na zaproszenie regentki, na publiczną dysputę o tym, który z obrządków jest heretyckim, a który właściwym. Zofia stanęła też na drodze ambitnego, mianowanego przez siebie, naczelnika prikazu Strzeleckiego, księcia Iwana Chowańskiego, który pragnął odgrywać większą rolę w stronnictwie, a nawet chciał ożenić swego syna Andrzeja z dwudziestodwuletnią córką cara Aleksego, Katarzyną. Najpierw zaczęła demonstracyjnie okazywać swoją niechęć do niego, a potem nie cofnęła się przed prowokacją, rozpuszczając pogłoski o rzekomym zamiarze Chowańskiego wymordowania nie tylko całej rodziny carskiej, lecz i wższego duchowieństwa łącznie z patriarchą moskiewskim. W tym samym czasie bez przerwy zmieniała miejsce pobytu, chcąc udaremnić ewentualny atak groźnego przecivmika, pod którego rozkazami znajdowały się oddziały strzeleckie. Z Kołomienskoje przejechała więc do Worobiewa, stamtąd do Pawłowskoje, Chlabowa i wreszcie - do Wozdwiżenskoje, dokąd zjechali z Moskwy bojarzy i urzędnicy, zaproszeni podobno na imieniny Zofii. Przybył też Chowański, nie spodziewając się ataku. Gdy na pośpiesznie zwołanej naradzie zaprezentowano jakiś falsyfikat oskarżający Chowańskiego o planowanie zbrodni, natychmiast zapadł wyrok śmierci, który pospiesznie wkonano, by skazany nie ujawnił imienia inspiratorki buntu strzelców.

Inny z Chowańskich zbiegł do Moskwy, chroniąc się wśród strzelców właśnie. Opowiadał o wydarzeniach, których był świadkiem i twierdził, że teraz przyjdzie kolej na unicestwienie "piechoty nadwornej". Strzelcy w obawie o własne życie rozpoczęli przygotowania do kolejnego wstąpienia zbrojnego, tym razem przeciw regentce. A Zofia spokojnie oczekiwała na ostateczny rezultat rozgrywki, ukryta w dobrze ufortyfikowanym monasterze Troickim w Siergiejowie (dzisiaj Zagorsk), którego obronę powierzyła swemu kochankowi, wypróbowanemu zwolennikowi Miłosławskich, księciu Wasylowi Golicynowi.

Mieliśmy już możność poznania tej postaci, ogłady Golicyna, jego zainteresowań, poglądów, a nawet pałacu, którego był właścicielem, z wnętrzem biblioteki. Fascynacja Zachodem powodowała, że na bibliotecznych półkach znalazło się wiele dzieł będących rzadkością w państyłie moskiewskim. Znalazła się więc wśród nich "księga - przekład z polskiego, z drukowanej księgi opowiadającej Alkoran Mahometov, "księga po polsku pisana - historia o Magilenie królewnie", "księga o posłach, gdzie komu, w którym państwie pokłonić się", "cztery księgi niemieckie", "cztery księgi rękopiśmienne o układaniu komedii", "księga rękopiśmienna prawa, czyli regulamin wojskowy ziemi holenderskiej", "śpiewnik w niemieckim języku", "gramatyka języka polskiego i łacińskiego", "księga po niemiecku o wszelkich rybach i zwierzętach z obrazkami", dzieło Frycza Modrzewskiego "O poprawie Rzeczypospolitej i wiele innych, które pracowicie opisali urzędnicy sporządzający inwentarz pałacowy. Znany nam także de la Neuville prowadził z Golicynem rozmowę o rewolucji angielskiej i innych wydarzeniach europejskich. A działo się w tym czasie w Europie sporo!

