Konrad V von Jungingen (urodzony w Jungingen około 1355 roku, zmarł w Malborku 30 marca 1407 roku) herb

Wielki mistrz zakonu krzyżackiego od 30 listopada 1393 roku do 30 marca 1407 roku.

Pochodził ze Szwabii. Do zakonu krzyżackiego wstąpił wraz z młodszym bratem Ulrichem około 1380 roku. Z początku był komturem domowym na zamku w Ostródzie. W 1391 roku awansował na podskarbiego malborskiego.

O jego wyborze na urząd wielkiego mistrza zakonu zadecydował przypadek. Gdy po śmierci Konrada von Wallenroda zebrała się kapituła generalna, żeby wybrać nowego zwierzchnika zakonu, a Konrad von Jungingen jako przewodniczący rady miał być wykluczony z głosowania - jeden z braci, Wolf von Zolnhart zaproponował jego kandydaturę na stanowisko wielkiego mistrza, co nie znalazło sprzeciwu wśród głosujących. W dniu 30 listopada 1393 roku Konrada ogłoszono jednogłośnie wielkim mistrzem.

Konrad von Jungingen od samego początku pełnienia swoich funkcji zdecydowanie opowiedział się za kontynuowaniem polityki zakonu swoich poprzedników. W odróżnieniu jednak od nich wybrał drogę nie wojny, ale dyplomacji w celu osiągania korzyści przez zakon. Próbował skłócić ze sobą wielkich książąt litewskich - raz popierając Witolda, innym razem opowiadając się za Świdrygiełłą. Zamierzał również spowodować osłabienie unii polsko-litewskiej i zwierzchnich praw Jagiełły do Litwy.

Wiedział, że państwo krzyżackie ma dwóch potężnych wrogów - unię kalmarską (łączącą Danię, Szwecję i Norwegię) oraz unię polsko-litewską. Preferował więc stonowaną politykę nad otwartą wojnę, na wszelkie złośliwości odpowiadając: "Będziecie tu jeszcze mieli taką wojnę, że nic wam już nie pomoże". Próbował wpierw skłócić z sobą wielkich książąt litewskich, Witolda i Świdrygiełłę, a następnie zjednać sobie przyjaźń Władysława Jagiełły. Udało mu się, z niemałą pomocą brata, odzyskać Żmudź, a odstępując Polsce ziemię dobrzyńską za sumę 40.000 złotych zagwarantował sobie pokój z unią polsko - litewską. Za jego panowania państwo krzyżackie w Prusach osiągnęło szczyt swej potęgi.

Dzięki swojej zręcznej polityce uzyskał Żmudź. Zakupił w 1402 roku od Brandenburgii Nową Marchię, która przyniosła jednak więcej szkód niż korzyści z powodu ciągłych buntów miejscowego rycerstwa. W polityce bałtyckiej zmuszony był stanąć do konkurencji z nowo powstałą unią kalmarską. Konflikt interesów, którego przyczyną było opanowanie przez Krzyżaków w 1398 roku Gotlandii spowodował długoletnie napięte stosunki z Danią, Szwecją i Norwegią.

Zagrożenie wojną ze wszystkich stron zmusiło Konrada von Jungingena do szukania porozumienia z jednym z rywali. W tej sytuacji Konrad von Jungingen zdecydował się na gesty życzliwości w stosunkach z Władysławem II. Od 1401 roku słał poselstwa z darami do Krakowa. W 1404 roku udało mu się spotkać z Jagiełłą w dobrach biskupów kujawskich w Raciążku. Odstępując na tym spotkaniu Koronie Polskiej ziemię dobrzyńską zagwarantował Państwu Zakonnemu pokój z unią polsko-litewską.

Zmarł po długiej chorobie - cierpiał najprawdopodobniej na kamicę pęcherzyka żółciowego. Ponoć przed śmiercią, znając wojowniczą naturę swego brata, ostrzegać miał przed wybraniem go jego następcą. Swoją ulubioną sukę o imieniu Viola zapisał w testamencie drugiej żonie Władysława Jagiełły, królowej Annie Cylejskiej. Inny oryginalny podarek, lew, trafił w ręce księcia litewskiego. Pochowany został w mauzoleum wielkich mistrzów pod kaplicą św. Anny. Według "Kroniki Gdańskiej", umierający wielki mistrz, Konrad V von Jungingen, ostrzegać miał dostojników krzyżackich przed wyborem swego wojowniczego brata na następcę, nazywając go głupcem.

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, iż Konrad von Jungingen i jego młodszy brat po wielokroć pojawiają się na stronach powieści "Krzyżacy" Henryka Sienkiewicza (1900 roku). W przeciwieństwie do porywczego Ulricha, Konrad opisany jest jako postać o dość pozytywnym wydźwięku. "(..) Wielki mistrz Konrad von Jungingen nie był złym i zepsutym człowiekiem. Musiał on często postępować w sposób nieprawy, gdyż cały Zakon krzyżacki stał na nieprawości. (...) Ale nie był okrutnikiem, bał się sądu Bożego i ile mógł, hamował pychę i zuchwałość tych dygnitarzy zakonnych, którzy pchali umyślnie do wojny z potęgą Jagiełłową. Był jednakże człowiekiem słabym. Zakon tak dalece przywykł od całych wieków czyhać na cudze, grabić, zabierać siłą lub podstępem przyległe ziemie, że Konrad nie tylko nie umiał powściągać tego drapieżnego głodu, ale mimo woli, siłą nabytego pędu sam poddawał mu się i usiłował go zaspokoić. Dalekie też były czasy Winrycha von Kniprode, czasy żelaznej karności, którą Zakon wprawiał w podziwienie cały świat" - pisał o nim Sienkiewicz.


Żródła:

Konrad V von Jungingen w "Wikipedii"


"Zakon Krzyżacki"