Przy tkwiących w rosyjskim średniowieczu bojarach, okolniczych czy diakach, Golicyn był kłującym w oczy wyzwaniem rzuconym przez Europę kremlowskim urzędnikom. Nic dziwnego, że miał wrogów nawet we własnym stronnictwie, w najbliższym otoczeniu regentki. Wszyscy zazdrościli mu osiągniętej pozycji, wykształcenia, swobody, z jaką prowadził dysputy na każdy temat, dobrego smaku... A carówna kochała go bezgranicznie, okazując to bez żenady, za nic mając konwenanse i panującą dotychczas surowość obyczajów. Gdy oddalał się od niej, zasypywała go miłosnymi listami, nie bacząc na to, że mogłyby wpaść w niepowołane ręce.

W Siergiejewie Golicyn nie miał wiele pracy. Okazało się na koniec, że nie tylko nikt nie zabierał się do atakowania monasteru, ale po tygodniowym oczekiwaniu na spodziewaną krwawą rozprawę i rozmyślaniach nad swoim losem, strzelcy sami przyszli do klasztoru z przeprosinami. Zmuszono ich do przyrzeczenia posłuszeństwa i zobowiązania się do całkowitego odsunięcia od spraw państwowych. Oddziały biorące udział w buncie na wszelki wypadek wysłano ze stolicy w odległe rejony przygraniczne, gdyż pozosławienie byłych buntowników w Moskwie mogło okazać się zbyt ryzykowne. Represje dotknęły także staroobrzędowców opowiadających się przeciw reformie Cerkwi. Wielu, nie chcąc podporządkować się nakazowi zmian w liturgii, "brało śmierć przez samospalenie. Zofia stała się jedynowładczynią. Nie liczyła się ani z Iwanem, ani z Piotrem, który dorastał w podmoskiewskim pałacu w Preobrażenskoje. Zresztą w tym czasie ani jeden, ani drugi nie przejawiali szczególnego zainteresowania sprawami państwowmi. Przejęła więc całą carską tytulaturę, nie budząc niczyjego sprzeciwu. Nie odezwał się ani jeden głos protestu, chociaż - być może - po cichu krzywiono się na tego rodzaju postępowanie, sarkano i wznoszono modły o pojawienie się normalnego, prawowitego władcy, nie zaś uzurpatora, do tego jeszcze - w spódnicy! W państwie rozpowszechniano portret Zofii w stroju koronacyjnym, wokół którego biegł łaciński napis, zaczynający się od słów: "Zofia Aleksiejewna, z łaski Bożej Najwspanialsza i Najpotężniejsza Wielka Pani Carówna". O braciach przypominała sobie dopiero wówczas, gdy wmagały tego względy protokolarne: w czasie oficjalnych audiencji lub "posłuchania" udzielanego posłom przybyłym z zagranicy. Przed oczami zdumionych, a zapewne również rozbawionych widzów (ukrywających swoją wesołość przed oczami pilnie ich obserwujących urzędników carskich) rozgrywał się komiczny spektakl. Ubrani w szaty ceremonialne młodzi carowie siadali na podwójnym tronie, za którym lokowała się niezbyt dokładnie ukryta regentka podpowiadająca monarchom, co mają mówić i jak się zachowywać.

Zofia nie przejmowała się śmiesznością sytuacji. Najważniejszy był cel: przejęcie pełni rządów w kraju. Dlatego też między innymi rozgłaszała publicznie, że dla Piotra "sprawy państwowe są jeszcze zbyt trudne". Nikt nie zamierzał tego kwestionować, ale nawet we wstrząsanej intrygami Rosji podważanie autorytetu władcy nie należało do wpadków zdarzających się codziennie. O drugim z carów nie mówiono nic. Nie liczył się zupełnie.

Tymczasem sytuacja międzynarodowa zmuszała do prowadzenia aktywnej polityki. W Europie dokonywały się poważne zmiany. Malały wpływy Habsburgów, natomiast rosła rola Francji, której nie mogły przeciwstawić się rozdrobnione i słabe Niemcy oraz podupadająca Hiszpania. Turcja konsekwentnie rozszerzała swoje wpływy: zdobyła Podole, penetrowała rosyjskie południe i wykorzystując powstania wybuchłe na Węgrzech przygotowywała się do uderzenia na Wiedeń. Polska zastanawiała się nad możliwością udzielenia pomocy Austrii, przeciw czemu intłygowało stronnictwo francuskie w Rzeczypospolitej, które miało silne oparcie w Marii ďArquien, słynnej Marysieńce, żonie króla Jana III Sobieskiego. Sojusz z Austrią Polska zawarła niemal w ostatniej chwili. Odsiecz wiedeńska króla Jana uratowała Habsburgów przed oddaniem kraju w ręce rycerzy Półksiężyca. Powstanie antytureckiej Ligi Świętej z udziałem Rzeczypospolitej, Austrii i Wenecji doprowadziło do podjęcia w 1684 roku rozmów w Moskwie w sprawie przyłączenia się Rosji do tego sojuszu. Sukces osiągnięty pod Wiedniem był niezłym atutem przetargowym, który w odpowiednim momencie znalazł się w rękach koalicji. Jednak Golicyn, kierujący podówczas rosyjską polityką zagraniczną, miał również dobre karty w ręku. Rosja zabezpieczona była od południowej strony traktatem bachczysarajskim, a prócz tego miała już Kijów w swoich granicach i nie zamierzała z niego zrezygnować. Wreszcie zdenerwował się Sobieski. Przesłał do wojewody poznańskiego Krzysztofa Grzymułtowskiego, reprezentującego w czasie rozmów moskiewskich interesy Korony, list nakazujący przypomnieć Rosjanom, że Polska także może zawrzeć pokój z Turcją. Ostatecznie to właśnie Polska musiała iść na ustępstwa. W 1686 roku podpisano "wieczysy" traktat pokojowy między Rosją a Rzecząpospolitą. Polska zrezygnowała ostatecznie z Kijowa, za który Rosja miała jej zapłacić 146 tysięcy rubli; zrezygnowała też z Ukrainy Lewobrzeżnej, godząc się również na wtrącanie się carów w sprawy prawosławia i jego wyznawców na ziemiach polskich. Rosjanie zobowiązali się natomiast do rozpoczęcia akcji zaczepnej na Krymie, ruszenia Kozaków Dońskich na Morze Czarne oraz osłaniania Rzeczypospolitej przed ewentualnymi wyprawami Tatarów.

O owym "pokoju Grzymułtowskiego", jak przywykło się nazywać traktat z 1686 roku, a także o jego skutkach, napisał profesor Zbigniew Wójcik w swojej książce o Janie III Sobieskim, że był on wielką klęską dyplomatyczną Polski, a również klęską jej króla. Był to formalny wyraz ostatecznej kapitulacji Rzeczypospolitej przed Rosją, ostatecznego niepowodzenia polskiej polityki wschodniej. (...) Spadły równocześnie akcje Polski w ramach Ligii Świętej. Rosja stawała się obecnie znacznie cenniejszym partnerem, o którego pozyskanie sygnatariusze traktatu z Linzu [tam powstała Liga Święta - W. A. S.] tak bardzo się przecież starali. Stwierdzić wreszcie trzeba, że kapitulacja Rzeczypospolitej przed Rosją w roku 1686 była w znacznej mierze wynikiem związania się z Ligą Świętą. Ostre i w znacznej mierze słuszne są słowa tej oceny.

Oto Rosja, stale przeżywająca potężne kryzysy wewnętrzne, wstrząsana powstaniami chłopskimi, z przestarzałym systemem administracyjnym i zacofaną gospodarką, wbiła się wreszcie na pierwsze miejsce w Europie Wschodniej. Stało się to nie za panowania któregoś z potężnych i słynnych Rurykowiczów, i nawet nie za zręcznego Aleksego Michajłowicza, lecz za panowania dwójki dzieci osłanianych przez ambitną kobietę! Byłby to z pewnością fenomen, gdyby nie stałe, czasem drobne, lecz sumujące się w ostatecznym wyniku wsiłki Iwana, Piotra i Zofii Aleksiejewiczów. Można nawet przypuścić, że utrzymujący się w Rosji od dłuższego czasu stan ciągłej gotowości władzy i społeczeństwa do odpierania przeciwności zagrażających państwu zarówno z zewnątrz, jak i od wewnątrz, ułatwił przetrwanie najtrudniejszych chwil i pozwolił wreszcie przejść do natarcia, które na koniec zaczęło przynosić pożądane rezultaty. Nie oznaczało to jednak, że Rosja ma poza sobą już wszystkie gorzkie doświadczenia.

W 1687 roku zgodnie z postanowieniami traktatu Grzymułtowskiego wojska rosyjskie ruszyły przeciw Tatarom krymskim. Wyprawą dowodził sam książę Golicyn, noszący od trzech lat tytuł "strażnika wielkiej pieczęci carskiej i spraw poselskich, bliskiego bojarzyna i namiestnika nowogrodzkiego". Do wieńca sławy na swoich skroniach dorzucić chciał jeszcze laury sukcesów wojennych. Zdobycie Krymu stanowiłoby świetne zwieńczenie jego kariery. Wyprawa uderzyła w próżnię i zakończyła się całkowitym fiaskiem. Rosjanie nie tylko nie napotkali przeciwnika, ale musieli wycofać się z Zaporoża, do którego udało im się dojść. Przyczyną odwrotu był pożar stepu wzniecony, jak podejrzewano, przez Kozaków obawiających się twardej, rosyjskiej ręki. Jej ciężar zdołali już poznać w ciągu minionych kilkudziesięciu lat, a ich nastroje dalekie były od entuzjazmu, z jakim witali przybycie posłów carskich do Perejasławia w 1654 roku. Ostudziły ich także słowa Bohdana Chmielnickiego, który ukazał im wówczas rzekomo jedyną drogę stojącą przed nimi, a prowadzącą do podporządkowania się Moskwie.

Pogłoski o kozackim udziale w podpaleniu stepu spowodowały natychmiastową reakcję Moskwy, wrażającą się w usunięciu z urzędu hetmańskiego Iwana Samojłowicza. Donosy na hetmana były zresztą jedną z częstszych przesyłek trafiających na Kreml z Ukrainy. Oskarżano go przede wszystkim o łapownictwo i przywłaszczanie sobie części dochodów z arend. Tego typu przestępstwa stanowiły codzienność w pracy urzędów i zapewne dlatego też nie pociągnęły za sobą szczegółowego dochodzenia, natomiast zaniepokojony Samojłowicz natychmiast oddalił oskarżenie stwierdzając, że Zaporożcy, kierowani przez swoich atamanów koszowych, bez przerwy mówili o chęci poddania się Lachom, bo król polski jest dla nich ojcem, zaś car rosyjski - tylko ojczymem. Wprawdzie w czasie wyprawy Rosjan na Krym w 1687 roku Samojłowicz przyłączył się do Golicyna, przyprowadzając mu około 50 tysięcy Kozaków, ale i jeden, i drugi, nie ukrywali niechęci do siebie, datującej się już od dziesięciu lat. Obecne niepowodzenie Golicyn postanowił zwalić na hetmańskie barki. Posypały się nowe donosy, tym razem o charakterze politycznym, zawierające informację o niechęci Samojłowicza do traktatu pokojowego zawartego z Polską, jak i do samej wprawy przeciw Krymowi. Najwięcej niepokoju wzbudziły wieści o chęci wyemancypowania się hetmana z moskiewskiej kurateli.

Miejsce Samojłowicza zajął teraz Iwan Mazepa, zaproponowany starszyźnie kozackiej przez Golicyna. Dopiero po pewnym czasie miało się okazać, że dla Rosji nie był to "bór najszczęśliwszy. Mazepa miał za sobą burzliwą przeszłość, skandalem zakończył się jego romans z mężatką, gdy zdradzany mąż, schwyciwszy parę kochanków, rozkazał Mazepę rozebrać do naga, przywiązać do konia i przegnać przez zarośla z powrotem do domu pechowego uczestnika romansu.

Mazepa otarł się na królewskim dworze o świat wielmożów, miał możliwość poznania wielu przybyszów z Zachodu i łabwo uległ wpływom innej kultury. Pod tym względem przypominał Golicyna, więc też przypadł księciu do gustu.

Niepowodzenie wyprawy nie przeszkodziło jednak w zorganizowaniu w Moskwie triumfalnego powitania powracających wojsk, a zwłaszcza ich wodza. Jak zwykle, zdecydowała o tym Zofia. Po krótkim odpoczynku Golicyn rozpoczął przygotowania do nowej wyprawy przeciw Chanatowi Krymskiemu. Z zagranicy dochodziły wieści o kolejnych klęskach Turków, o buncie wojsk tureckich, a także o obaleniu sułtana Mahometa IV i wstąpieniu na tron jego brata Sulejmana II. Wydawało się, że Porta nie ma czasu na zajmowanie się Krymem, który pozostawiony sam sobie stosunkowo łatwo wpadnie w ręce rosyjskie.

W lutym 1689 roku Golicyn znów ruszył na południe; prowadząc ze sobą 112 tysięcy żołnierzy. razem w szybkim marszu przeszkadzały śniegi i mrozy. Nie nadchodziły też pieniądze na żołd dla armii i na niezbędne zakupy żywności. Przed pożarem stepu obroniono się wpalając trawę jeszcze przed nadejściem wojska. W połowie maja Tatarzy napadli na Rosjan, ale przywitani ogniem armatnim, rozpierzchli się po stepie, nie ponosząc prawie żadnych strat. Jednak Golicyn pospieszył z doniesieniem o wielkim zwcięstwie. Zofia odpowiedziała natychmiast:

Światło moje! Wasiu, braciszku! Żyj długo! (...) Niech Bóg nadal pozwoli Ci zwyciężać wrogów! Nie chce mi się wierzyć, światlości moja, że wrócisz do nas; uwierzę dopiero wówczas, gdy zobaczę Cię w swoich objęciach.

Książę dotarł tym razem aż do Perekopu, będącego wrotami do Krymu. Tutaj jednak musiał się zatrzymać. Zrozumiał, że dalsze pchanie się na oślep grozi wniszczeniem armii, pozbawionej wody i żywności. Próbował rozpocząć pertraktacje pokojowe, ale sprytni Tatarzy przeciągali je, jak tylko mogli. Zaczęło brakować wszystkiego. Do Moskwy pospieszyli kolejni kurierzy, donosząc o powrocie Golicyna. Zofię nie interesowały wyniki kampanii. Czekała na swojego mężczyznę, do którego pisała:

Radości moja, światłości oczu moich! Nie chce mi się wierzyć, serce moje, że ujrzę Ciebie. To będzie wielki dzień, duszo moja, gdy znów Ciebie zobaczę. Gdyby to było możliwe, chciałabym, abyś znalazł się przy mnie natychmiast, za dzień jeden...

Pisma oficjalne, skierowane do księcia, utrzymane były natomiast w stosownym urzędowym tonie, zwłaszcza że Zofia musiała się w imieniu carów:

My, wielcy gosudarowie, ciebie, bliskiego naszego bojarzyna i strażnika, za twoją ogromną i radosną dla nas służbę (...) najmiłościwiej pochwalamy.

Uważni obserwatorzy nie mieli w każdym razie żadnej wątpliwości, że wyprawy Golicyna na Krym zakończyły się dla Rosji kompletną klapą. Do Moskwy doszły ponadto niepokojące wieści, że Polska już zaczęła realizować groźbę, rzuconą kiedyś przez króla Sobieskiego: na Krymie pojawili się polscy posłowie starający się doprowadzić do porozumienia polsko-tatarskiego.

Klęską Rosji zakończyło się róurnież jej starcie z Chinami nad Amurem. Dotychczas carat rozszerzał tam swoje posiadłości i umacniał, otaczając je stanicami i fortecami. Liczne acz lokalne walki z oddziałami chińskimi nie zmieniały w zasadzie sytuacji. Dopiero w latach 1685-1689 doszło na Dalekim Wschodzie do wojny, w czasie której wprawdzie także nie nastąpiły poważniejsze zmiany terytorialne, ale Rosja nie miała już siły do kontynuowania działań wojennych. W wyniku zawartego w 1689 roku w Nerczyńsku traktatu pokojowego Chińczycy otrzymali od Rosjan zagospodarowany przez nich okręg ałbaziński z tseqerdzą, która jednak została zburzona. Tak więc ostatnie lata panowania regentki i jej faworyta nie były dla Rosji pomyślne.

Zofia zapatrzona w Golicyna i zajęta sprawami państwa popełniła błąd, który miał swoje konsekwencje. Wymknęła się jej z rąk sprawa małżeństwa młodszego z carów - Piotra. W 1684 roku udało się jej ożenić bezwolnego Iwana z Praskowią Sałtykową, ale pięć lat później stanąć musiała przed faktem dokonanym: żonę dla Piotra - Eudoksję Łopuchinę - wybrała jego matka. Nie byłoby w tyrn nic groźnego, gdyby nie fakt, że wedle rosyjskich obyczajów Piotr, z chwilą zawarcia małżeństwa, stawał się pełnoletni i nie było już formalnych podstaw do przedłużania okresu regencji. Iwan był już przecież także żonaty!

Sytuacja stawała się dla regentki tym niebezpieczniejsza, że na dworze powstało wpływowe stronnictwo, dążące do wyrwania władzy z rąk Zofii, a Piotr nie był już dzieckiem, lecz mocno zbudowanym młodzieńcem, świadomym zarówno sytuacji państwa jak i własnej oraz celów, które zamierzał osiągnąć. Okazało się, że dysponował też wyszkolonym przez siebie wojskiem, rekrutującym się z chłopców, którzy dorastali razem z nim i teraz gotowi byli oddać życie za swego władcę. Strzelcy natomiast mieli już dość wykorzystywania ich do rozgrywek dworskich i nawet odmówili podsuniętej im do podpisania petycji do Zofii, by zechciała zostać carową.

W 1689 roku Piotr przeszedł do ataku, sprowokowanego zresztą przez Zofię rozpuszczającą pogłoski, że Natalia Naryszkina chce wdalić strzelców z Moskwy. Prowokacja regentki spełzła na niczym, ale Piotr zakazał jej wzięcia udziału w procesji. Zofia nie podporządkowała się rozkazowi. Teraz Piotr nie zgodził się na wypłatę nagrody Golicynowi za poprowadzony przezeń drugi atak na Krym, uważając słusznie, że za poniesioną porażkę płacić nie wypada. Młody car przebywał w tym czasie w Preobrażenskoje, otoczony wiernymi sobie pułkami, natomiast Zofia ze swoim stronnictwem zamknęła się w Kremlu moskiewskim, gromadząc siły do walki. Piotr nie czekał na atak z jej strony i przeniósł się do ufortyfikowanego Siergiejewa. Historia zaczęła się powtarzać. Jak przed laty do Zofii, tak teraz do niego zaczęli przybywać urzędnicy dworscy, szlachta, możnowładcy, a nawet patriarcha moskiewski. Gdy regentka usiłowała doprowadzić do bezpośredniego spotkania ze swym bratem przyrodnim, została zatrzymana w drodze, a Piotr zażądał wdania Fiodora Szakłowitego, naczelnika prikazu Srzeleckiego, którego oskarżył o próbę dokonania zamachu stanu. Zofia ustąpiła, ratując własną skórę. Szakłowitemu przedstawiono rzekomych świadków jego zbrodniczych zamysłów, on sam zresztą na torturach powiedział wszystko, czego od niego oczekiwano, a więc że zamierzał podrzucić granat do sań carskich, że chciał podpalić Preobrażenskoje, a gdyby i to nie odniosło pożądanego rezultatu, Piotr miał zginąć od strzału strzelca "borowego. Szakłowity został stracony. Golicyn ocalił życie, ale skazano go na utratę bojarstwa, urzędów i majątku oraz zesłanie wraz z rodziną do Kargopola na północy Rosji. Ta sama kara spotkała jego syna Andrzeja.

W tym też czasie, we wrześniu 1689 roku, Piotr wysłał list do swego brata-cara Iwana. Stwierdzał w nim:

wręczono nam, dwóm osobom, berło monarsze (...), a o trzeciej, by była z nami równorzędną władczynią, w ogóle nie wspomniano. (...) Teraz, Bracie Gosudarze, nadszedł czas dla nas obu, abyśmy sami władali powierzonym nam przez Boga krajem, gdyż dorośliśmy już do tego, a trzeciej, bezwstydnej osobie, siostrze naszej, nie pozwalamy używać równych nam tytułów i rozstrzygać spraw (...) Tobie, Bratu Gosudarowi, obwieszczam to i proszę: pozwól Gosudarze z Twego ojcowskiego pozwolenia, dla lepszego pożytku naszego i uspokojenia ludu, nie odsyłając do Ciebie, czynić wedle wyroków sędziów prawdziwych i ludzi niestosownych zmienić, aby państwo nasze jak najszybciej uspokoić i uczynić szczęśliwym. A gdy, Bracie Gosudarze, spotkamy się i doprowadzimy wszystko do porządku, gotów jestem Ciebie szanować jak ojca swego.

Rychło też Zofia otrzymała polecenie osiedlenia się w monasterze Nowodziewiczym w Moskwie. Zapadła tam na kilka lat, nosząc w sercu nienawiść i myśl o zemście.

Car Iwan nie odpowiedział na przesłanie Piotra. Prawdopodobnie było mu wszystko jedno, kto rządzi Rosją.

W pierwszej połowie XVII wieku Rosjanie skolonizowali już prawie całą Azję na północ od Mongolii i rzeki Amur, z wyjątkiem Półwyspu Kamczackiego. Jednak w 1689 roku Rosja zawarła wymuszony traktat nerczyński z Chinami, w którym, w zamian za przywileje handlowe, odstąpiła Chinom Kraj Nadamurski, tj. pas terytorium na północ od Amuru. Głównymi eksploatowanymi ówcześnie bogactwami Syberii były futra i skóry zwierzęce oraz drewno, stanowiące podstawowy, właściwie jedyny, materiał budowlany.

W XVII wieku Rosja poczyniła też pewne postępy w rozwoju swej gospodarki, w miastach powstały liczne manufaktury, rozwijał się handel zagraniczny. Głównymi towarami eksportowymi były: futra syberyjskie, zboże, sól, ryby, kawior, len, olej konopny i drewno, spławiane wielkimi rzekami. Znaczną przeszkodą w kontaktach zagranicznych był brak dostępu Rosji do Bałtyku i Morza Czarnego.

Zofia, wraz ze swym głównym doradcą księciem Wasylem Golicynem, zamierzała przejąć również formalnie władzę carską, spisek jednakże się nie udał i Zofia została w sierpniu 1669 roku zesłana do Klasztoru Nowodziewiczego, gdzie przyjęła imię Zuzanna. Pełną władzę w Rosji, jako jedyny car, przejął wtedy Piotr I (1689-1725).


Żródła:

"Poczet władców Rosji" - autor: Władysław Andrzej Serczyk


Zofia Romanowa w "Wikipedia"